Pamiętacie ubiegłoroczny
cykl tekstów poświęconych gminie Ruciane Nida i styczniowy, już w tym roku,
dodatek do tematu? Pisałem wtedy – a i dzisiaj mogę napisać dokładnie to samo –
że pokładanie jakiejkolwiek nadziei w lewackich enuncjacjach redaktorki
naczelnej Obserwatora Piskiego to nieporozumienie. Referendum w sprawie
odwołania burmistrza gminy nie udało się. Moim zdaniem zgodnie z planem – nie mogło
się udać między innymi dzięki zamętowi czynionemu przez Obserwatora i postaci
jej szefowej.
Jeżeli istnieją na świecie czyniący dobro Bohaterowie – to per
analogiam „antybohaterowie” niczego innego poza złem czynić nie mogą. I słowo
ciałem się stało. Referendum przerżnięto. Dureń na stanowisku burmistrza oczywiście
podjął w konsekwencji stosowne kroki w stosunku do niepokornych i szkodzących mu
ludzi. Finał znów do przewidzenia: kolejna fala buntu. Ruciański kociołek od kilkunastu
miesięcy wrze w ogromnym tempie i intensywności, to wzbudziło zaciekawienie między
innymi Telewizji Trwam. Oto jak rasowa lewaczka zachęca do wzięcia udziału w
zaplanowanym spotkaniu z mieszkańcami gminy, to fragment tekstu autorstwa
niejakiej A. Grzybowskiej:
środa, 06 marca 2013 12:29, Głos
Naczelnej, Obserwator piski
Dzisiaj kolejna odsłona maratonu medialnego - tym
razem ultrakatolicka TV Trwam. Zachęcam Państwa
do przyjścia pod szkołę przed 17:00, chociaż z tym medium mi nie po drodze.
Tu już przestaje chodzić o szkoły - zaczynamy dyskusję na temat uprawnień
lokalnych samorządów, które są kuriozalne. Taki lokalny kacyk może wszystko -
może pozbawić pracy, może zastraszyć, terroryzować. Dosyć tego! Mamy dwie osoby
w szpitalu, szykują się kolejne zwolnienia w urzędzie. Ludzie, którzy głosowali
przeciwko przyjęciu uchwały intencyjnej od razu zaczęli mieć kłopoty - jedna z
radnych dowiedziała się, że jej bratowa mimo makabrycznej sytuacji finansowej,
nie dostanie robót interwencyjnych. Piotr Feliński został zdegradowany za to,
że jego zona odczytała na sesji stanowisko Rady Rodziców. Zgoda - to nie
dotyczy Państwa bezpośrednio, ale jeśli pozwolimy na takie sobiepaństwo, to za
chwile będzie to dotyczyło każdego z nas…
Otóż twierdzę, że jest to klasyczny przykład
lewackiej propagandy frontowej – czyli takiej, której rolą nie jest wskazywanie
czy nie daj Boże piętnowanie niedoskonałości lokalnych (by nie powiedzieć
kryminalnego działania), ale oswajanie czytelników z bezprawiem, samowolą i
brudnymi metodami działania! Tak,
autorka ujawnia część zła, jakie dokonuje się na terenie jej działania. Było zastraszanie,
terroryzowanie, powodowanie dolegliwości zdrowotnych, przekręty finansowe i
zwykła zemsta. Zapewne było też dużo więcej, ale…
Ale nie o to chodzi!
Grzybowska nazywając po imieniu te smoki współczesności ruciańsko-nidzkiej i
waląc to swoje zastrzeżenie po prostu oswaja odbiorców komunikatu ze zdarzeniami
i działaniami, jakie mają miejsce – i najpewniej sporo czasu jeszcze mieć miejsce
będą. Oznajmia jasno: z tymi, którzy dzisiaj do nas przyjadą nie chcę mieć za
wiele wspólnego. No ale skoro już tak ma się stać – to przyjdźcie kochani i
pogadajcie. Opowiedzcie o niedoli, o źle, z którym spotykacie się każdego dnia,
wyrzućcie z siebie to wszystko choćby w ramach terapeutycznych czynności…
Bo potem, po sprytnym uwolnieniu zaworu
bezpieczeństwa ciśnienie spadnie. Wstanie kolejny dzień i przekonacie się, że
Trwam niczego wam nie ułatwiło, w niczym nie pomogło. Więc dalej dzieci, do mnie, do ciepłej, kochającej
pacholęta i porządki na cmentarzu anielicy wolnego słowa i socjalistycznej
troski o dobro wspólne! Już wiecie, że niczego nie da się wymodlić, niczego
załatwić na katolickie skróty, niczego przepuścić przez kościelną kruchtę…
Co ja bym zrobił jeszcze
przed nagraniem audycji w TV Trwam? Wywiózł Andzię na taczkach gdzieś daleko. Nie
żeby zaraz z głodu zdechła gdzie w puszczy, czy paszczy – ale nie wróciła wcześniej,
niż za kilka godzin.
Spróbujcie! Bo gdyby się udało
– to wywózka burmistrza Opalacha na podobnym rydwanie będzie już tylko czczą formalnością
i dziecięcą zabawą. Spróbujcie – bo właśnie zafundowano wam zabawę w dobrego i
złego policjanta. Kiedyś to nawet głupek wiedział, iż zawsze kończy się to
jednym: noclegiem w policyjnym areszcie. Dobra Andzia i zły Zbyszek – ależ to są
twarze tego samego pogańskiego bałwana!
M.Z.



















