Dialog
czwartkowy był mniej więcej taki: pan może się z nami spotkać, ale dopiero w
poniedziałek. Pan: a czemu tak późno, to epoka cyfrowa, czy tu się nie działa
szybciej? Wie pan, wyjeżdżamy na weekend, ważne sprawy, nie będzie nas, no więc
tylko ten poniedziałek wchodzi w grę… Pan: no dobra, omówmy problem, z którym
się do was jako potencjalnych wydawców zwróciłem, to jest kwestia tej
mazurskiej gminy… E, wie pan, nie, to daleko, nie, my się ograniczamy wyłącznie
do mazowieckiego…
No i „się
rypło”. Pan nie wytrzymał i posłał panie do diabła. Że co, że to nieładnie? Ej,
nie, nie, żadnych słów nieładnych czy obraźliwych, krótko i sucho: proszę mnie
wykreślić. Pan nie będzie pisał żadnych krótkich tekstów w postaci poradników.
Nie będzie już słuchał tych pań. Różnica światów, temperamentów i poczucia
tempa tak wielka, że pogadać się nie da. Trudno. W tym roku to już trzeci raz.
Trzeci raz, kiedy cudzą pracę chce ktoś wziąć, ale bez zapłaty, ba, nawet bez nadziei
na nią. Ten dialog tym różny od poprzednich, że postawiono określone zadania. Wyłącznie
„krótko i w postaci poradników”. Nie mam pomysłów? Ależ mam, proszę bardzo: jesteś
wkurzony polityką rządu wobec rolnictwa – zrób bombę. Wejdź do sieci i zobacz
jak możesz śladem Breivika przerobić sztuczny nawóz na piękne fajerwerki…
Podoba
się? Nie? Dlaczego? Jest krótko, do rolników, esencjonalnie i na aktualny temat.
Fotka, tak, jeszcze tylko znaleźć dobrą fotkę, jakieś duże „pierdut!”, to
ładnie wychodzi w kolorze, przyciąga uwagę, robi czytelnictwo.
Inna
parafia: to było sporo lat temu, zaproponowano mi sporządzanie pakietów
korespondencyjnych dla jakiegoś wydawnictwa typu soc-sex. Że niby takie coś nie
istnieje? Ale w wyobraźni wydawcy istniało jak najbardziej! Potencjalny pracodawca wyjaśnił mi w czym
rzecz niezmiernie krótko. Ujął to tak: piszesz liścik typu „droga redakcjo, mój mężczyzna
wrócił z trzydniowej delegacji jakiś dziwny, nie interesuje się mną, zasypia
natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki, co czynić?” Do tego ma być
dołączona gotowa odpowiedź redakcji: „najmilsza czytelniczko, nie przejmuj się,
załóż swój krótki dezabil, zdejmij majteczki, skrop się feromonami i stań do
niego otworem, znaczy się bądź przyjazna i kusząca…” Ponieważ nie bardzo
zrozumiałem pan dodał: ty koleś nie czujesz blusa, zdaje się gołej dupy jeszcze
nie widziałeś, nie będziemy współpracować. Wtedy uznałem ten kontakt za
najbardziej żałosny spośród innych żałosnych. Dzisiaj patrzę na to nieco
inaczej: samo życie Polacy, nic się nie stało Polacy, nic się nie stało… Dodaję dla wolno myślących: to IRONIA!
Istotą
działania portali internetowych czy nawet internetowego radia są pieniądze. Czyli
albo nieograniczona kasa sponsora-wydawcy, albo sprytne i skuteczne
pozyskiwanie przychodów z reklam i audycji oraz tekstów sponsorowanych. Ale i tak na początku są jakieś pieniądze startowe...To
ostatnie , teksty czy audycje sponsorowane, praktycznie wyklucza obiektywizm działania - bo innymi słowy nie przyjmuje
do wiadomości istnienia czegoś takiego, jak Prawda. No ale jeśli parcie na
mikrofon i zapisaną przestrzeń jest wystarczając duże… Jakby na rzecz nie
patrzeć podobna działalność wymusza obecność profesjonalistów albo w jednym,
albo w drugim. Tymczasem w sieci jest tak, że oto przychodzi Maciej (ale może być
i Adaś czy Nepomucen) na portal, który założył i utrzymuje kto inny za swoje
pieniądze, zamiast mówić szczeka odbytnicą – zaś po zwróceniu mu jakiejkolwiek
uwagi natychmiast zaczyna drzeć mordę o wolnym słowie, honorze i niezależności.
Kopa w zadek jak już w innym tekście radziłem, a w praktyce sam stosuję? Ale
tak nie dzieje! Prowadzący poddają się, coś tam pieprzą o komunistycznej cenzurze z Mysiej
(warszawska jej siedziba), że niby są od tego jak najdalsi – i bzdety idą dalej
w świat. Droga do pozyskiwania reklam jest już praktycznie zamknięta. Sponsorzy
czy reklamodawcy nie są idiotami, wystarczy im jeden przeczytany kawałek
nieudacznika umysłowego – i żegnajcie kochane pieniążki! Przekazów nie będzie,
reklam nie będzie, pensyjek pań wydawczyń też nie będzie. Najgorsze jest wszakże
to, że nie-idiotom TEŻ NIKT JUŻ NIE ZAPŁACI NI GROSZA jak to było obiecane!
Więc
chciałem powiedzieć bardzo konkretnym osobom, nie wymieniam ich tu z litości po
imieniu i nazwisku – by dalej nie zawracali mi dupy namawianiem do uczestnictwa
w jednym z wyżej przytoczonych dialogów. Nie ma mnie w domu! Nie staję w jednym
szeregu z ociężałymi decyzyjnie panienkami, lewakami, satanistami, bełkocącymi komentatorami i zakochanymi w
sobie z wzajemnością idiotami! I co komu do tego, że mam mnóstwo czasu, a po
opublikowaniu tego testu zapewne będę miał jeszcze więcej? NIE WASZ INTERES!
M.Z.
Ilustr: wyszukane w sieci
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz