czwartek, 23 lipca 2015

BEZPRAWIE PODWYŻEK - CIĄG DALSZY

Co powinien uczynić człowiek nabijany w butelkę, czyli obkładany bezprawnymi podwyżkami? Co powinien zrobić obywatel mając w ręku taki wyrok sądowy, jak przedstawiony w poprzednim felietonie?

Spotkaliśmy się w ostatnią niedzielę i przyjęliśmy określoną procedurę postępowania. Do ZGN Mokotów i DOM Kolberga wyszły pisma tej samej treści:

"...

Mieszkańcy budynku                                                          Warszawa, dnia  21 lipca 2015r.
przy ul. Abramowskiego 9
w Warszawie




Dyrektor Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami m. st. Warszawa Waldemar Albiński
ul. Irysowa 19
02-660 Warszawa


Niniejszym przedstawiamy kwestię, względem której domagamy się jak najpilniejszej reakcji – ta bowiem związana jest z naszym INTERESEM PRAWNYM wynikającym z wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, V Wydział Cywilno-Odwoławczy, sygnatura akt V Ca 2023/14, data  ogłoszenia 29 kwietnia 2015r, który orzeczony został w stosunku do jednej z lokatorek naszego domu.
W uzasadnieniu wyżej wymienionego wyroku Sąd jednoznacznie  uznał,  że umowy zawarte na najem lokali o powierzchni powyżej 80m2 z czynszem wolnym są umowami cywilnoprawnymi zawartymi w warunkach wolnorynkowych - oraz umowami wzajemnymi.  Warunki są wiążące dla OBU stron umowy i bez zgody tych stron  w formie aneksu  jakiekolwiek inne formy są nieważne.

Jak wielokrotnie pisaliśmy nie jesteśmy lokatorami z tzw. kwaterunku, a każdy z nas, najemców, przyjął zaproponowane warunki najmu przystępując do konkursu opartego wówczas na konkretnych, obowiązujących przepisach prawa (ustawa o najmie lokali mieszkalnych i dodatkach mieszkaniowych).  W dacie zawierania umów nie byliśmy wykluczeni z ubiegania się o obniżki czynszu, dodatki mieszkaniowe  oraz wykup lokali.

To w późniejszym okresie Warszawa podzielona została na strefy ze zróżnicowanymi stawkami czynszu.  Wobec nas - jak potwierdza to wyrok Sądu Okręgowego, prawomocny i nie podlegający kasacji - ta jednostronna zmiana stawek czynszu jest bezskuteczna. 
Oczekujemy zatem w możliwie jak najszybszym terminie realizacji wyroku, a nie jego rozważania. Przede wszystkim zaś naprawy przez Wynajmującego wszelkich szkód finansowych powstałych na skutek stosowania  bezprawnej  metody naliczania płatności w latach minionych – to jest zwrot  bezpodstawnie pobranych kwot czynszu za okres trzech lat wstecz z odsetkami ustawowymi.


Informujemy, że  do czasu sporządzenia dokumentów korygujących  nie zamierzamy płacić kwot czynszowych wynikających z bezprawnie przyjętego przez Państwo stanowiska.
Wnosimy również o poinformowanie wszystkich najemców, do których kierowane były pisma pod nazwą „wypowiedzenie stawki czynszu”, pisma zawierające fragment,  iż „w przypadku nie przyjęcia nowej stawki stosunek najmu lokalu ulegnie rozwiązaniu” – że ów fragment był zwykłym zastraszaniem najemców. Jak potwierdził Sąd Okręgowy wobec naszych umów nie znajdują zastosowania przepisy ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie kodeksu cywilnego.

Szanowny Panie  Dyrektorze:  czas na podjęcie konkretnych działań!  

Przystępując do konkursu na najem lokalu o powierzchni powyżej 80m2 kilkanaście lat wstecz, mieliśmy status „najemcy” z określonymi przywilejami, które potem „zniknęły”. Obecnie jesteśmy najemcami, ale już nie „lokatorami”, nie ma dla nas żadnej ochrony prawnej w przypadku pogorszenia się sytuacji materialnej, braku możliwości opłacania wysokiego czynszu. 

Nasza sytuacja jest patowa,  o czym świadczą narastające zaległości wielu naszych sąsiadów. O takim „ryzyku”, że zostaniemy potraktowani wyłącznie „komercyjnie”  nie byliśmy informowani, twierdzimy zatem, iż wprowadzono nas po prostu w błąd.   

Nasz dom, nasze mieszkania miały charakteryzować się podwyższonym standardem. Bardzo szybko, bo po mniej więcej roku okazało się, że „podwyższony standard” to iluzja. Pragniemy Pana poinformować, że dysponujemy obszerną dokumentacją, z której wynika, iż w okresie eksploatacji  na remonty budynku i roboty naprawcze w okresie 2001-2014  wydano aż   1.189.058,79 zł.  Czy w ten sposób jeszcze bardziej podwyższaliście nasz rzekomy „komercyjny standard”? Po stokroć NIE! Łataliście dziury, niedoskonałości – słowem odpadającą ceramikę, paczące się z powodu nie przyklejenia podłogi, spadające sufity, walące się na klatkach schodowych tynki. Nie na takie warunki się godziliśmy oddając miastu inne mieszkania w dawnej Gminie Centrum – mieszkania często własnościowe!  
 
Problem naszych mieszkań sam się nie rozwiąże, potrzebny jest dialog w tym zakresie. My  o ten dialog występujemy od kilkunastu lat .
 
 Liczymy na przeanalizowanie sytuacji i konkretne działania. ..."

Pod spodem znajdują się podpisy 26 lokatorów. Dlaczego tylko tylu? Bo do diabła jest okres urlopowy i ludzie mają nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek zadbać o siebie i swoje dzieci! Z drugiej zaś strony stan bezprawia wiecznie trwać nie może i nie powinien, potrzebna była szybka reakcja. Spodziewamy się rychłej odpowiedzi. Stan ducha jest taki, że pobieranie czynszów w nieprawnej wysokości dalej trwać nie będzie. Formuła rozwiązania tego problemu do ustalenia - podobny precedens miał już miejsce w latach minionych - i został płynnie załatwiony.

M.Z.

środa, 15 lipca 2015

REWOLUCJA NA PODWÓRKU - DOKUMENTY SĄDOWE

Na ilustracjach znajdą Państwo fotokopie najważniejszych stron wyroku sądowego i jego uzasadnienia - o czym pisałem w poprzedniej notce. Proszę się temu dokładnie przyjrzeć, proszę przeczytać ze zrozumieniem.
To jest dowód na skalę oszustwa, jakiego dopuszczono się wobec nas. Tak w świetle uzasadnienia sadowego wygląda dzisiaj wiarygodność wszystkich pism, jakie przez minione trzy lata otrzymywaliśmy do domów, a które informowały nas o zwiększonych płatnościach. Publikuję nie wszystkie strony uzasadnienia wyroku, a tylko NAJWAŻNIEJSZE. Dociekliwi mogą oczywiście zapoznać się z całością dokumentu.

Czwarta fotokopia, ostatnie zdanie: od wyroku nie przysługuje skarga kasacyjna. Innymi słowy: wyrok NALEŻY WYKONAĆ bez zbędnej dalszej dyskusji. Proszę we własnym zakresie obliczyć sobie skalę zwrotu finansowego, jakiego MACIE PRAWO domagać się od administratorów. Z mojego ustalenia wynika jasno: dzisiejszy czynsz po odrzuceniu nieprawnie wprowadzonych podwyżek wynosi 9,98 zł za metr kwadratowy. Jak, w jaki sposób zwrócą nam nadpłacone pieniądze? Zapewne jak to w przeszłości bywało: odliczeniem od sum, które jako czynsz musimy wpłacać co miesiąc na wskazane konto. Czy jest się czego obawiać, czy ktokolwiek może nas straszyć konsekwencjami płynącymi z rzekomego nieposłuszeństwa? NIE, PO STOKROĆ NIE!!!!

Kilka osób, które prowadziły te i podobne sprawy (a niektóre prowadzą dalej) będą sugerować swoim sąsiadom pilne zwołanie zebrania poświęconego tym problemom. Nie proszę Państwa - nie powstaje żadna nowa organizacja, nie zamierzamy "demokratycznie" negocjować żadnych dalszych kroków formalnych, a zwłaszcza poszczególnych zdań pism, które stosujemy i będziemy stosować do urzędów. Zechcą Państwo podpisać dokument domagający się zwrotu w wasze ręce waszych pieniędzy - podpiszecie. Nie zechcą Państwo złożyć tam swoich autografów - Państwa wybór. Proszę tylko w przyszłości nie udawać, że wszystko dokonało się za sprawą woli większości, że zwyciężyła "demokracja". Nieprawda! Pozwy składali konkretni ludzie, płacili za nie z własnej kieszeni - godząc się z konsekwencjami wyroków, które niekoniecznie musiały być po ich myśli.

M.Z.
**************************************
PS z dnia 21 lipca 2015 r :

Szanowni! Kto nie był na spotkaniu, a chciał się dodatkowo podpisać pod tekstem wysłanym do ZGN Mokotów - nie miał z tym najmniejszych kłopotów. Jedna z naszych sąsiadek dodatkowo przespacerowała się po mieszkaniach ludzi nieobecnych na spotkaniu. Co mieliśmy do powiedzenia - publicznie powiedzieliśmy. Niestety nie przewidujemy dalej żadnej działalności usługowej wobec spóźnialskich czy początkowo nie zainteresowanych sprawą. Nie wypożyczamy już dokumentów, nie kserujemy ich we własnym zakresie, nie rozdajemy itd. Jestem naprawdę życzliwym człowiekiem - ale powtarzanie tego samego po raz piętnasty właśnie mi się znudziło. A wystarczyło przyjść i posłuchać... Albo wejść na tę stronę i przeczytać choćby ostatni tekst. Jeżeli uważają Państwo, że to zbyt wygórowane wymagania - bawcie się proszę dalej sami ze sobą.
M.Z.



poniedziałek, 13 lipca 2015

REWOLUCJA NA PODWÓRKU



Tak, na naszym podwórku, konkretnie usytuowanym i z adresem Abramowskiego 9! Wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie podwyżki czynszów, jakie w minionych latach nam zafundowano (od 9,98 za m kw. do 12,20 za tenże metr) SĄ BEZPRAWNE I NIESKUTECZNE! WYROK NIE PODLEGA  APELACJI!

Wkrótce dokładne przedstawienie wyroku – i wynikających stąd konsekwencji. Z grubsza można powiedzieć dzisiaj tyle, że każdy lokator naszego domu może wnieść roszczenia dotyczące nieprawnie W CIĄGU TRZECH MINIONYCH LAT pobranych odeń kwot. Grupa, w której znajduje się niżej podpisany jest właśnie w trakcie opracowywania pisma do naszych ukochanych zarządców. Sygnatariusze tego dokumentu nie zamierzają dalej płacić pieniędzy, które miastu czy dzielnicy po prostu się nie należą.

M.Z.

czwartek, 9 lipca 2015

PARADOKSY



Kiedyś istniał w sieci portal zwany Nowym Ekranem. Trochę to trwało – ale skończyło jak zawsze, to jest rozpadem. Jednym z efektów tej irredenty jest dzisiaj 3Obieg. Własność Tomasza Parola, Łażącego Łazarza. Drugi po portalowym Bogu - Paweł Pietkun. Podobno siedzi w GB – ale to nie jest do końca ustalone. Notka administracyjna przedstawia p. Pawła jako dziennikarza śledczego. Może tak jest, może nie jest, czytam ostatnio na przykład o sytuacji Grecji, co jak dla mnie nie jest dziennikarstwem śledczym. Pozwoliłem sobie na komentarz do greckiego tekstu Pietkuna.

Brzmiał on mniej więcej tak, że stanowisko Niemiec w całej greckiej sprawie jest dość charakterystyczne, choć mało kto podnosi jego istotę. Tę zaś da się opisać tak, jak to uczynił dwa lata temu Henryk Skwarczyński, tekst oryginalny ukazał się zresztą na tymże 3Obiegu i jest do przeczytania tutaj: http://3obieg.pl/jestescie-jak-doktor-mengele-tyle-ze-dzisiaj-w-eleganckim-garniturze-nie-przykryjecie-przeszlosci-zadna-europejskoscia-i-zadnym-salonem-odnowy Zwróciłem w swoim mikro-tekście uwagę na ten fragment:

„…Stanley Moss, który był jednym z organizatorów ruchu oporu na Krecie i współautorem słynnego porwania głównodowodzącego sił niemieckich generała Kreipego, mówiąc o okrucieństwach popełnianych na ludności cywilnej, wspomina taki przypadek: “Oto historyjka oddająca mentalność typowego Huna. Przez drogę, którą jechał z dużą prędkością samochód z niemieckimi oficerami, wypadając z niej na zakręcie, przechodził mały chłopiec. Kierowca i jednocześnie oficer nie był w stanie temu zapobiec i choć bez większych szkód, wszyscy jadący wylądowali w rowie. Przeprowadzając szybką inspekcję samochodu, kierowca zauważył, że jeden z błotników jest mocno zadrapany. Gestem przywołał chłopca do siebie i kiedy ten z nieśmiałym uśmiechem na ustach przybliżył się, porwał go i gwałtownym ruchem, na kolanie, przełamał mu w pół rękę…”

I dodałem jeszcze, że uważam refleksje Skwarczyńskiego za tak ważne, iż sam na swojej stronie zamieściłem jego przedruk.

I co? Ano właśnie: i nic! Komentarz poddany moderacji NIE UKAZAŁ SIĘ. Co Pietkuna tak okrutnie zezłościło? Że zapomniał co w jego portalu o sprawie drzewiej się mówiło? Czy może to, że jakiś tam komentator śmiał zamieścić linka do swojej strony?

Jeśli to drugie to spieszę wyjaśnić: uważam pana Pietkuna za dziennikarza klasy średniej. Jest gwiazdą lokalną – jeśli w ogóle. Posłusznie przeto melduje panie Pawle, że nie zamierzałem grzać się w pańskim blasku, albowiem ten nie istnieje. A wieloletniej pogardy Niemców wobec tamtej części Europy po prostu pan nie widzi – co nie jest być może grzechem głównym, ale na tyle istotnym, by rzecz całą uzupełnić nawet tak małym komentarzem, jak nie opublikowany mój. Tak czy siak: proszę się  nie przejmować, nie będę panu w przyszłości zawracał głowy, mam mnóstwo innych zajęć i ludzi, którzy tu czy tam publikują swoje przemyślenia, po czym jednak prowadzą jakieś dyskusje. Ukłony.

PS. Czy to pan podpisał ten fragment wyjęty z tekstu "O nas": "...
Nie zamierzamy jednak ograniczać swobody dyskusji, będziemy jedynie dbać o jej poziom. Tym samym nie dzielimy autorów na lepszych i gorszych, na zawodowców i amatorów, na dziennikarzy i blogerów, na celebrytów i anonimowych. Dla nas każdy kto dostarcza tekst wysokiej jakości, dbający o wiarygodność, przejrzystość myśli i klasę wypowiedzi, ma prawo mienić się dziennikarzem obywatelskim, może aplikować na stronę główną, czy wnioskować o legitymację prasową..."

M.Z.

piątek, 3 lipca 2015

URLOP



Teoretycznie nie powinno mnie to dotyczyć, pojęcie urlopu jest dla mnie pojęciem obcym – ale jak to w przyrodzie bywa mimetyzm czyli sztuka upodobniania się do innych zwyciężył. Nie chce mi się pisać – bo cała pisanina gdy nie ma urlopowanych czytelników staje się daremna. Nie chce mi się też za friko pracować dla innych – bo jak widzę co oni potem wyrabiają to szlag mnie trafia. Dzisiaj zatem będzie krótko i w ramach skwitowania pewnych rzeczy i spraw.

Najpierw ta, że nie współpracuję już ze stowarzyszeniem „Warszawiak na swoim”. Chodzicie, Mili, nie tam gdzie trzeba i mówicie rzeczy generalnie słuszne, ale w sposób, który nikogo jakoś nie potrafi przekonać. Mówiłem o tym, pisałem – nic. No i dobrze, ja będę robił swoje, wy róbcie swoje i w swoje wierzcie. Ostatnie wystąpienie szefowej stowarzyszenia na forum Rady Warszawy wyjątkowo niefortunne, ktoś, kto poddaje się tak fałszywej narracji, jaką władze miasta zarządziły w sensie choćby porządku obrad tego gremium - z góry skazuje się na klęskę. Co też i nastąpiło. A uprzedzałem, że kierunek działania, jaki można było wprost odczytać z nieszczęsnego pisma naszego mokotowskiego wice-burmistrza będzie „tfurczo” rozwijany. Czego się więc spodziewano? Zaistnienia? Podziwu dla mówcy?

Nie współpracuje również ze stowarzyszeniem lokatorów Meissnera, ich pomysł, by poddać się dyktatowi jakiegoś oryginała wzywającego  duże środowisko do ponownego potwierdzania intencji lokatorskich – chodzi o zbiórkę podpisów osób chętnych do wykupu swojego mieszkania – jest pomysłem złym. Powiedziałem o tym, napisałem o tym. Nic. Oczywiście każdy orze jak może, każdemu wolno i tak dalej… Ale widząc nieskuteczność takich zabiegów i ich z góry przewidywalny efekt – dwa razy bym się zastanowił. Oni się zastanowili, pojechali określoną ścieżką, mnie z nimi nie po drodze, współpraca zerwana.

Podjąłem też decyzję, że dalsze działania dotyczące prawnego sporu z miastem i dzielnicą będę kontynuował po swojemu – ale bez omawiania na szerszym forum. Nic to bowiem nie daje. Podobnie jak nieskutecznym okazał się pomysł najęcia dozorcy w tak dziwacznej formule, że gościowi wolno właściwie wszystko, sprzątać nie musi, dom i tak kiepskiej jakości popada w ruinę. A administratorki wpadają na chwilę, w stachanowskim tempie spisują stan liczników wody i czegoś tam jeszcze, reszta ich dokładnie nie obchodzi, nie ma nawet szansy, by którą (którego?) złapać i zamienić dwa słowa. Chciałbym się dowiedzieć choćby tego kiedy administracja zajmie się zwrotem pieniędzy, jakie nieprawnie pobiera od lokatorów od kilku co najmniej lat – bo wyrok sądowy obecny, odwołanie niemożliwe. Czy wzorem swoich panów w ratuszu miast wyrok wykonać właśnie go „rozważają”?

Posłusznie zatem melduję, że naprawdę musi nastąpić trzęsienie ziemi, by warto było to moje urlopowe dolce far niente przerwać. Dobrej opalenizny!

M.Z.

niedziela, 21 czerwca 2015

WŁADZA LOKALSÓW



Ponieważ ostatnimi czasy moi rozmówcy poza-sieciowi komentując wybory polityczne i rozkład sił na miejscowej arenie zarzucają mi narastający ekstremizm – niżej słów kilka skąd to się bierze. I dlaczego jest tak, a nie inaczej, zaś całości wpisów jako ekstremizmów liczyć po prostu nie wypada. Zacznijmy jednak od narysowania dokładniejszego obrazu pola zmagań. Otóż nie jest to wielka polityka na szczeblach ministerialnych. Zwykły człowiek z zasady nie ma do czynienia ani z prezydentem, ani premierem, ba, nawet z sekretarzem tego czy owego centralnego urzędu. Na co dzień spotykamy się z lokalsami, których jakoby wybraliśmy w zeszłorocznych jesiennych wyborach samorządowych. Moim zdaniem sfałszowanych wyborach – co jest o tyle ważne, że czy nimi gardzimy czy ich kochamy i tak musimy współżyć w obszarze domu, dzielnicy, czy miasta.

Czy to jest zdanie ekstremalne? Na pewno jest to zdanie artykułowane także przez innych, bywa, że ostrzej. O, na przykład tutaj:
„…o sfałszowanych wyborach samorządowych „nie wolno głośno mówić”. Czas płynie, a lewe władze w najlepsze urzędują. Niemówienie głośno miało być przejawem przedwyborczej chytrości taktycznej opozycji, ale miesiąc trzasnął jak z bicza i dalej cicho wszędzie, głucho wszędzie. Cui bono? Kto podzielił się wpływami i kasą? Nie ma za to wątpliwości, że odpowiedzią na wszelkie pytania jak zwykle będzie, by “wierzyć”. Żenujące…”

Ustalmy więc na czym stoimy dzisiaj, z czym mamy do czynienia. W materii spraw dziejących się wokół tego domu mamy więc wyrok NSA z roku ubiegłego – który „waadza” miast wykonać  pracowicie „rozważa”. Formalne działania dokonywane przy współpracy zawodowego prawnika skończyły się jak dotąd głuchym milczeniem, adwokat wystosował właśnie do NSA odpowiednie pismo dotyczące opieszałości urzędów w udzielaniu odpowiedzi. Z kolei demonstracyjne obśmiewanie pism było nie było oficjalnych, tak, smoki milusie, lokatorzy też takowe wytwarzają, arogancja, tupet i przeświadczenie o nieomylności – idealnie odzwierciedla nie tylko selekcję negatywną dotyczącą odpowiadających, ale przede wszystkim wyznawaną przez nich „filozofię państwa i prawa”. Ich państwa. Państwa wyłącznie nadczłowieków. Można oczywiście wzruszyć ramionami – gdyby nie to, że kolejne decyzje powodują, iż w tym mieście żyć się już normalnie nie da. 

W planie ogólniejszym rządzących natchnęła kiedyś imperialna zasada divide et impera – za pomocą prymitywnych kłamstw napuszcza się na siebie duże grupy ludzkie. Frankowiczów na komunalnych, spółdzielców co to kupili mieszkania za złotówkę na kwaterunkowych, którzy chcieli by podobnie, ale nie mają ponoć prawa, prywatnych na miejskich. Do tych ostatnich ponoć reszta świata bezustannie dopłaca. To nie jest zgodne z najprostszą arytmetyką, widać jednak powtórzone tysiąc razy staje się dla niektórych goebbelsowką prawdą. My, zwykli śmiertelnicy siedzimy w tym po uszy. I jakoś musimy się bronić, jakoś nasze racje artykułować… Najskuteczniej jak potrafimy. W przeciwnym wypadku czeka nas zamilczenie na śmierć. Co nie oznacza bynajmniej świętego spokoju – roszczenia będą rosły.

M.Z.

piątek, 19 czerwca 2015

SMRÓD



Dzisiaj będzie mało dyplomatycznie – i zupełnie niesmacznie. Ale być musi, bo trupi odór nie da się już zaperfumować, zapudrować i zagadać w dyżurnych telewizjach. PO rozkłada się w tempie doprawdy zadziwiającym i kiep ten, który tego nie zauważa i nie czuje. To znaczy: niektórzy na wpół żywi funkcjonariusze PO zatykając nos nie zauważają - udając przy okazji, że można działać jak przedtem, bo „co im w końcu kto zrobi skoro uchwały podjęte”? To jest oczywiście ryzykowna figura myślowa prowadząca wprost do gwałtownego trzaśnięcia ichniego „realu”: jak twierdzi nieoceniony Michalkiewicz młodych niezadowolonych do imentu wystrzelać się nie da, bo nie będzie kogo ssać. A emeryci niesmaczni i mało soczyści… I niby to wiedza powszechna – ale trup partii powszechnie udaje, że „Nic się Polacy nie stało, nic się nie stało!” Zombie rządzi, zombie radzi – słuchać zombie nie zawadzi…



25 czerwca na sesji Rady Miasta, którą jak wiadomo zarządza trup PO omawiana będzie informacja prezydenta o wykupie mieszkań. Doświadczony lekturą pisma, jakie w tym roku otrzymałem z mokotowskiego Ratusza (od PO-wca!) niczego dobrego się po tej „informacji” nie spodziewam. Jest nam jak jest, wspaniale – a dokręcanie śruby jak wiadomo wymusza na torturowanych piękny śpiew. Miażdżenie portfeli – sopran. Nie dotrzymywanie obietnic i łamanie palców zbyt wolno liczących banknoty na czynsz – koloratura. Sprawiać bliźnim ból doznając przy tym artystycznych wzruszeń – to jest to! Wątpię, by ktoś z tej ekipy torturantów wspiął się na wyżyny innego spoglądania na świat, powodów milion, ale apetyt na ośmiorniczki i dobre wina za cudzą kasę nie minął, więc dusić i przygniatać trzeba. Baliście się katastru? OK., przyjmujemy do wiadomości, na razie katastru nie budiet. Ale obejrzyjcie się za siebie: czyż nie widzicie i ponad tysiąc-procentowych podwyżek za użytkowanie wieczyste gruntów? Wy macie końskie łby do kombinowania i wyślizgiwania się – my was tak załatwimy, jak tę żabę, co to bidulka zapatrzona w dziennik telewizyjny i dane statystyczne nie zorientowała się, że pływa już we wrzątku i nie ma siły wyskoczyć z garnka. Na dzisiaj obowiązuje teza: miasto do komunalnych dopłaca. Ty, ty tam z ostatniego rzędu: masz inne zdanie warchole? To zaraz je zmienisz, przygłupie, zaraz zmienisz, wsłuchaj się tylko w treść informacji, palancie jeden! Twierdzisz, że dwa i dwa jest cztery? A świadków i ekspertyzę urzędową na to masz?



I nic nam nie zrobicie! Bo my samorządni, nie do odwołania! Coś obiecywaliśmy? Nieprawda, źle nas zrozumieliście, uczyć się głąby, uczyć! Zwłaszcza pokory. Przede wszystkim pokory i posłuchu! Bo jak nie to pamiętać: władza ma długą pamięć, twardą rękę, a pomoc może już sprowadzić i zza granicy.



M.Z.

czwartek, 11 czerwca 2015

CIEKAWE CZASY

Oglądaliście wczoraj najnowszą odsłonę „Kłótni w rodzinie PO”, prawda? Cóż, dziewica okazała się odrzutem z eksportu, co gorsza po niestarannym recyklingu, naiwni platformiani wyborcy co prawda przeproszeni – ale i tak okazało się, że dzisiaj są już tylko prostymi durniami. Spójność wczorajszego przemówienia Ewity Szpadel sprowadza się do prostego pytania: za co wywaliła pół rządu skoro wcześniej stwierdziła, że ci wywaleni to ofiary. Paskudna kobieta na skraju załamania nerwowego… No i jako wisienka na torcie bezczelny gówniarz udający marszałka. Jego nieposkromiona wola dodania czegoś od siebie do słów partyjnej przełożonej doprawdy żałosna – gdyby nie to, że mało już kto zajmuje się analizowaniem stanu ducha i umysłu tego bufona i pyszałka spod Bydgoszczy.

Stonoga w natarciu, Chińczycy gwarantem tego, że niczego z ekranu komputera usunąć się nie da, akta wyciekły, ma polecieć Prokurator Generalny… Czyli sytuacja niemal modelowa: gliniarze na komendzie pokłócili się o to, któremu należy się większa część łapówki, więc złodzieje cieszą się jak dzieci. A tak generalnie, to nie ma już chyba w rządzie nikogo, kto ogarniał by sytuację. Słusznie zatem zauważa jeden z blogerów Salonu24: wali się IIIRP, pozorne państwo z fałszywym Aktem Urodzenia opartym na tajnym do dzisiaj "Porozumieniu" i bez wypełnionej rubryki "Rodzice".

Przy okazji: w jednym z komentarzy do rozprawek o sytuacji w naszym domu i naszej dzielnicy napisałem w odpowiedzi jednemu z  prominentów dzielnicowych, że może wkrótce nadejść czas, kiedy bardzo będzie się wstydził napisanych do swoich pracodawców, czyli warszawiaków z Mokotowa, słów. Dzisiaj komunikat: ten czas właśnie nadchodzi, proszę pana!

M.Z.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

BO NA RYNKU TO SIĘ DZIEJE...





Ostatnimi czasy spieram się, niestety bez większego powodzenia, z wszelkiej maści dealerami i pośrednikami. By nazwać to precyzyjnie: gość sprzedający Skody i polemizujący ze mną na tych łamach w materii rzekomo kiepskich moich porównań Skód z innymi autami nie jest wytwórcą, czy właścicielem marki lub konkretnego egzemplarza - ale pośrednikiem. Jego zarobek zależy od sprzedanej masy. I tu zachowuje się zgodnie z marksistowską doktryną, iż byt kształtuje świadomość – chwali co ma mu przynieść zysk i gani wszelkie odstępstwa od tej zasady.

Logika? Logika tego działania jest taka, by jak najwięcej sprzedać i zarobić. Byt kształtuje świadomość... OK., rozumiem, te typy tak mają, zostawmy, Marks umarł, ale jak się okazuje nie wszędzie. Jeszcze gorzej rzecz wygląda z rynkiem lokalowym, obserwuję go mniej więcej od dwóch lat bardzo intensywnie i śmiem twierdzić, że dzisiaj potrafię już wywieść i nazwać pewne prawidłowości, jakie tam istnieją. Otóż przeszkodą w animowaniu ruchów sprzedaży i zamian jest folwarczna mentalność uczestników tej gry i oszukańcza działalność pośredników. Tylko tyle – i aż tyle.



Zostańmy przy mieszkaniach. Kiedyś dobro wyjątkowo trudno osiągalne z powodu braku „masy towarowej” na rynku. Dzisiaj z powodu kosztów, które z rzekomo współczesnych Europejczyków czynią niewolników na jakieś 30 do 40 lat. Tak, tak, tyle trwa spłata zaciągniętego kredytu! Przy czym ważne jest tu jeszcze spostrzeżenie, iż do chwili, w której kredytobiorca nie spłaci ostatniej raty mieszkanie należy bardziej do banku, niż do niego samego.



By nie komplikować niepotrzebnie wywodu: mieszkania są generalnie duże, średnie i małe. Własnościowe i nie-własnościowe. Oj, wiem, że to mało odkrywcze – ale tak jest i już. Przy czym specyfika polskiego rynku jest taka, że w małych i średnich mieszka najczęściej wiele osób, w dużych jedna-dwie. Ograniczenia prawne skonstruowane są w ten sposób, iż bardzo trudno jest wykonać ruch niwelujący tę dziwaczną sytuację – oto bowiem prócz przeszkód formalnych do gry włącza się element wspomnianej wyżej „folwarczności”. Własnościowa kawalerka dla rodziny z dwójką dzieciaków jest w świadomości właściciela dużo więcej warta, niż komunalne trzypokojowe o powierzchni ponad 80 metrów. „Moje jest bardziej mojsze, niż twoje miejskie…” Spokojnie rozmawiając z wyznawcą tej religii dowiadujemy się, że własność jest jakoby gwarancją spokojnego snu, bo „z mojego nikt mnie nie wyrzuci”. Jest to oczywista bzdura, wielu się już o tym przekonało na własnej skórze. Czy nie płacisz w miejskim, czy nie płacisz we własnościowym – miejsce pod mostem czeka jednako. I mieszanka tych dziwacznych „zasad” plus uwarunkowań prawnych czyni co czyni: nagania klientów zagranicznym bankom. Niewoląc ich „pacjentów” nie tylko pod względem mieszkaniowo-kredytowym. Konieczność spłacania wysokich rat blokuje możliwość zmiany miejsca pracy, zawodu, a nawet miejsca zamieszkania. Niewolnik nie jest ani mobilny życiowo, ani zawodowo. Ma jeden obowiązek: siedzieć na miejscu, płakać i płacić. Jak chłop pańszczyźniany – którym jest w istocie na pełen gwizdek…



Skąd opinia o złej roli pośredników lokalowych? Ano stąd, że są to ludzie i instytucje świadomie i celowo zakłócające naturalne ceny mieszkań i warunki ich wymiany. Źli ludzie? Nie w tym rzecz – chodzi bowiem o pieniądze. Im wyższa cena transakcyjna czy usługowa tym większa prowizja pośrednika. Zdawało się przed kilkoma laty, że ten mur runął, zaistniała bowiem niewielka grupa pośredników biorących kasę nie od tych, którzy ją wydają, ale od tych, którzy podczas transakcji ją dostają. Reszta powoli stara się jednak zminimalizować tę grupę. Posłużę się przykładem: o ile w takim na przykład Ełku płaci sprzedający, to w odległym o niespełna 30 kilometrów parokrotnie mniejszym Olecku płacą obie strony transakcji. Różnica między tymi miastami jest mniej więcej taka, jak między Warszawą i Radomiem. O co więc tu chodzi? Ano o to, że chciwość nie zna granic, a im mniejszy ośrodek, gorzej nasycony dostępem  do Internetu czy papierowej prasy z sensownym poziomem opłat za ogłoszenia – tym większa skłonność właścicieli do powierzania swoich losów lokalowych rzekomo wyspecjalizowanym „fachowcom”. I teraz wróćmy do pierwszego zdania tego akapitu: pośrednik zawyża cenę, bo zainteresowany jest jak największą procentowo prowizją. Lokal w efekcie staje się albo niesprzedawalny, albo też sprzedawany jest tak, by korzyść odniósł nie właściciel, ale osoba sprytniejsza czy bardziej bezwzględna.



Nie sądzę by w najbliższym czasie w opisywanej sprawie mogło się cokolwiek zmienić. Do ludzi nadal nie dociera, że choćby wspomniane wyżej Ełk i Olecko w zakresie infrastruktury miejskiej różnią się zasadniczo. Nie wspominam o obecności w Ełku wyższej uczelni i zdecydowanie większych możliwościach zdobycia pracy. Niestety i tu i tam króluje wspominane już podejście: moja własnościowa kawalerka to jest coś, mieszkanie miejskie to jest złuda. Mieszkańcy obu ośrodków ciągną ku wielkomiejskości, minimalnym wymogiem jest tu Olsztyn, lepiej Gdańsk – ale ideałem i tak pozostaje Warszawa. Królowie i królewny mniejszych ośrodków nie chcą zauważyć, że na drodze przeprowadzki muszą pokonać etap niewdzięczny: ustalić w jaki sposób zostać w wielkim mieście dumnym słoikiem.



M.Z.