wtorek, 24 lutego 2015

Lokatorzy Abramowskiego 9 u burmistrza Mokotowa

Wczoraj, to jest w poniedziałek 23 lutego 2015 r. byliśmy na rozmowie z Burmistrzem (vice-Burmistrzem) Mokotowa, panem Zdzisławem Markiem Szczekotą. Przekazaliśmy po obszernym ustnym uzasadnieniu poniższe pismo:




Szanowny Pan
 Zdzisław Marek Szczekota
Burmistrz Dzielnicy Mokotów m. st. Warszawy
Lokatorzy domu przy ul. Abramowskiego 9, 02-659 Warszawa

Szanowny Panie Burmistrzu!
Jako przedstawiciele Stowarzyszenia „Po Drugiej Stronie” zwracamy się do Pana Burmistrza z prośbą o poparcie naszych starań, które mają na celu zainicjowanie zmian obowiązujących przepisów prawnych tj. Uchwały Rady Miasta Stołecznego Warszawy (XXIX615/2011) w zakresie umożliwienia najemcom wykupu mieszkań wybudowanych po 1995 roku o powierzchni przekraczającej 80 m2. Przede wszystkim jednak zwracamy się o poparcie wniosku dzisiaj dla nas najpilniejszego: obniżenia stawki czynszu, która od 2008 roku wzrosła w Warszawie średnio o 81%. 

W 2000 i 2001 roku, to jest w chwili podpisywania umów najmu ustnie upewniano nas o możliwości wykupu lokali po pięciu latach. W grupie, która te dokumenty jako najemcy sygnowała mniej więcej w tym samym czasie co niżej podpisani (czerwiec 2001 – druga grupa przetargowa) identycznie brzmiące świadectwa zgodni są złożyć wszyscy główni lokatorzy i osoby im towarzyszące (żony – mężowie) rozmawiające z urzędnikami z Canaletta 2. To jest siedziba Biura Polityki Lokalowej, które wówczas gromadziło i przyjmowało dokumenty przyszłych lokatorów. Przez wiele lat we wszystkich rozmowach i korespondencjach (dokumentacja liczy już pewnie ze dwa opasłe tomy) ta pamięć była negowana, wykpiwana, a podobnie twierdzące osoby posądzano wręcz o zaniżone zdolności percepcyjne. Gdy w roku 2005 zastępca dyrektora Biura Polityki Lokalowej wskazywał jeszcze na konieczność zebrania podpisów osób chętnych wykupić swoje mieszkanie (roboczo uznajemy, że podpisali wszyscy) – to dwa lata później dyrektor tegoż Biura wręcz poddawał w wątpliwość lokatorskie umiejętności czytania ze zrozumieniem. Dzisiaj nie ma co do tego wracać, strona miejska po prostu okopała się i opancerzyła na swych pozycjach, dyskusja nie wydaje się możliwa. 

Pod koniec ubiegłego stulecia i na początku obecnego publicznie prezentowane i nagłaśniane były założenia ówczesnego Prezydenta Warszawy Marcina Święcickiego: nasz dom i wszystkie pozostałe o tym samym charakterze miały być pomocą dla tak zwanej klasy średniej. To tez nieprecyzyjna nazwa grupy docelowej: w istocie bowiem propozycja skierowana była do osób pozostających w nadmiernym zagęszczeniu osobowym w zbyt małych mieszkaniach. Po latach okazało się, że zmuszono nas podstępem do niewłaściwego rozporządzenia swoim mieniem. Tak, Panie Burmistrzu: część obecnych lokatorów Abramowskiego 9 oddała Miastu lokale własnościowe, mówić możemy więc o mieniu wprost! Dzisiaj kolejnymi decyzjami Miasta doprowadzeni jesteśmy do stanu bezbronności.

 Jako więźniowie czynszówek nie możemy zadecydować o niczym poza płaceniem absurdalnie wysokich czynszów. Ani oni, oddający w aporcie rzeczowym mieszkania własnościowe – ani ci, którzy stawiali na przetarg mieszkania komunalne, w większości dzisiaj wykupione na podstawie dawniej obowiązujących praw. Jak więc rozumieć krążące w obiegu publicznym twierdzenia, że oto Miasto nie sprzeda czegoś obiecanego do sprzedaży – bo mu się to nie opłaca? Gdzie rzetelność władz jako poważnych kontrahentów dawnych przetargów? 

Jak wreszcie zestawiać to z przeprowadzonymi przez Stowarzyszenie „Warszawiak na swoim” badaniami dowodzącymi, iż „opieka” Miasta nad mieniem komunalnym jest co najmniej DWUKROTNIE DROŻSZA, niż opieka właściciela nad własnością prywatną we wspólnotach mieszkaniowych? Dwukrotnie droższa – czyli po prostu marnotrawna.

W 2000 i 2001 roku przystępując do tego nieszczęśliwie sfinalizowanego przetargu wszyscy byliśmy młodsi o 14-15 lat. Inna była sytuacja na rynku pracy. Miasto jawiło nam się jako Instytucja Najwyższego Zaufania Publicznego. To JEDYNE powody, dla których decydowaliśmy się na płacenie czynszów wówczas WYŻSZYCH TRZYKROTNIE od standardowych. Nikt nie spodziewał się, że sytuacja ulegnie drastycznej zmianie – w 2008 roku przyszedł kryzys, a wraz z nim podwyżki czynszów, które przyczyniły się do zubożenia całych rodzin. Nasze historie są różne, ale wspólnym
mianownikiem jest fakt, iż jesteśmy warszawiakami, którzy od lat starają się zapewnić bezpieczeństwo swoim rodzinom. Niektórzy pochodzą z rodzin, które dla tego miasta złożyły potężną daninę krwi. Nie wzięliśmy się znikąd, nie jesteśmy uchodźcami. Chcieliśmy poprawić swoją rodzinną sytuację – i okazało się, że nie mieliśmy tyle szczęścia, co inni mieszkańcy tego miasta, którzy niczego Miastu nie oddając dostali w przydziałach mieszkania z możliwością wykupu z 90 procentową bonifikatą. 


Brak perspektyw wykupu mieszkań, drastycznie rosnące czynsze, których wysokość jest nieadekwatna do stanu technicznego popadającego w ruinę budynku powodowały coraz większą irytację mieszkańców. Ludzie życiowo przyduszani mają prawo do irytacji… W roku 2003 podjęliśmy zakończoną sukcesem kampanię dotyczącą obniżki czynszów z powodu usterek technicznych WSZYSTKICH LOKALI i całego domu. Podstawą była lista indywidualnych zgłoszeń usterkowych, ale też ekspertyza techniczna, jaką przeprowadzono wobec kamienicy na życzenie administratorów. Podejmowane później dwukrotne „generalne remonty” niestety nie doprowadziły do „szczęśliwego finału” – i mimo tego, iż pochłonęły fortunę zakończyły się klapą. Ceramika jak odpadała tak odpada dalej, wybrzuszają się podłogi i spadają na głowy sufity, a grzyb z części podziemnych dociera już w niektórych ciągach klatek schodowych do czwartego piętra. Nie wspominam już o gnijących fundamentach – bo to „drobiazg” niewidoczny przy pierwszym oglądzie całości. Urzędnicy najmujący w przetargach publicznych kiepskie firmy remontowe czują się niewinni. Wszyscy są niewinni, ZGN Irysowa potrafi nawet na dowolny zarzut „odnaleźć” tysiąc dokumentów tę niewinność dowodzących. Po wielokroć wnosząc do Ratusza treści dotyczące umożliwienie wykupu – co dało by nam możliwość generalnego załatwienia technicznego problemu naszego domu – zawsze otrzymywaliśmy bezduszne urzędnicze odpowiedzi, że miastu nie opłaca się sprzedaż naszych lokali. Podobnie jak nie opłaca się obniżenie ceny najmu przestrzeni garażowych wewnątrz domu – więc lepiej niech od CZTERNASTU LAT stoją co najmniej w połowie puste… 

Taki stan techniczny, takie zarządzanie nie mają nic wspólnego z bardzo wysokimi stawkami czynszu (12,20 zł za metr kwadratowy), jakie muszą płacić lokatorzy…

I tak kolokwialnie powiadając w latach 2000/2001 weszliśmy do wora… Zmuszono nas do tego, stosując prosty wybieg: obietnice można przecież odwołać, a majestat stanowisk ma jakoby uzasadnić złe decyzje. Wystarczyło w następnych latach uroczyście wyprzeć się wszystkich deklaracji udzielanych ludziom przed złożeniem podpisu pod umową najmu – i oczywiście zmienić zasady wykupu. Po co? Ano na przykład po to, by któryś z prominentnych stołecznych urzędników mógł powiedzieć coś na kształt „widziały gały co brały”. Jedna z tych urzędniczek udzieliła nam nawet w 2007 roku pisemnej rady, która przez WSZYSTKICH odczytana została jako pouczenie, by lepiej siedzieć cicho i pokornie znosić swój finansowy los. Bo jak dama ta wie czynsz na Mokotowie to nawet 52 zł za metr kwadratowy… Jest to oczywista nieprawda, nie istnieją takie stawki wynajmowanych powierzchni mieszkalnych. Owszem: gały treść umów widziały. Obowiązujące naonczas prawa wykupu i bonifikat finansowych zamieszczonych w innych państwowych dokumentach również. A prócz tego USZY SŁYSZAŁY. Jak powiadają biegli w prawie - w tym kraju umowy ustne również mają moc obowiązującą! 

W związku z powyższym zwracamy się do Pana Burmistrza o poparcie naszych starań w dwóch podstawowych kwestiach:

1. Obniżenie stawki czynszu dopóki budynek nie zostanie przywrócony do należytego stanu technicznego - lub do momentu umożliwienia wykupu mieszkań.

2. Umożliwienie wykupu lokali na zasadach obowiązujących w roku podpisywania umów cywilno-prawnych z Miastem w roku 2000 i 2001, dzięki czemu:

a. będziemy mogli odzyskać podmiotowość, czyli sami zapobiegać niegospodarności i mieć wpływ na to, jak budynek jest eksploatowany i co się dzieje z naszymi pieniędzmi,

b. będziemy płacić stawki czynszu adekwatne do wartości i stanu technicznego lokali.
Teresa Mirowska
Marek Zarębski
Włodzimierz Mirowski
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *

Co dalej? Już wczoraj rozpoczęliśmy procedurę nawiązywania kontaktu z przedstawicielami radnych naszej dzielnicy. Barwa polityczna klubów nie ma tu znaczenia. Wyżej zapisane treści przedstawimy każdemu, kto zechce nas wysłuchać - i oczywiście zająć się naszą sprawą. Będę sprawozdawał stan tych pertraktacji. Nadal będę usiłował nawiązywać kontakt z podobnymi organizacjami lokatorskimi, niestety tu muszę powiedzieć, że niesporo to wszystko idzie, duch obywatelski jakby przygasł. Dzisiaj działamy w imieniu naszej organizacji i osób podpisanych pod wyżej przywołanym dokumentem. Namawiamy do wsparcia naszych działań przez osoby spoza stowarzyszenia "Po Drugiej Stronie". Tu jednak sięgając pamięcią wstecz do nienajlepszych doświadczeń zbiorowych zebrań "garażowych" powiem od razu: nie przewidujemy kolejnych dyskusji o porządku świata i o tym, co można by zrobić gdyby... Chcesz nas poprzeć - poprzyj. Widzisz inny sposób na osiągnięcie celów z dokumentu - sporządź własny dokument i zainicjuj własną drogę kontaktu z urzędami. 

M.Z.

poniedziałek, 16 lutego 2015

A JEDNAK...



A jednak dokonało się przekazanie dokumentów, które mogą teoretycznie ułatwić pracę jednej z naszych sąsiadek w materii starań o obniżenie czynszów i późniejszy (potencjalnie możliwy) wykup mieszkań! W tej sytuacji zobligowany jestem do odnotowania tego faktu – co niniejszym czynię z prawdziwym zadowoleniem. Pakiet jest pokaźny, niektóre jego elementy dublują pisma już znane, inne DOWODNIE WSKAZUJĄ na skalę kłamstw, jakie wobec nas były stosowane. Przede wszystkim mam tu na myśli Biuro Polityki Lokalowej. Niżej powody, dla których tak twierdzę.

Jak moim Sąsiadom i wielu Czytelnikom wiadomo w chwili podpisywania umów najmu ustnie upewniano nas o możliwości wykupu lokali po pięciu latach. W grupie, która te dokumenty sygnowała mniej więcej w tym samym czasie co niżej podpisany (czerwiec 2001 – druga grupa przetargowa) identycznie brzmiące świadectwa zgodni są złożyć wszyscy główni lokatorzy i osoby im towarzyszące (żony – mężowie) rozmawiające z urzędnikami z Canaletta 2. To jest siedziba Biura Polityki Lokalowej. Pozostali tym tylko różnią się od nas, że nie pamiętają dzisiaj nazwisk urzędniczek prowadzących dialogi – potwierdzają natomiast ich charakter i treść. DOKŁADNIE TAKĄ SAMĄ TREŚĆ, JAK WYŻEJ WYMIENIENI! Przez wiele lat we wszystkich rozmowach i korespondencjach ta pamięć była negowana, wykpiwana, a podobnie twierdzące osoby posądzano wręcz o zaniżone zdolności percepcyjne. Nie? A to proszę przeczytać uważnie treść pisma z roku 2007 podpisanego przez Beatę Wrońską Freudenheim:

„…Państwa zarzut jakoby obecne stanowisko było niespójne w związku z pismem Nr PLI.7140/S-36/05/AK z dnia 28 lipca 2005r. w którym podkreślono, że rozważenie możliwości wykupu lokali na ul. Abramowskiego 9 jest uzależnione od złożenia wniosków przez wszystkich najemców mieszkań usytuowanych w tym budynku nie może znaleźć akceptacji ani też uzasadnienia. W przedmiotowym piśmie … zaznaczono bowiem, że przeznaczenie do zbycia musi być poprzedzone analizą i celowością takich działań …”

Niestety szanowna autorko MYLISZ SIĘ! Oto bowiem treść pisma z 2005 roku (patrz fotografia!), skierowanego do ówczesnego przedstawiciela lokatorów, na podstawie którego przystąpiono do intensywnego zbierania podpisów najemców chętnych do wykupu:

„…Szanowny Panie! W związku z pismem Grupy Inicjatywnej w sprawie wykupu lokali położonych w budynku przy Abramowskiego 9 informuję, że rozważenie możliwości wykupu lokali jest uzależnione od złożenia wniosków przez wszystkich najemców mieszkań usytuowanych w tym budynku. Podpisano Zastępca Dyrektora Biura polityki Lokalowej Ewa Ćwiek Wisniewska…”

Jak widać w dokumencie tym mowa jest co prawda o ROZWAŻENIU możliwości wykupu (słowo podkreślone) – ale NIE MA ANI SŁOWA a jakichś bliżej nieokreślonych „analizach”. Niczego w tym dokumencie „nie zaznaczono” – jak utrzymuje Wrońska Freudenheim dwal lata później! Dlaczego? Czyżby w 2005 roku trwała jeszcze pamięć o niedawnych słownych obietnicach wykupu? Czyżby w urzędniczych rozumach kołatała się jeszcze myśl, że obietnice ustne poczynione wobec tak dużej grupy ludzi jednak obowiązują? Twierdzę, że tak właśnie było! Ale już w roku 2007 w dokumentach lokatorzy jawią się jako banda przygłupów nie tylko nie potrafiących „rozumieć” urzędniczych wytworów epistolografii, ale w ogóle czytać ze zrozumieniem. Sytuacja prezentowana przez urzędników miejskich wygląda w ich opisach jak scena z kiepskiego westernu: oto Miasto najechała banda cwaniaków zamierzających dokonać rabunku jakiegoś bliżej nieokreślonego mienia wspólnego – i naprzeciw tłuszczy staje szeryf Beata. Najpierw z „dobrym słowem” mającym poruszyć rozumki niekumatych rabusiów. W kolejnych latach już z innymi, bardziej ostrymi „uchwałami” i „postanowieniami”. Ich lufy dymią do dzisiaj. I gdyby nie wyrok NSA z czerwca 2014 roku – nie mieli byśmy nic do powiedzenia. Niestety jak się okazuje „racja” szeryfa rozmywa się coraz bardziej. Dzisiaj więc miast wykonać wyrok – szeryf „go rozważa”…

W 2007 roku nie  byłem już niczyim przedstawicielem. O piśmie Wrońskiej Freudenheim dowiedziałem się pośrednio – i na tej stronie w tekście „Błądzenie mocarstw i mocarzy” zaproponowałem odpowiedź. Nie skorzystano z tej oferty. Szkoda. Bo gdyby tak się stało konsekwencją prostą byłby zapewne proces sądowy wytoczony Miastu przez oszukanych lokatorów. Zmuszono nas podstępem do niewłaściwego rozporządzenia swoim mieniem. Tak, tak, szanowna pani dyrektor: część obecnych lokatorów Abramowskiego 9 oddała Miastu lokale własnościowe, mówimy więc o mieniu wprost! Dzisiaj doprowadzeni są do stanu bezbronności. Nie mogą zadecydować o niczym poza płaceniem absurdalnie wysokich czynszów. Ani oni – ani ci, którzy stawiali na przetarg mieszkania komunalne, w większości dzisiaj wykupione na podstawie dawniej obowiązujących praw. Jak więc rozumieć twierdzenia, że oto Miasto nie sprzeda czegoś obiecanego do sprzedaży – bo mu się to nie opłaca? Jak zestawiać to z przeprowadzonymi przez Stowarzyszenie „Warszawiak na swoim” badaniami dowodzącymi, iż „opieka” Miasta nad mieniem komunalnym jest co najmniej DWUKROTNIE DROŻSZA, niż opieka właściciela nad własnością prywatną we wspólnotach mieszkaniowych? Rozumiem: Miasto potrzebuje żelaznego elektoratu wyborczego. A któż lepiej wypełni tę rolę, niż sowicie opłacani urzędnicy ZBK-ów, DOM-ów i innych podobnych przechowalni "nietykalnych"? Po prostu "władzy raz zdobytej nie oddacie nigdy" - tak to się za ancien regime'u powiadało, prawda? A ludzie i obietnice? Jacy ludzie i jakie obietnice? Nie ma ludzi, nie ma obietnic: są płatnicy, najemcy, podnajemcy i cała reszta tej menażerii nie potrafiąca pojąć "istoty wypowiadanych przez Władców słów"...


M.Z.


środa, 11 lutego 2015

ALARM W MAŁEJ SPRAWIE



Jak to z ostatnich wpisów widać zajmuję się doprawdy różnym obszarem spraw – irytujących czy cieszących, bez znaczenia. I jak to w życiu bywa w każdym z tych obszarów istnieje pewna hierarchia: coś jest ważne, ale są też rzeczy ważniejsze i najważniejsze. W polityce wielkiej skali ważna jest dzisiaj Ukraina i to co się na niej wyprawia, co każdego dnia przybiera postać zwykłego ludobójstwa. W Warszawie nadal nie  podano precyzyjnych wyników ostatnich wyborów, sprawa jednak powoli przysycha. W naszym zaś domu zaktywizowała się mała grupka ludzi, którzy chcieli by dołączyć do innym podobnych im lokatorów lokali „komercyjnych” – a nie mogą z powodów banalnych, żeby nie powiedzieć śmiesznych. Czy jedno można porównywać z drugim? Oczywiście NIE MOŻNA! Na co dzień jest niestety tak, że tkwię po uszy w obu obszarach tych zdarzeń. Wirtualnie jeśli chodzi o Ukrainę czy wybory warszawskie – i realnie w związku z moim domem.

Jak większość pamięta przez kilka lat byłem tak zwanym reprezentantem lokatorów. Pisałem urzędowe pisma, dobijałem się o jakąś tam formę sprawiedliwości – i w zakresie obniżki czynszów na pewien czas udało się. Powstała spora teczka dokumentacji, trzymam wyłącznie oryginały. Czy to jest moja prywatna własność? PO STOKROĆ NIE! Każdy sąsiad, który chciałby moją dawną pracę kontynuować albo chociażby obejrzeć dokumentację co, jak i kiedy się odbywało – ma do tego prawo. Na początek otrzyma kopie, w finale jeśli będzie reprezentował inne jeszcze osoby także oryginały. Powód prosty: to wszystko jest własnością zbiorowości, a nie moim prywatnym archiwum.

Po latach bezruchu powstała w naszym domu nowa grupa, która ma wolę kontynuowania tamtych działań. Nie jestem jej konstruktorem ani nawet główną sprężyną, choć pomagam ile mogę… Nawiązujemy kontakty z innymi ośrodkami podobnych inicjatyw, większa grupa jest po prostu bardziej skuteczna. Przedstawiciele takich stowarzyszeń, jak „Warszawiak na swoim” czy organizacji lokatorskich z Gocławia czy Śródmieścia rozmawiając z nami poprosili o zgromadzenie wszystkich możliwych dokumentów związanych z dawnymi działaniami naszego domu i jego kolejnych przedstawicieli. Skierowano więc pytanie do ostatnich reprezentantów czy dysponują jeszcze jakimiś dodatkowymi „kwitami” dotyczącymi tych działań – i nadeszła odpowiedź twierdząca. Od czterech tygodni trwa jednak czynna obstrukcja związana z naszą pracą: dysponentka „papierów” a to nie ma czasu, a to wywozi dzieci na zimowisko , a to po prostu nie reaguje na kolejne prośby o przekazanie dokumentów lub ich kopii.

Co możemy uczynić w tej sytuacji? Prośby już nie skutkują. W komentarzu do poprzedniego tekstu napisałem wyraźnie, że jeśli się to nie zmieni wymienię jasno i publicznie imię i nazwisko osoby, która torpeduje działania, mające w efekcie i jej samej przynieść korzyść. Ktoś z boku zaczął mnie  namawiać bym jednak tego nie czynił, ponieważ narażę się na proces sądowy dotyczący naruszenia dóbr osobistych. Odpowiedziałem wtedy i odpowiadam tutaj: wątpię! Wątpię dlatego, że albo osoba owa nie ma żadnych delegacji do przetrzymywania dokumentów dotyczących zbiorowości, ponieważ jest osobą prywatną, nigdy i przez nikogo demokratycznie do żadnej funkcji nie wybieraną – albo osobą publiczną, która działać wbrew dobru ogólnemu nie ma prawa. Tak czy siak dokumenty (jeśli je w ogóle posiada, a nie kłamie na temat posiadania) wydać powinna. W pierwszym przypadku jako pozwany odpowiem przedstawicielom prawa, że działam nie z niskich pobudek złości, zemsty czy celowego obrażania kogoś, ale pobudek pro-obywatelskich, dawniej zwanych społecznymi. W drugim wypadku powołam się na fakt, iż krytyka osób demokratycznie wybranych, czyli publicznych jest całkowicie dopuszczalna, łącznie w użyciem ich pełnych danych osobowych.

Na koniec krótko i na temat: czekamy na wydanie dokumentów do niedzieli. Jeśli termin ten nie będzie dotrzymany w poniedziałek krótki tekst: osobą działającą na niekorzyść naszych sąsiadów, torpedującą inicjatywy obywatelskie jest…

Dlaczego tak? Bo nie bez przyczyny przedostatnie zdanie poprzedniego mojego tekstu brzmi: „…Namawiam natomiast do stawiania czynnego oporu sprawcom opresji: jednoczenia się, domagania, postulowania, a w razie czego i czynnej obrony…”  Więc nie będę z gęby robił sobie cholewy…

M.Z.

piątek, 6 lutego 2015

TYLKO NIE KŁÓĆMY SIĘ MIĘDZY SOBĄ!!



Wracam na własną, ostatnio wbrew mojej woli zmienioną stronę (ale już naprawiona!) z pewnym lękiem, w końcu nie wiadomo co i który idiota wymyśli, zaś sprawni informatycy-hakerzy zrealizują. No ale niech tam, w końcu z  powodu wyczynu tej ekipy do końca życia w kącie siedzieć nie wypada i nie można. Dzisiaj kilka uwag dotyczących kredytobiorców frankowych i mieszkańców takich domów jak nasz, podobno w oficjalnej wykładni to gmach luksusowy i sprawiedliwie rżnący mieszkańców do gołej skóry. Po czasie bo po czasie – ale zaczęły mi się jawić pewne zbieżności i podobieństwa między tymi sytuacjami.

Frankowicze słusznie podnoszą kwestię oszustwa, jakiego dopuściły się wobec nich banki, jak wiadomo od dawna już nie polskie. Z grubsza oszustwo to polegało wcale nie na tym, że ktoś kogoś o czymś nie uwiadamiał – bo raczej uwiadamiał, tyle że drobnym drukiem na końcu umowy kredytowej. Albo cichym szeptem, ubranym dodatkowo w mądre bankowe słowa, których jak wiadomo człowiek dbający o własne zdrowie psychiczne rozumieć nie potrafi, bo też i nie powinien. Rzecz w tym, że jak się okazało osobnik nie mający złotówkowej zdolności kredytowej nagle ją odzyskiwał w obliczu szwajcarskiej waluty – i już mógł się zapożyczać nie tylko ponad stan, ale w ogóle ponad rozsądek. Dzisiaj wiadomo, że były to czynności służące zaganianiu ogromnej grupy ludzkiej do saka, wora, czy jak kto woli pułapki. Przy czym z góry było wiadomo, że po iluś tam latach zaciągnięty na mieszkanie kredyt mimo, ze spłacany nie będzie mógł zostać skutecznie spłacony, banki mieszkania te po prostu sobie wezmą, spłacone uprzednio kwoty zagarną, a zrabowane ludziom dobra przyniosą bankowcom sowity zysk. Tak, tak, proszę Państwa: tak wygląda rzeczywistość w dniu dzisiejszym. Co dziwnie koresponduje z polityką, którą opiszę niżej.

Otóż ja i moi sąsiedzi dobrze pamiętamy jak w roku 2000 i 2001 Warszawę obiegły anonse prasowe mamiące właścicieli czy najemców za małych dla rozrastających się rodzin lokali na terenie miasta, że oto w swej niesłychanej dobroci Prezydent tego miasta (et consortes) proponują warszawiakom świetny interes. Miał polegać na tym że my, mieszkańcy, damy wam to, co dzisiaj nasze, wy nam wynajmiecie co na kredyt z publicznych pieniędzy zbudowaliście. Po czym urzędniczki odpowiadające na pytania warszawiaków zaciekawionych wizją polepszenia swego losu otrzymały od przełożonych precyzyjne instrukcje. Na przykład na pytanie czemu to właściwie czynsz oferowanych lokali (wówczas TRZYKROTNIE WYŻSZY OD STANDARDOWEGO!) związany jest nie z metrażem, ale jakimś widzimisię ówczesnych władz miejskich panie miały odpowiadać, że z tej przyczyny, iż po pięciu latach możliwy będzie wykup.  Na obowiązujących wówczas zasadach, czyli z 90 procentowym rabatem! Oczywiście gadać skądinąd miłym paniom było wolno – pisać tego i stemplować urzędową pieczątką już NIE!

I tak weszliśmy do wora… Wystarczyło teraz uroczyście wyprzeć się wszystkich obietnic udzielanych ludziom przed złożeniem podpisu pod umową najmu – i oczywiście zmienić zasady wykupu. Po co? Ano na przykład po to, by jak to miało miejsce na późniejszych zebraniach lokatorów naszego domu ten i ów (a raczej „owa”) mógł powiedzieć coś na kształt „widziały gały co brały”. Owszem, proszę Szanownej: gały widziały. Ale też USZY SŁYSZAŁY. Po tysiąckroć – bo tyle mniej więcej osób może dzisiaj złożyć zeznania przed każdym sądem boskim, czy powszechnym i potwierdzić co wyżej napisałem. W tym kraju umowy ustne również mają moc prawną! Dla urzędników ZGN-ów i miasta, zresztą działającego coraz wyraźniej w poprzek zasad samorządowych, a nawet Konstytucji czy podpisanych umów międzynarodowych „stało się światło”. Można było na przykład na dobrze opłacane stanowiska przyjąć parę setek (a może jak niektórzy dowodzą i parę tysięcy) starych kolegów i klientów partii rządzących – uzyskując pewność, „że raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy”. Dlaczego? Ano dlatego, że w ten prosty sposób miejski Alibaba zdobywał pewne głosy wyborcze. Który bowiem rozbójnik czy szeregowy członek bandy zagłosuje za tym, by zmienić władzę, a jego samego mianować przestępcą bez zajęcia?

Frankowiczów oszukały międzynarodowe korporacje bankowe. Nas oszukało Miasto, które miało być nasze, ale jest nie wiadomo czyje, choć urzędnicy nadal posługują się językiem polskim. Frankowiczom podobno należy się pomoc państwa. Nam się dalej nic nie należy. Ciekawe dlaczego: i tamci i my podpisywaliśmy nieuczciwe umowy, więc czemu jednych chronić, innych pogrążać? Przy czym my musieliśmy najpierw oddać coś materialnego, brali najchętniej mieszkania własnościowe – frankowiczom wystarczało przekonanie, że są sprytniejsi od reszty świata. Dzisiaj nieszczęście zrównało obie grupy. Jedni i drudzy mogą w znacznej części potracić dorobek swojego życia. Nie namawiam do żadnej wojny pomiędzy oszukanymi, władzy jak się wydaje właśnie o to chodzi. Namawiam natomiast do stawiania czynnego oporu sprawcom opresji: jednoczenia się, domagania, postulowania, a w razie czego i czynnej obrony. Nie może bowiem być tak, że po oddaniu mieszkania własnościowego wartości ponad 400 tysięcy złotych i wejściu w spiralę zadłużenia na poziomie 5 tysięcy lokatorowi grozi się natychmiastowym wyrzuceniem pod most za kilka miesięcy.

M.Z.

środa, 4 lutego 2015

UWAGA!



Nie spodziewałem się, że i mnie to dotknie – a jednak dotknęło. Mam na myśli włamanie na stronę i istotną zmianę wpisu dotyczącego polemiki z Coryllusem. Na szybko i jeszcze przed jak najstaranniejszym zabezpieczeniem bloga usunąłem tekst i dodatkowy, dzisiejszy wpis kompletnie nie mający nic wspólnego ze mną, za to kreujący mnie na idiotę nie znającego znaczenia słów i pojęć. Zdezorientowanych przepraszam. Hasła zmienione, co mogłem zrobić dla bezpieczeństwa strony właśnie zrobiłem.

M.Z.

środa, 28 stycznia 2015

DROBIAZGI - OSTATNIMI CZASY...



…dzieją się rzeczy moim zdaniem dziwne. Ostrzegała mnie niedawno osoba, której całkiem dobrowolnie oddałem na pewien czas prawo do administrowania stroną (co czyniła wręcz doskonale i bezkonfliktowo!) – że oto zadziwia ją ilość wejść na teksty dawne, głównie z roku 2007. Czy przypadkiem - pyta - ktoś nie chce odgrzać starego kotleta umarłego sporu? To możliwe.

Stare felietony ustawiały jednak zasadę, dla której tu jestem i dla której piszę co piszę. Po ośmiu bez mała latach – nie zmienił bym w tych deklaracjach ANI SŁOWA! Nadal jestem przekonany, że durniów rozpoznałem właściwie i takoż wyszydziłem. Dawnych sprzymierzeńców nieco ubyło, czas robi swoje – za to pojawili się nowi. Jest w porządku. Przy założeniu, że nie ma ludzi, których kochają wszyscy…



Kolejna rzecz drażniąca: w różnych swoich działaniach spotkałem się ostatnio z taką postawą, że chcąc coś zmieniać należy najpierw zapytać ludzi, których owa zmiana będzie dotyczyła, czy zgadzają się na egzekucję. Czeska, hrabalowska  Partia Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa… To jest horrendum! Żaden znany światu skazaniec nie zgadzał się w głębi duszy na obcięcie łba, tak jest ten świat skonstruowany i basta! A jednak niektórych trzeba eliminować, może nie poprzez dekapitację, ale równie bolesną operację oderżnięcia dupska od stołka. Bez narkozy. Więc w imię czego miałbym milczeć wierząc, że mam rację i że tę rację należy po prostu wykrzyczeć?


Rozmawiam z ludźmi, którym tłumaczę, że dawno, dawno temu przystępowaliśmy do przetargów, w wyniku których mieszkamy gdzie mieszkamy w przekonaniu, że słowne deklaracje wszystkich urzędników, którzy nas obsługiwali były takie, iż po pięciu latach te wadliwe mieszkania z cholernie drogim czynszem będą do wykupu. Czy ma pan dowód na piśmie? – pytają malkontenci. Nie mam, bo nikt nie ma. Ale czy do cholery świadectwo kilkuset osób, które potwierdzają te publicznie dawane im obietnice nie mają już znaczenia? Przecież to są dowody sądowe! Czy taka „duperela”, jak gromadzenie podpisów lokatorów deklarujących wolę wykupu swojego lokalu zrodziły się wyłącznie w chorych głowach bez podpowiedzi urzędniczej? Ludzie – gdzie my żyjemy? 


Jest więc jak w telewizji: kilku gładko uczesanych młodzianków i ze dwie „luksusowe dziennikarki” mają nas przekonać, że nieważny jest bunt w kraju prawie wszystkich grup zawodowych. Że nieistotny protest przeciwko prowadzonej od lat wyprzedaży przez rządzących majątku wspólnego. To normalne – powiadają. Jazda na angielski zmywak to „awans cywilizacyjny” młodzieży i nikomu nie wolno negować osiągnięć tych, którzy do tego doprowadzili. Naprawdę, proszę durniów? Liczy się, jaki humor miał dziś Władimir Putin i co na jego temat ma do powiedzenia jakiś Kowal. To jest informacja ważna - a to, że na poczcie straci pracę parę tysięcy ludzi to drobiazg niewart wspomnienia.  



Na koniec coś, co mnie cieszy. Radość wzbudzają mianowicie publiczne doniesienia, że to właśnie polscy biurokraci będą uczyli ukraińskich banderowców jak „robić demokrację” i że korpus nauczycielski to Kowal, Kwaśniewski i Sikorski. Zapowiada się, że historia szykuje banderowcom srogą zemstę!



M.Z.

piątek, 23 stycznia 2015

UWAGA! UWAGA! WAŻNE!!



Szanowni Czytelnicy! Od pewnego czasu opisuję tu sprawy dziejące się tak naprawdę w obszarze działania podstawowej jednostki samorządowej, jaką jest gmina. Na przykład Gmina Mokotów. Kilka tygodni temu na tej stronie pojawił się opis sytuacji, w której jakoby nie można urealnić cen za wynajem przestrzeni garażowych w naszym domu – ponieważ na przeszkodzie stoją bliżej nieznane mi wskazówki Ratusza. Okazało się podczas telewizyjnej debaty przedwyborczej Sasin – Gronkiewicz Waltz, że ówcześnie urzędująca pani prezydent nie ma pojęcia ani o tych stawkach, ani o zasadzie, na której je naliczono.

W swoich tekstach po wielokroć stawiałem tezę, że ten zamęt prowadzi wprost do niezwykłego marnotrawstwa: oto bowiem przestrzenie parkingowe naszego domu mają tak zaporową cenę, że nie ma chętnych do jej uiszczania. A gdyby pobierano tylko 50 zł od stanowiska – strata by po prostu nie istniała… Można więc domniemywać, że podobne manewry dokonane zostały wobec lokatorów w chwili ustalania poziomu czynszów. I że najwyższa pora coś z tym fantem uczynić.

Jak? Niżej przedstawiam swój wstęp do pomysłu Pana Mariana Małkowskiego ze Stowarzyszenia „Warszawiak na swoim” – i tekst projektu sformułowanego przez M. Małkowskiego. Sugeruje i proszę: przeczytajcie uważnie!
------- ------ ------- ------- -------

Pragniemy przedstawić niżej koncepcję powołanie instytucji Rzecznika Praw Lokatorów - i zestaw zasad obowiązujących osobę piastującą to stanowisko. Doświadczenia naszej obywatelskiej działalności prowadzonej przez wiele osób w ciągu wielu minionych lat dowiodły, że istnieje we współczesnym świecie obywateli RP nie będących właścicielami zajmowanych nieruchomości obszerna płaszczyzna nasilających się konfliktów, niejasności prawnych, arbitralnych rozstrzygnięć i złych decyzji. Nie ma naszym zdaniem możliwości zdefiniowania w jednym zdaniu granic tych niejasności i nieporozumień. Nie istnieje również funkcja arbitra samorządowego, który rozstrzyganiem możliwych do wystąpienia konfliktów zajął by się w poważny instytucjonalnie sposób. Stąd naszą intencją jest odwołanie się do podstawowych zasad samorządu terytorialnego, określonego w  Europejskiej Karcie Samorządu Lokalnego, która jest międzynarodową konwencją, ratyfikowaną i podpisaną przez Polskę. Stwierdza ona, że „samorząd terytorialny oznacza prawo i zdolność społeczności lokalnej, w granicach określonych prawem, do kierowania i zarządzania zasadniczą częścią spraw publicznych na ich własną odpowiedzialność i w interesie ich mieszkańców”.

Podstawowym powodem, dla którego postulujemy powołanie funkcji Rzecznika Praw Lokatorów stała się niestety potwierdzona przez tysiące osób obserwacja, iż współczesne działania władz samorządowych i rządowych dotyczące praw lokatorów (a nie właścicieli!) POWOLI, LECZ SKUTECZNIE STAJĄ W JASKRAWEJ SPRZECZNOŚCI Z ZASADAMI SAMORZĄDNOŚCI LOKALNEJ. Ta bowiem wprost i jasno powiada, że winna obowiązywać zasada subsydiarności (pomocniczości) organów publicznych wobec samorządów lokalnych. Potwierdza to Konstytucja RP, gdzie powiedziane jest wprost, iż podstawową zasadą, na której ma się opierać podział odpowiedzialności poszczególnych organów władzy publicznej jest zasada umożliwienia szczeblom podstawowym samorządu podejmowania decyzji niezależnych - w ramach obowiązującego w państwie prawa. 
Zatem gmina ma się zajmować tym, czego pojedynczy człowiek wraz z rodziną nie może wykonać. Powiat powinien być traktowany jako pomocniczy w stosunku do gminy, a województwo w stosunku do powiatu. Uważamy, że ta zasada skomplikowała się w ciągu lat minionych. Stąd rozwikłanie tych problemów w zakresie lokali miejskich czy komunalnych postulujemy przenieść do kompetencji Rzecznika Praw Lokatorów.

Baza zebranych informacji i doświadczeń opisanych przez naszych członków stanowi dzisiaj ogromny materiał, na podstawie którego sformułowane zostały niżej przedstawione zasady działania Rzecznika Praw Lokatorów. Publicystyczne wskazywanie niedoskonałości działań administracji państwowej wobec lokatorów okazało się mało skuteczne prawnie. Piętnowanie złych działań jest co prawda nośne czytelniczo – ale rzadko znajduje transmisję na zmianę decyzji, czy wskazywanie sprawców i odpowiedzialnych. A dalej na zmianę obowiązujących przepisów prawnych, naszym zdanie stojących w jaskrawej sprzeczności ze wszystkimi wyżej wymienionymi zasadami samorządności i prawa III RP. Najbardziej znamiennym dowodem na słuszność tego stwierdzenia jest rosnąca gwałtownie liczna osób bezdomnych, pozbawionych jakichkolwiek szans na godne życie, czy wyjście z opresji często niezawinionej.  Uważamy, że obecne działania samorządów lokalnych, sparaliżowanych niewłaściwie stosowaną zasadą podległości, stanowią istotna przeszkodę w rozwiązywaniu palących problemów lokatorów jako takich – a często również przestrzeni publicznej, w której poruszają się już nie tylko Lokatorzy, ale też wszyscy Obywatele.


USTAWA
 o Rzeczniku Praw Lokatorów

Art. 1. 1. Ustanawia się Rzecznika Praw Lokatorów.
 2. Rzecznik Praw Lokatorów, zwany dalej "Rzecznikiem", stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w szczególności Art. 50 i Art. 75 oraz w innych aktach normatywnych, w tym również na straży realizacji zasady równego traktowania.
3. W sprawach o ochronę wolności i praw człowieka i obywatela Rzecznik bada, czy wskutek działania lub zaniechania organów, organizacji i instytucji, obowiązanych do przestrzegania i realizacji tych wolności i praw, nie nastąpiło naruszenie prawa, a także zasad współżycia i sprawiedliwości społecznej.
Art. 2. Rzecznikiem może być obywatel polski wyróżniający doświadczeniem zawodowym oraz wysokim autorytetem ze względu na swe walory moralne i wrażliwość społeczną.

Art. 3. 1. Rzecznika powołuje Sejm za zgodą Senatu na wniosek Marszałka Sejmu albo grupy 35 posłów.
 2. Szczegółowy tryb zgłaszania kandydatów na Rzecznika Praw Lokatorów określa uchwała Sejmu.
 3. Uchwałę Sejmu o powołaniu Rzecznika Marszałek Sejmu przesyła niezwłocznie Marszałkowi Senatu.
 4. Senat podejmuje uchwałę w sprawie wyrażenia zgody na powołanie Rzecznika w ciągu miesiąca od dnia przekazania Senatowi uchwały Sejmu, o której mowa w ust. 3. Niepodjęcie uchwały przez Senat w ciągu miesiąca oznacza wyrażenie zgody.
 5. Jeżeli Senat odmawia wyrażenia zgody na powołanie Rzecznika, Sejm powołuje na stanowisko Rzecznika inną osobę. Przepisy ust. 1-4 stosuje się odpowiednio.

Art. 4. Przed przystąpieniem do wykonywania obowiązków Rzecznik składa przed Sejmem następujące ślubowanie:
 "Ślubuję uroczyście, że przy wykonywaniu powierzonych mi obowiązków Rzecznika Praw Lokatorów dochowam wierności Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, będę strzec wolności i praw człowieka i obywatela, kierując się przepisami prawa oraz zasadami współżycia społecznego i sprawiedliwości. Ślubuję, że powierzone mi obowiązki wypełniać będę bezstronnie, z najwyższą sumiennością i starannością, że będę strzec godności powierzonego mi stanowiska oraz dochowam tajemnicy prawnie chronionej.".
 Ślubowanie może być złożone z dodaniem zdania "Tak mi dopomóż Bóg".

Art. 5. 1. Kadencja Rzecznika trwa pięć lat, licząc od dnia złożenia ślubowania przed Sejmem.
 2. Ta sama osoba nie może być Rzecznikiem więcej niż przez dwie kadencje.

Art. 6. Po zaprzestaniu wykonywania obowiązków Rzecznik ma prawo powrócić na stanowisko zajmowane poprzednio albo otrzymać stanowisko równorzędne poprzednio zajmowanemu, jeżeli nie ma przeszkód prawnych.

Art. 7. 1. Sejm odwołuje Rzecznika przed upływem okresu, na jaki został powołany, jeżeli:
 1) zrzekł się wykonywania obowiązków,
 2) stał się trwale niezdolny do pełnienia obowiązków na skutek choroby, ułomności lub upadku sił - stwierdzonych orzeczeniem lekarskim,
 3) złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, stwierdzone prawomocnym orzeczeniem sądu.
 2. Sejm odwołuje Rzecznika przed upływem okresu, na jaki został powołany, również jeżeli Rzecznik sprzeniewierzył się złożonemu ślubowaniu.
 3. Sejm podejmuje uchwałę w sprawie odwołania Rzecznika, w przypadku określonym w ust. 1 pkt 1, na wniosek Marszałka Sejmu.
 4. Sejm podejmuje uchwałę w sprawie odwołania Rzecznika, w przypadkach określonych w ust. 1 pkt 2 oraz w ust. 2, na wniosek Marszałka Sejmu lub grupy co najmniej 35 posłów, większością co najmniej 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Art. 8. 1. Rzecznik podejmuje czynności przewidziane w ustawie, jeżeli poweźmie wiadomość wskazującą na naruszenie wolności i praw człowieka i obywatela, w tym zasady równego traktowania.
 2. Rzecznik może być stroną w postępowaniu miedzy obywatelami a urzędami państwowymi i samorządowymi.

Art. 9. Podjęcie czynności przez Rzecznika następuje:
 1) na wniosek obywateli lub ich organizacji,
 2) na wniosek organów samorządów,
3) z własnej inicjatywy.

Art. 10. Wniosek kierowany do Rzecznika jest wolny od opłat, nie wymaga zachowania szczególnej formy, lecz powinien zawierać oznaczenie wnioskodawcy oraz osoby, której wolności i praw sprawa dotyczy, a także określać przedmiot sprawy.

Art. 11. 1. Rzecznik po zapoznaniu się z każdym skierowanym do niego wnioskiem może:
 1) podjąć sprawę,
 2) poprzestać na wskazaniu wnioskodawcy przysługujących mu środków działania,
 3) przekazać sprawę według właściwości,
 4) nie podjąć sprawy
 - zawiadamiając o tym wnioskodawcę i osobę, której sprawa dotyczy.
 2. W zakresie realizacji zasady równego traktowania między podmiotami prywatnymi Rzecznik może podjąć działania, o których mowa w ust. 1 pkt 2.

Art. 12. Podejmując sprawę Rzecznik może:
 1) samodzielnie prowadzić postępowanie wyjaśniające,
 2) zwrócić się o zbadanie sprawy lub jej części do właściwych organów, w szczególności organów nadzoru, prokuratury, kontroli państwowej, zawodowej lub społecznej,
 3) zwrócić się do Sejmu o zlecenie Najwyższej Izbie Kontroli przeprowadzenia kontroli dla zbadania określonej sprawy lub jej części.

Art. 13. 1. Prowadząc postępowanie, o którym mowa w Art. 12 pkt 1, Rzecznik ma prawo:
 1) zbadać, nawet bez uprzedzenia, każdą sprawę na miejscu,
 2) żądać złożenia wyjaśnień, przedstawienia akt każdej sprawy prowadzonej przez naczelne i centralne organy administracji państwowej, organy administracji rządowej, organy organizacji spółdzielczych, społecznych, zawodowych i społeczno-zawodowych oraz organy jednostek organizacyjnych posiadających osobowość prawną, a także organy jednostek samorządu terytorialnego i samorządowych jednostek organizacyjnych,
 3) żądać przedłożenia informacji o stanie sprawy prowadzonej przez sądy, a także prokuraturę i inne organy ścigania oraz żądać do wglądu w Biurze Rzecznika Praw Lokatora akt sądowych i prokuratorskich oraz akt innych organów ścigania po zakończeniu postępowania i zapadnięciu rozstrzygnięcia,
 4) zlecać sporządzanie ekspertyz i opinii.
2. W sprawach stanowiących informację niejawną o klauzuli tajności "tajne" lub "ściśle tajne" udzielanie informacji lub umożliwianie Rzecznikowi wglądu do akt następuje na zasadach i w trybie określonych w przepisach o ochronie informacji niejawnych.
 3. Rzecznik odmawia ujawnienia nazwiska i innych danych osobowych skarżącego, w tym także wobec organów władzy publicznej, jeżeli uzna to za niezbędne dla ochrony wolności, praw i interesów jednostki.

Art. 14. Po zbadaniu sprawy Rzecznik może:
 1) wyjaśnić wnioskodawcy, że nie stwierdził naruszenia wolności i praw człowieka i obywatela,
 2) skierować wystąpienie do organu, organizacji lub instytucji, w których działalności stwierdził naruszenie wolności i praw człowieka i obywatela; wystąpienie takie nie może naruszać niezawisłości sędziowskiej,
 3) zwrócić się do organu nadrzędnego nad jednostką, o której mowa w pkt 2, z wnioskiem o zastosowanie środków przewidzianych w przepisach prawa,
 4) żądać wszczęcia postępowania w sprawach cywilnych, jak również wziąć udział w każdym toczącym się już postępowaniu - na prawach przysługujących prokuratorowi,
 5) żądać wszczęcia przez uprawnionego oskarżyciela postępowania przygotowawczego w sprawach o przestępstwa ścigane z urzędu,
 6) zwrócić się o wszczęcie postępowania administracyjnego, wnosić skargi do sądu administracyjnego, a także uczestniczyć w tych postępowaniach - na prawach przysługujących prokuratorowi,
 7) wystąpić z wnioskiem o ukaranie, a także o uchylenie prawomocnego rozstrzygnięcia w postępowaniu w sprawach o wykroczenia, na zasadach i w trybie określonych w odrębnych przepisach,
 8) wnieść kasację lub rewizję nadzwyczajną od prawomocnego orzeczenia, na zasadach i w trybie określonych w odrębnych przepisach.

Art. 15. 1. W wystąpieniu, o którym mowa w Art. 14 pkt 2, Rzecznik formułuje opinie i wnioski co do sposobu załatwiania sprawy, a także może żądać wszczęcia postępowania dyscyplinarnego lub zastosowania sankcji służbowych.
 2. Organ, organizacja lub instytucja, do których zostało skierowane wystąpienie, obowiązane są bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 30 dni, poinformować Rzecznika o podjętych działaniach lub zajętym stanowisku. W wypadku gdy Rzecznik nie podziela tego stanowiska, może zwrócić się do właściwej jednostki nadrzędnej o podjęcie odpowiednich działań.

Art. 16. 1. W związku z rozpatrywanymi sprawami Rzecznik może przedstawiać właściwym organom, organizacjom i instytucjom oceny i wnioski zmierzające do zapewnienia skutecznej ochrony wolności i praw człowieka i obywatela i usprawnienia trybu załatwiania ich spraw.
 2. Rzecznik może również:
 1) występować do właściwych organów z wnioskami o podjęcie inicjatywy ustawodawczej bądź o wydanie lub zmianę innych aktów prawnych w sprawach dotyczących wolności i praw człowieka i obywatela,
 2) występować do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskami w sprawach, o których mowa w Art. 188 Konstytucji,
 3) zgłosić udział w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawach skarg konstytucyjnych i brać udział w tym postępowaniu,
 4) występować z wnioskami do Sądu Najwyższego o podjęcie uchwały mającej na celu wyjaśnienie przepisów prawnych budzących wątpliwości w praktyce lub których stosowanie wywołało rozbieżności w orzecznictwie.

Art. 17. 1. Organ, organizacja lub instytucja, do których zwróci się Rzecznik, obowiązane są z nim współdziałać i udzielać mu pomocy, a w szczególności:
 1) zapewniać dostęp do akt i dokumentów na zasadach określonych w Art. 13,
 2) udzielać Rzecznikowi żądanych przez niego informacji i wyjaśnień,
 3) udzielać wyjaśnień dotyczących podstawy faktycznej i prawnej swoich rozstrzygnięć,
 4) ustosunkowywać się do ogólnych ocen, uwag i opinii Rzecznika.
 2. Rzecznik może określić termin, w jakim powinny być dokonane czynności, o których mowa w ust. 1.

Art. 17. Rzecznik współdziała ze stowarzyszeniami, ruchami obywatelskimi, innymi dobrowolnymi zrzeszeniami i fundacjami oraz z zagranicznymi i międzynarodowymi organami i organizacjami na rzecz ochrony wolności i praw człowieka i obywatela, także w zakresie równego traktowania.

.

Art. 18. Rzecznik może przetwarzać wszelkie informacje, w tym dane osobowe, o których mowa w Art. 27 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926, z późn. zm.2)), niezbędne do realizacji swoich ustawowych zadań.

Art. 19. Przepisy ustawy dotyczące ochrony wolności i praw człowieka i obywatela stosuje się również odpowiednio do:
  1) osób prawnych i jednostek organizacyjnych nie będących osobami prawnymi, którym ustawa przyznaje zdolność prawną - w zakresie określonym w przepisach ustawy z dnia 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania (Dz. U. Nr 254, poz. 1700).

Art. 20. 1. Rzecznik corocznie informuje Sejm i Senat o swojej działalności oraz o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela, w tym przekazuje:
 1) informację o prowadzonej działalności w obszarze równego traktowania oraz jej wynikach,
 2) informację o przestrzeganiu zasady równego traktowania w Rzeczypospolitej Polskiej, przygotowaną w szczególności na podstawie badań, o których mowa w Art. 18 pkt 2,
 3) wnioski oraz rekomendacje dotyczące działań, które należy podjąć w celu zapewnienia przestrzegania zasady równego traktowania.
 2. Informacja Rzecznika podawana jest do wiadomości publicznej.
 3. Rzecznik może przedkładać Sejmowi i Senatowi określone sprawy wynikające z jego działalności.
 4. Rzecznik na wniosek Marszałka Sejmu przedstawia informację lub podejmuje czynności w określonych sprawach.

Art. 21. 1. Rzecznik wykonuje swoje zadania przy pomocy Biura Rzecznika Praw Lokatorów
 2. Rzecznik nadaje, w drodze zarządzenia, statut, który określa zadania i organizację Biura.
 3. Rzecznik może powołać nie więcej niż trzech zastępców Rzecznika. Rzecznik odwołuje zastępców Rzecznika.
 4. Rzecznik określa zakres zadań zastępcy (zastępców) Rzecznika.
 5. Do zastępców Rzecznika oraz pracowników Biura Rzecznika Praw Lokatorów stosuje się odpowiednio przepisy o pracownikach urzędów państwowych.

Art. 22. Wydatki związane z funkcjonowaniem Rzecznika Praw Lokatora pokrywane są z budżetu państwa.

Art. 23. Rzecznik, za zgodą Sejmu, może ustanowić swoich pełnomocników terenowych.
----------------------------------------------
Napisał i przywoływał M.Z.


wtorek, 20 stycznia 2015

MROŹNY CIEPŁY STYCZEŃ



Zajmowałem się ostatnio rozmowami z ludźmi, którzy podobnie jak ja sam mieszkają w domach naszego typu: komercyjnych, czyli przede wszystkim cholerycznie drogich dla najemców. I wyszło z wora kilka „kwiatków”, które co prawda omawialiśmy, ale dawno temu i dość pobieżnie. Pora do tych spraw wrócić.

Wiele osób, sam do nich należę, od lat usilnie stara się zamienić mieszkanie, z którego na przykład dzieci wyleciały już w świat na mniejsze, czytaj mniej kosztowne. Są i tacy, którym rodziny z powodów naturalnych zmniejszyły się dramatycznie – czas robi swoje i na końcu każdej drogi życia jest po prostu umieranie. Dzisiaj te grupy nie widzą sensu utrzymywania drogiej substancji mieszkalnej – skądinąd niezbędnej młodym rodzinom, nie wspominam już o wielodzietnych. Przez czternaście lat pobytu na „łaskawym garnuszku Miasta” bardzo dosadnie doświadczyłem czym owa „łaskawość” jest w istocie i do czego prowadzi. Urzędnicy nami administrujący mają się oczywiście świetnie, wypasione pobory niejednemu wystarczyły do wybudowanie swojego „dworku” gdzieś pod miastem, czy takiego wyposażenia własnościowego mieszkania, o jakim przysłowiowym Carringtonom się nie śniło. Nam, czynszowym komercyjnym, opowiada się pierdoły o niemożności zmiany przepisów, czy realizacji umów stale podnoszących koszta nie do wytrzymania. Tak, to kolos na glinianych nogach – niestety wbrew prawom fizyki trwa w najlepsze, widać taka to już polska specyfika.

Mylę się i przesadzam? W najmniejszym stopniu NIE! Tajemnicą poliszynela jest to, że w każdym podobnym domu narasta liczba lokatorów nie radzących sobie z systematycznymi płatnościami. Piramida długów ma to do siebie, że przy obecnym stanie rynku pracy przypomina tzw. krzywą Laffera: po przekroczeniu pewnego punktu wykresu wbrew najintensywniejszym staraniom dłużnika proces narastania długu jest czymś nieodwracalnym. Bo niby jak przy emeryturze niespełna tysiączłotowej można pokrywać miesięczne koszta sięgające dwóch tysięcy i likwidować zarazem dług sięgający poziomu kilkudziesięciu tysięcy? Czy opowiadam w tym miejscu bajki? Zdecydowanie nie. Podobni opisowi ludzie żyją pomiędzy nami. Ale nie chwalą się niczym – ubóstwo i długi zawsze były rzeczami wstydliwymi. Dzisiaj też.

Co w tej sytuacji? W co grają urzędnicy udając, że najpierw zamiany lokali były niemożliwe, później realne, ale pod warunkiem znalezienia chętnego? Najprostszą radą dla władz dzielnicy czy miasta był by postulat natychmiastowego zorganizowania biura, które podobnymi problemami zajęło by się w intensywny sposób. Bo nie wystarczy na jakichś drzwiach przybić tabliczki informującej, że jeśli zamiany to właśnie tutaj – po czym pierdzieć w stołki i nie robić literalnie NIC. Z mojego rozeznania wynika, że tak jest nie tylko na Mokotowie, ale też w innych dzielnicach, gdzie stoją podobne do naszego domy i gdzie problemy są dokładnie te same. Przy czym ludzie z Żoliborza twierdzą, że skądinąd życzliwy burmistrz nawet swojego czasu chciał potrzebującym pomagać – ale surowo mu tego zakazano, przenosząc wszystkie decyzje do Biura Polityki Lokalowej. I tu znów jesteśmy w dobrze rozpoznanym środowisku: szefowa tego biura to właśnie pani, która w 2007 roku radziła moim sąsiadom, by lepiej siedzieli cicho, czynsze można podnieść nawet do 52 złotych za metr kwadratowy, tyle damie wyszło z… ja wiem, może z wróżb?

Jak to wszystko wygląda statystycznie u nas? Smutno. Prawie 20 procent lokatorów zalega z czynszami, po prostu  nie wyrabiają już z rosnącymi kosztami życia i obsługi zajmowanych mieszkań. Jeżeli podobnie rzecz ma się w innych dzielnicach – to oznacza, że prawie setka mieszkań czeka na swoich właściwych najemców. To znaczy takich, dla których te koszty dzisiaj były by do zniesienie. Przy założeniu, że pewnego dnia musi nastąpić urealnienie płaconych co miesiąc kwot. To powinna być obniżka o minimum 50 procent, dokładniejsze wyliczenia (np. na stronie „Warszawiak na swoim”) pokazują, że gdyby przestano w administracjach szastać cudzymi pieniędzmi i wzięto się ostro do roboty – to sprawiedliwy czynsz mógłby być na poziomie 4 – 4.50 zł za metr kwadratowy. I nadal miasto do nikogo by nie dopłacało (jak kłamie dzisiaj), a dorośli ludzie mogli by wreszcie sami pojechać raz w roku na tygodniowy urlop i wysłać dzieci na kolonie. Co dzisiaj jest oczywiście dla niektórych możliwe – ale prowadząc kiedyś nieco dokładniejsze rozeznanie mogę powiedzieć tyle, że owszem, takie jednostki ludzkie istnieją naprawdę – ale albo nie mają dzieci w ogóle, albo poziom ich zarobków kompletnie dyskwalifikuje ich do zajmowania lokali było nie było komunalnych.

No więc w ciepłym styczniu dostałem kilka ofert zamiany. Po dokładniejszym rozpoznaniu warunków okazało się, że ten ciepły zimowy miesiąc jest co najmniej arktyczny (tak mnie zmroziło) – kto normalny przeprowadza się do kamienicy, w której z powodu zaniechań remontowych odpadła połowa balkonów, a woda z dachu leci nie rynną, ale w szerokiej szczelinie obok rynny?

M.Z.

piątek, 16 stycznia 2015

NABIERAMY PRĘDKOŚCI?



Dzisiaj sprawa incydentalna, lecz o tyle dla mnie ważna, że fragmentom tego, co się dzieje w gminie Ruciane Nida poświęciłem kiedyś (od roku 1986) mnóstwo czasu. Wtedy wręcz zawodowo ryzykując głową, potem już z czystej ciekawości i sympatii do niektórych mieszkańców tego skądinąd uroczego miasteczka. Tak, padającego na twarz, od lat - i zawsze za sprawą ludzi, którzy nieodmiennie mianują się „gospodarzami” okolicy. Czy tylko ich to wina – tu można by ostro dyskutować, w samym leadzie na to nie pora. Władców wybierano w miarę demokratycznie i jakoś nie słyszałem o ewidentnych fałszerstwach wyborczych przy liczeniu głosów. Manipulacje tak, takowe się odbywały, ale polegały na czym innym, niż prostackie fałszowanie, też o tym już pisałem.

Dawno, dawno temu, jeszcze za czasów mojej aktywności na Salonie24 prowadziłem nieustającą wojnę z lewacką blogerką Voit, później pisującą już pod pełnym imieniem i nazwiskiem (Anna Grzybowska)… właśnie w Rucianem, na swojej stronie www.obserwator.org Tych stron w Rucianem jest więcej, istnieje dodatkowo blog Edmunda Pomichowskiego, zaraz do niego wrócę – i czas jakiś funkcjonował kompletnie obleśny „Obsrywator z piwskiem”. Dzieje się więc sporo – a ja jako osobnik ciekawski i nieźle do dzisiaj zorientowany w szczegółach nadjeziornych manewrów tamtejszych mieszkańców i ich królów obserwuję wszystko nie tyle może systematycznie, co uważnie. Ponieważ zaś zasadą wszystkich tu wpisów jest „oglądanie świata w kropli wody” - Ruciane jest dla  mnie wspaniałym materiałem do szerszych analiz. Felietonowych, proszę Państwa, tylko felietonowych…

I właśnie na stronie E. Pomichowskiego ukazało się coś, co mnie nieco zaciekawiło. Najpierw jakiś anonimek podesłał właścicielowi stary mój tekst „Lewizna rządzi, lewizna radzi, lewizna…chętnie was poprowadzi…” Od razu wyjaśnię: nie ja to uczyniłem, nie ma powodu do takich działań. No ale poszło, dzisiaj niczego w starym tekście bym nie zmieniał ani nie łagodził. Ktoś to odszukał i efektem jest następujące komentarz, jaki na stronie „Bez fikcji” się ukazał:

„…Dopóki materiał o niej przychodził na mnie osobiście, to nie puszczałem, bo nie chciałem jątrzyć. Teraz dosłał go anonim TOPLOLA w formie postu, więc puściłem. Mam tego z dwóch lat bardzo, bardzo dużo. Część przysłał właśnie znający temat "dychalokator". Ale jak widzę, że pozwala sobie i anonimusom fajfusom na wycieranie mną gęby - nie pozostanę dłużny. To za daleko zaszło.Fakt, na razie nie rzutuje to na nasze sporadyczne kontakty, ale jak będzie - nie wiem. Coraz mniej mnie to bawi. Niby mówi dobrze, a tu nagle... łubudu. Wkurwić się można. Pamiętasz ? Zawsze pisałem, że nie wchodzę w drogę nikomu ale nie pozwolę by ktoś wchodził z kopytami także do "mojego domu". Pozdrawiam…”
Czy słusznie czuję się wywołany do tablicy? Powiem szczerze – nie wiem. A jednak pozwolę sobie na kilka uwag, mogą być potraktowane jako odpowiedź, mogą inaczej. Na mojej stronie, bo nie chcę poddawać się niczyjej kontroli, a zwłaszcza modyfikacjom „moderacyjnym” wynikającym z uprawnień gospodarza tamtego bloga. Przeczyta – dobrze. Nie przeczyta – nie załamię się.

Otóż PO PIERWSZE Panie Edmundzie z mojego oddalenia widać coś, co Pańskiej uwadze zdaje się umykać: lewaczka Voit prowadzi portal, który miejscowych władców potencjalnie niejako z góry usprawiedliwia z zaproszenia jej do rozmowy. Nawet gdyby dialog miał się zakończyć niczym. Jest po prostu MAŁO KNAJACKA. A Pan mając niemal za każdym razem dobrze okopane, uzasadnione racje BYWA DOSADNY, by nie rzec WULGARNY. Może nawet bardziej to drugie… Oj, wiem co mi Pan odpowie: z furmanem rozmawia się po furmańsku. OK., rozumiem. Tyle że nie z samych furmanów świat się składa, nie do samych furmanów Pan mówi. Więc zaraz potem rozsądny autor ładuje do tekstu akapit dowodzący, że to jednak nie jego świat – chodzi o dobrze napisany, smacznie skomponowany kawałek dowodzący, że ta „kurwa” sprzed chwili to sztuczka i cytat, w głębi duszy jest Pan człowiekiem głębokiej kultury i obszernej wiedzy.

PO DRUGIE: mimo wszystko działa Pan w domenie publicznej, uzewnętrznia swoje teksty (sam tak czynię) licząc na odzew, więc uwagi o tym, że oto nie pozwoli Pan włazić mi do Pańskiego domu są… zabawne, niezbyt poważne, merytorycznie słabawe. Ten dom sam Pan dobrowolnie otworzył. Wystawił na krytykę – lub pochwały. Bo co mi Pan zrobi gdy za chwilę nacisnę „enter” i wszystko co wyżej pójdzie w świat? Owszem, możemy się pokłócić – tylko po co?

PO TRZECIE: każdy z nas prowadzących określone działania publiczne niestety sam winien dbać o dobrą swą opinię. Druga strona, w tym wypadku ja, nie jest zobowiązana do usuwania komentarzy niepochlebnych dla Pana. Ba, nawet nie zamierzam gryźć się w język gdy mam ochotę napisać to, co wsadziłem do któregoś tekstu sprzed dwóch lat: Pomichowski przedstawia słuszne racje w sposób, z którym nie każdy ma ochotę się zgodzić. I tu rzecz nie w brzydkich wyrazach – tu chodzi o to, że miejscami nieudolnie kreuje się na Pan na naturszczyka, któremu jakoby wolno więcej. Gówno prawda! Wywiad z nowym burmistrzem powinien Pan zrobić, nie Voit-ówna! I dobrze Pan wie dlaczego tak się nie stało…

PO CZWARTE: po ponad 30 latach pracy także w Pańskim zawodzie deklaracje o tym, jak to się nikomu nie chce wchodzić w drogę, jak to się pilnie dba o spokój i harmonię świata proszę zwinąć w rulonik i uszczelnić nim dolną krawędź drzwi, ponoć idzie zima. Gdyby tak się bowiem zdarzyło, że pewnego dnia siedlibyśmy przy czym dobrym i zaczęli rozmawiać o dziennikarskich sztuczkach – to raczej nie typuję swojej przegranej. Myślę zresztą, że wchodząc na moją stronę doskonale Pan o tym wie.

Co dalej? No cóż, ukłonię się i cicho oddalę. Powodzenia!

M.Z.