Ostatnie rozmowy o historii domu i jego mieszkańców (w zakresie rzecz jasna ich perturbacji z remontami, czynszami i czystością na klatkach – a nie wątkami osobistymi) doprowadziły do momentu, w którym weszła na wokandę sprawa ankiet. Jak wiadomo konkurencyjna strona internetowa z lubością i od dawna oddaje się ankietowaniu bliżej nieznanych osobników, którzy jakoś tak się składa, że zawsze mają do powiedzenia jedno i to samo: jest do bani, ale wcale nie tak beznadziejnie, jak niektórzy opowiadają. Tym razem na osiem bodaj osób dwie twierdzą, że odwiedzili ich prawdziwi fachowcy! No więc zareagowałem jak zawsze – że wcale mnie te ankiety nie interesują i w ogóle to nie moja sprawa. Już choćby z tej przyczyny, iż statystykę uważałem i uważam nadal za najwyższą formę kłamstwa – a ta, która zadośćuczynia poprawności politycznej na skalę administracji, właśnie przywołując jakieś nieznane postaci zadowolone z bałaganu, jaki nam zaprowadzono i tych wszystkich lewusów, którzy u nas działali jest szczególnie irytująca. Uważam, że takie nieco wykrętne moje stanowisko nie jest agresywne. Bo gdyby było musiałbym napisać, że znów ktoś gra w jakieś pliszki albo inne bambuko…
No ale może być też tak, że jednak pośród nas są jakieś bliżej niezidentyfikowane osoby, którym bardzo się to wszystko podobało, a trzask odpadającego sufitu czy parkietu uważają za coś całkowicie normalnego, ba, bez czego żyć się nie da. Tacy, którzy sądzą, że okno wstawione w dziurę o kilkadziesiąt centymetrów większą od bubla, który właśnie „zapiankowano” w otworze ściennym – to jest OK, polska norma. Co z nimi robić? Nic. Z prostymi idiotami nic się nie da uczynić. Ani ich człek do garnka nie włoży, ani do szkół nie pośle… Dlaczego tak ostro i czy nie obawiam się kolejnej obrazy? Ostro z tego powodu, że jeśli ktoś sądzi, że pijanego nieroba, dyletanta czy autora oszczędności na wszystkim, od farb po pędzle i myślenie, można nazwać autorem dobrego remontu – to jest wspomnianym idiotą właśnie. Zatem może obrażać się do woli, już się przyzwyczaiłem.
Zarząd Dróg Miejskich twierdzi, że w sprawie odśnieżania tej naszej nieszczęsnej uliczki zgłaszaniem potrzeby podobnych działań wcale nie powinni zajmować się lokatorzy zasypani po uszy – ale administracja właśnie. Tymczasem niczego takiego nie odnotowano, a pług, który kilka dni temu jeden jedyny raz przejechał środkiem śnieżnego tunelu to sprawa jakiejś interwencji osobistej, nie urzędowej. Co odnotowuję, wcale nie z powodu chęci wszczynania kolejnej kampanii sporów –tyle słyszałem na własne ucha dwa.
M.Z.
O ludziach, ludzkich i diabelskich sprawach - i wszystkim o czym chcę coś powiedzieć. M.Z. to Marek Zarębski. Strona zawiera treści ujęte w formę słowa pisanego. Wszelkie zatem pretensje przyjmuję również TYLKO W TEJ FORMIE!
poniedziałek, 18 stycznia 2010
niedziela, 17 stycznia 2010
No i dostałem lekko po uszach…
Za ostatni tekst. Jako za twór agresywny i niesprawiedliwy. Nie, nie mam pretensji, spokojnie przekazał mi uwagi ktoś, kogo lubię i cenię – więc właściwie nic strasznego się nie stało. A jednak potem, już po powrocie do domu usiadłem gdzieś w kącie i zacząłem zastanawiać się: czy ja naprawdę mam jakieś wyjątkowe obowiązki wobec zbiorowości? Czy stale i „nawciąż” powinienem analizować historię tego domu, spisywać ją i przedstawiać na każde życzenie? Gromadzić wypadające mi już z półki akta, urzędowe odpowiedzi, często wypożyczane przez przypadkowe osoby po to, by części nigdy nie zwrócić? Ganiać jak przed laty po urzędach, wysyłać dziesiątki listów poleconych – a potem wysłuchiwać absurdalnych uwag, że coś tam można by innymi słowy, albo łagodniej? I że trzeba wpaść jeszcze tu i tam, inni nie mają czasu, pracują i pracują, gotują obiady i piorą koszule, zarządzają i desygnują…
Odpowiedź jest prosta: NIE. Skoro pewnego dnia pojawił się pomysł, że jest słuchacz, że jest komu opowiedzieć całość zdarzeń, z jakimi się potykaliśmy przez minione lata – to niechaj pomysłodawca miast rzucać pomysł w przestrzeń zajmie się nim sam, osobiście, wszystko jedno czy mniej, czy bardziej udatnie. Dobra, gotów jestem zrobić stylistyczną korektę takiego wypracowania, może przypomnę ten czy tamten fakt. Ale to wszystko na co dzisiaj mam ochotę.
W to miejsce wejdą inni, mniej odpowiedzialni, pokrętni, z niejasnym intencjami? A niech sobie wchodzą. Przecież już tak było nie raz – i jakoś to przeżyliśmy.
Więc proszę o odrobinę wyrozumiałości…
M.Z.
Odpowiedź jest prosta: NIE. Skoro pewnego dnia pojawił się pomysł, że jest słuchacz, że jest komu opowiedzieć całość zdarzeń, z jakimi się potykaliśmy przez minione lata – to niechaj pomysłodawca miast rzucać pomysł w przestrzeń zajmie się nim sam, osobiście, wszystko jedno czy mniej, czy bardziej udatnie. Dobra, gotów jestem zrobić stylistyczną korektę takiego wypracowania, może przypomnę ten czy tamten fakt. Ale to wszystko na co dzisiaj mam ochotę.
W to miejsce wejdą inni, mniej odpowiedzialni, pokrętni, z niejasnym intencjami? A niech sobie wchodzą. Przecież już tak było nie raz – i jakoś to przeżyliśmy.
Więc proszę o odrobinę wyrozumiałości…
M.Z.
piątek, 15 stycznia 2010
Usprawiedliwienie
Poproszono mnie o napisanie krótkiej historii naszego domu. Takiej esencjonalnej, co to nada się do TV jako podstawa do ichniego myślenia o możliwym programie – i takiej prawdziwej, która odda wszystko, co nam się zdarzyło przez minione dziesięć lat.
I siedziałem nad tym kilka godzin. I nic nie wyszło. Za dużo we mnie złości. Za mało czegoś, co parodystycznie zwą obiektywnością. Nie jestem obiektywny i nawet nie mam ochoty być obiektywny. Chcę świat postrzegać subiektywnie – ponieważ tylko to mi się sprawdziło. Co miałem do napisania już napisałem, kto chce przeczyta, kto nie chce… nie będę za niego odrabiał szkoły podstawowej. Z tego domu do tego miejsca, w którym właśnie jesteśmy wyszło już ponad dwieście tekstów. Są na tej stronie wszystkie, w całości. Właściwie dlaczego miałbym z nich dla kogoś czynić skrót?
Zatem sorry Winnetou: idę napić się czegoś dobrego i z lekka poniewierającego. Śpię po tym znacznie lepiej i nie śnią mi się administratorzy – odrzuty z eksportu, leniwi i chamscy dozorcy tudzież wszelkie inne świństwa epoki.
M.Z.
I siedziałem nad tym kilka godzin. I nic nie wyszło. Za dużo we mnie złości. Za mało czegoś, co parodystycznie zwą obiektywnością. Nie jestem obiektywny i nawet nie mam ochoty być obiektywny. Chcę świat postrzegać subiektywnie – ponieważ tylko to mi się sprawdziło. Co miałem do napisania już napisałem, kto chce przeczyta, kto nie chce… nie będę za niego odrabiał szkoły podstawowej. Z tego domu do tego miejsca, w którym właśnie jesteśmy wyszło już ponad dwieście tekstów. Są na tej stronie wszystkie, w całości. Właściwie dlaczego miałbym z nich dla kogoś czynić skrót?
Zatem sorry Winnetou: idę napić się czegoś dobrego i z lekka poniewierającego. Śpię po tym znacznie lepiej i nie śnią mi się administratorzy – odrzuty z eksportu, leniwi i chamscy dozorcy tudzież wszelkie inne świństwa epoki.
M.Z.
czwartek, 31 grudnia 2009
Idzie 2010
Będzie krótko, bo coś mnie po świecie gania i nie chce przestać - przez co zapuściłem się okrutnie, pomijając takie elementy, jak Boże Narodzenie. W istocie nie zapomniałem o nich. Po prostu nic dobrego nie przychodziło mi do głowy, co bym mógł publicznie powiedzieć. Moja prywatna karuzela nabrała strasznych obrotów, trochę się zgubiłem w pracy "dla dobra ogółu". Dzisiaj Przyjaciołom chcę życzyć dobrych rzeczy i zdarzeń w nadchodzącym roku. Diabolicznie jest tak, że jeśli Wam się spełni to i mnie będzie lepiej. Zatem: w górę serca!
M.Z.
M.Z.
wtorek, 8 grudnia 2009
Czemu nie o polityce?
Właściwie nie ma dobrej odpowiedzi. Nie o polityce – bo nudna i tandetna. Nie – bo wypełniona ludźmi bez talentu, klasy i umiejętności. Coraz częściej mam jej serdecznie dosyć. Kto dzisiaj chce słuchać Niesiołowskiego? Kto babrać w duperelach, jakie opowiadają każdego dnia po to tylko, by przykryć duperele z dnia poprzedniego? Wyżelowani albo spaśli mali hucpiarze, nawet nie powiatowej klasy, kombinują jakby tu coś jeszcze urwać. I przeważnie udaje im się. Za rok czy dwa pójdą za to do pierdla – a jeśli nie pójdą to kasę zostawią w depozycie sądowym, ostatnio i u nas amerykańska moda na wypuszczanie za kaucją. Szlag z nimi. Duży europejski kraj sprostytuowany jak nieletnia gówniara z nie tak odległej galerii handlowej, naród śpi albo kombinuje jak przetrwać ciężkie czasy (a były kiedyś inne?), dmuchają nas już w żywe oczy, wraca czas, w którym klient z kajetem w ręku budził paniczny strach – bo przecież mógł „zapisać” i przydział na celę w nowym osiedlu, na przykład Za Żelazną Bramą, przerąbany…
Napisałem kilka gorzkich słów o sąsiadach. I to jest prawda, że niektórym nic nie przeszkadza z tego, co się wokół dzieje. Zapadli się gdzieś w siebie, olewają otoczenie – i już. Wolno im? Pewnie że wolno. Tak jak mnie oceniać postawy. Słyszycie: wolno mi oceniać postawy! Jest jednak w okolicy kilka osób, które defetystycznym nastrojom się nie poddały. Które na swój spokojny, wyważony sposób walczą z tym, co nakazuje nam administracja, na przykład każąc zwalniać się z pracy, a potem pisząc w głupkowatym piśmie, że „nie wykazało się odpowiedniej chęci do ustalenia daty remontu”. Ci ludzie nie opowiadają o tym na lewo i prawo, choć moim zdaniem ich doświadczenia jak najbardziej są pożyteczne dla ogółu, a więc wskazane do rozkolportowania. Pewnie któregoś dnia uczynię to na tej stronie, oczywiście po uzyskaniu pozwolenia. W sumie więc nie jest tak źle.
No tyle, że mnie akurat to nie wystarcza. „Nie jest tak źle” to za mało!
M.Z.
Napisałem kilka gorzkich słów o sąsiadach. I to jest prawda, że niektórym nic nie przeszkadza z tego, co się wokół dzieje. Zapadli się gdzieś w siebie, olewają otoczenie – i już. Wolno im? Pewnie że wolno. Tak jak mnie oceniać postawy. Słyszycie: wolno mi oceniać postawy! Jest jednak w okolicy kilka osób, które defetystycznym nastrojom się nie poddały. Które na swój spokojny, wyważony sposób walczą z tym, co nakazuje nam administracja, na przykład każąc zwalniać się z pracy, a potem pisząc w głupkowatym piśmie, że „nie wykazało się odpowiedniej chęci do ustalenia daty remontu”. Ci ludzie nie opowiadają o tym na lewo i prawo, choć moim zdaniem ich doświadczenia jak najbardziej są pożyteczne dla ogółu, a więc wskazane do rozkolportowania. Pewnie któregoś dnia uczynię to na tej stronie, oczywiście po uzyskaniu pozwolenia. W sumie więc nie jest tak źle.
No tyle, że mnie akurat to nie wystarcza. „Nie jest tak źle” to za mało!
M.Z.
niedziela, 6 grudnia 2009
Ucieczka do przodu?
W sferach rządowych takie właśnie postępowanie to ostatnio norma. Za dużo gadają o aferze hazardowej? No to ciach, wysyłamy następnych 600 źle uzbrojonych straceńców do Afganistanu, oczywiście przedstawiając to jako całkowicie suwerenną decyzję. Związaną ma się rozumieć z obroną demokracji. W Afganistanie nie chcą demokracji? No to tym gorzej dla nich. W Polsce zaś nikt już nie pamięta, że o tej decyzji wysłania dodatkowego kontyngentu wiedział sposobem jakimś ambasador amerykański już kilka tygodni temu. No ale skoro jest do redakcji rozesłana dyspozycja o akcentowaniu „suwerenności decydowania” – to żurnaliści wykonują polecenia, w końcu z czegoś trzeba te raty płacić, prawda? Spory, kłótnie, kogoś wywalili z komisji, ktoś inny znów się zapluł przed kamerą – i już nikt o żadnym hazardzie nie pamięta.
Remont naszego domu miał być skończony 1 grudnia 2009. Oczywiście gorliwi urzędnicy nie zapomnieli o rozesłaniu do lokatorów powiastek o podwyżce kiedyś tam obniżonych z powodu usterek czynszów z tym właśnie dniem. Czy więc niebiańskim jakimś sposobem zniknął bałagan wokół naszych mieszkań? Nie mamy już usterek? Czy windy przybrały postać porządnych klatek do przewożenia pasażerów, a nie budowlanych śmieci? Czy dozorca, tak niezwykle chwalony przez damesy administracyjne wreszcie wziął się do roboty? Nic podobnego się nie stało. No ale to realia. A w życiu dzielnych urzędników liczą się kwity. Jak na papierze coś jest – to jest. Pamiętacie Gierka? Gdy w Dzienniku Telewizyjnym mówił , że jesteśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata – to byliśmy. I w ogóle: jeśli coś istniało na szklanym ekranie – to było naprawdę. Jeśli nie pokazywali – to o czym wtedy było gadać, jak toto nie istniało? Czym zatem dzień dzisiejszy różni się od tamtych czasów? Niczym. Nawet „mordy kochane” te same.
Większości sąsiadów zdaje się to wszystko nie przeszkadzać w najmniejszym stopniu. Życie toczy się tak, jakby wokół nic dziwnego się nie działo. Oczywiście to dowód na moc wewnętrzną ludzi: cokolwiek inni, źli, by nie wymyślili – to i tak karuzela działa, kręci się, a pasażerowie radują lub smucą. Czy to podczas imienin – czy bez powodu. Nieco inaczej rzecz ma się z rozmowami, jakie niekiedy jeszcze toczą się pod domem czy w jego okolicy. O, tu ludzie są wyraźnie niezadowoleni! Przy czym bardzo to szczególne niezadowolenie – jeśli już protestować „to wszyscy tylko nie ja”. Bo „ja” jestem oczywiście niezwykle zajęty, prowadzę jakąś tajemniczą działalność pochłaniająca co najmniej dwadzieścia godzin na dobę. No i naruszyło by to „mój” majestat. Tak, właśnie „majestat”, namnożyło nam się ostatnio typów i typasków, którzy o ten „majestat” dbają jak nie przymierzając o ostatnie pół litra na przyjęciu smakoszy… Oni nie idą – oni majestatycznie przemieszczają się z miejsca na miejsce. Nie mówią – oni oznajmiają i dalej nic już nie podlega dyskusji.
Z ostatniej chwili: jest początek grudnia, remont w moim mieszkaniu zakończony został 25 sierpnia. I właśnie dzisiaj pojawiły się na suficie wiszące worki tynku. W miejscu, w którym były poprzednio. Jednym słowem robota spaprana, pieniądze zmarnowane. Tak, będę reklamował. Przy założeniu, że ani w tym roku, ani w następnym co najmniej do sierpnia nie ma mowy o żadnym urlopie spędzanym na pilnowaniu robotników. Ale najpierw pójdzie do ZBK-u propozycja: proszę mi ponownie obniżyć czynsz w stopniu takim, jak uprzednio. Bo też i usterki te same… Oj, nie, zapomniałem: w salonie pojawił się grzyb…
Konkurencyjna strona otworzyła forum dyskusyjne – o czym zostałem zawiadomiony. Oczywiście podziękowałem za informację. Nie, nie skorzystam z tamtego forum, pozostaję w innym stowarzyszeniu, uprawiam inną działalność, nie znoszę ankiet - i tego zamierzam się trzymać.
M.Z.
Remont naszego domu miał być skończony 1 grudnia 2009. Oczywiście gorliwi urzędnicy nie zapomnieli o rozesłaniu do lokatorów powiastek o podwyżce kiedyś tam obniżonych z powodu usterek czynszów z tym właśnie dniem. Czy więc niebiańskim jakimś sposobem zniknął bałagan wokół naszych mieszkań? Nie mamy już usterek? Czy windy przybrały postać porządnych klatek do przewożenia pasażerów, a nie budowlanych śmieci? Czy dozorca, tak niezwykle chwalony przez damesy administracyjne wreszcie wziął się do roboty? Nic podobnego się nie stało. No ale to realia. A w życiu dzielnych urzędników liczą się kwity. Jak na papierze coś jest – to jest. Pamiętacie Gierka? Gdy w Dzienniku Telewizyjnym mówił , że jesteśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata – to byliśmy. I w ogóle: jeśli coś istniało na szklanym ekranie – to było naprawdę. Jeśli nie pokazywali – to o czym wtedy było gadać, jak toto nie istniało? Czym zatem dzień dzisiejszy różni się od tamtych czasów? Niczym. Nawet „mordy kochane” te same.
Większości sąsiadów zdaje się to wszystko nie przeszkadzać w najmniejszym stopniu. Życie toczy się tak, jakby wokół nic dziwnego się nie działo. Oczywiście to dowód na moc wewnętrzną ludzi: cokolwiek inni, źli, by nie wymyślili – to i tak karuzela działa, kręci się, a pasażerowie radują lub smucą. Czy to podczas imienin – czy bez powodu. Nieco inaczej rzecz ma się z rozmowami, jakie niekiedy jeszcze toczą się pod domem czy w jego okolicy. O, tu ludzie są wyraźnie niezadowoleni! Przy czym bardzo to szczególne niezadowolenie – jeśli już protestować „to wszyscy tylko nie ja”. Bo „ja” jestem oczywiście niezwykle zajęty, prowadzę jakąś tajemniczą działalność pochłaniająca co najmniej dwadzieścia godzin na dobę. No i naruszyło by to „mój” majestat. Tak, właśnie „majestat”, namnożyło nam się ostatnio typów i typasków, którzy o ten „majestat” dbają jak nie przymierzając o ostatnie pół litra na przyjęciu smakoszy… Oni nie idą – oni majestatycznie przemieszczają się z miejsca na miejsce. Nie mówią – oni oznajmiają i dalej nic już nie podlega dyskusji.
Z ostatniej chwili: jest początek grudnia, remont w moim mieszkaniu zakończony został 25 sierpnia. I właśnie dzisiaj pojawiły się na suficie wiszące worki tynku. W miejscu, w którym były poprzednio. Jednym słowem robota spaprana, pieniądze zmarnowane. Tak, będę reklamował. Przy założeniu, że ani w tym roku, ani w następnym co najmniej do sierpnia nie ma mowy o żadnym urlopie spędzanym na pilnowaniu robotników. Ale najpierw pójdzie do ZBK-u propozycja: proszę mi ponownie obniżyć czynsz w stopniu takim, jak uprzednio. Bo też i usterki te same… Oj, nie, zapomniałem: w salonie pojawił się grzyb…
Konkurencyjna strona otworzyła forum dyskusyjne – o czym zostałem zawiadomiony. Oczywiście podziękowałem za informację. Nie, nie skorzystam z tamtego forum, pozostaję w innym stowarzyszeniu, uprawiam inną działalność, nie znoszę ankiet - i tego zamierzam się trzymać.
M.Z.
czwartek, 26 listopada 2009
A w "Stołecznej"...
…drugi materiał na temat naszego domu, konkretnie zaś remontów przeprowadzanych na siódmym piętrze w kilku mieszkaniach. Naszej sąsiadce, najspokojniejszej w świecie, mocno wierzącej w uczciwość rękodzielników i administracji – zamontowano okna kilkadziesiąt centymetrów za krótkie i kilkanaście za wąskie. Dziury starego otworu w murze uszczelniono styropianem. I wydano komunikat: mniej widoków na świat – cieplej w domu.
Ponieważ ja jestem „czepialski” na początek deklaracja zawężająca: nie zamierzam dzisiaj czepiać się autorki tekstu. Sprawa remontu staje się bowiem na tyle poważna, że niedługo powinny spaść inne głowy. Idiotów, którzy dopuścili do tak rażącej fuszerki u naszej sąsiadki – trudno założyć, iż wymiana tego bubla dokonywała się w nocy i nadzorcy „nie zauważyli”. Powinien zarobić kilka ciepłych słów rzecznik ZBK Mokotów, który raczył potraktować nas pierdołami opublikowanymi w pierwszym tekście poświęconym naszej kamienicy. „…Wybrany w przetargu wykonawca ma czas do końca listopada. Po tym terminie grożą mu drakońskie kary. Wiemy, że ma kłopoty z dostawcą okien, ale to jego problem..” . Poważnie, panie niedorzeczniku? Karami buduje pan nowy świat? Gdzie pan w tym całym zamęcie widzi ludzi, zamieszkujących krainę niedoróbki, błędu konstruktorskiego i wykonawczego Abramowskiego 9? Ludzi skulonych w kącie swojego mieszkania, ponieważ listopadowe zimno swobodnie wpada do pokoi pozbawionych okien… A może sądzi pan, że wymądrzanie się zza biurka, „drakońskie” zwalanie finansowej odpowiedzialności na nieudaczników i w ogóle tolerowanie tego całego gówna, które swobodnie rozrzucane jest wokół uczyni pana świętym lub co najmniej niewinnym?
I dalej: jak źle trzeba myśleć o ludziach, by wierzyć, że kupią tą całą czczą gadaninę, to poniewieranie nimi, to wmawianie im bzdur, te budowlane ćwiczenia dokonywane na porządnych, uczciwych obywatelach? Kto spowodował to totalne zdziczenie obyczajów? Jak długo niektórzy z nas będą otrzymywali listy, w których jak wół stoi, że skoro nie było nikogo o jedenastej przed południem w domu, to urzędnik nie mógł wykonywać swoich czynności? Czy nie przyszła do zaczadzonych głów myśl, iż o tej porze obywatel siedzi w pracy i zdobywa te urocze, pięknie zadrukowane banknociki, którymi płaci pensję durnia?
Dzisiaj okazało się, że można przedłużyć godziny pracy inspektorów. Jeden z nich urzędował przed kamienicą bodaj do osiemnastej. Szkoda tylko, że to listopad, że zmierzch zapada wcześnie, że nie połapano się kilka miesięcy temu – choć mówiono o tym głośno, także na mojej stronie. Choć uprzedzano, iż firmy typu „krzak”, które wygrały przetargi działają jak pijane dzieci we mgle. Pytanie wprost: ilu pijanych murarzy, malarzy i glazurników wyrzucono z mieszkań od lipca tego roku? Bo nie nadawali się do pracy, a niektórzy wręcz do stania w pionie…
Nie wiecie? Dobra, nie orientujcie się dalej. Ciemne chmury już się zebrały nad waszymi głowami. Jedynym pytaniem jest to, kiedy strzeli pierwszy piorun. Przed Nowym Rokiem?
M.Z.
Ponieważ ja jestem „czepialski” na początek deklaracja zawężająca: nie zamierzam dzisiaj czepiać się autorki tekstu. Sprawa remontu staje się bowiem na tyle poważna, że niedługo powinny spaść inne głowy. Idiotów, którzy dopuścili do tak rażącej fuszerki u naszej sąsiadki – trudno założyć, iż wymiana tego bubla dokonywała się w nocy i nadzorcy „nie zauważyli”. Powinien zarobić kilka ciepłych słów rzecznik ZBK Mokotów, który raczył potraktować nas pierdołami opublikowanymi w pierwszym tekście poświęconym naszej kamienicy. „…Wybrany w przetargu wykonawca ma czas do końca listopada. Po tym terminie grożą mu drakońskie kary. Wiemy, że ma kłopoty z dostawcą okien, ale to jego problem..” . Poważnie, panie niedorzeczniku? Karami buduje pan nowy świat? Gdzie pan w tym całym zamęcie widzi ludzi, zamieszkujących krainę niedoróbki, błędu konstruktorskiego i wykonawczego Abramowskiego 9? Ludzi skulonych w kącie swojego mieszkania, ponieważ listopadowe zimno swobodnie wpada do pokoi pozbawionych okien… A może sądzi pan, że wymądrzanie się zza biurka, „drakońskie” zwalanie finansowej odpowiedzialności na nieudaczników i w ogóle tolerowanie tego całego gówna, które swobodnie rozrzucane jest wokół uczyni pana świętym lub co najmniej niewinnym?
I dalej: jak źle trzeba myśleć o ludziach, by wierzyć, że kupią tą całą czczą gadaninę, to poniewieranie nimi, to wmawianie im bzdur, te budowlane ćwiczenia dokonywane na porządnych, uczciwych obywatelach? Kto spowodował to totalne zdziczenie obyczajów? Jak długo niektórzy z nas będą otrzymywali listy, w których jak wół stoi, że skoro nie było nikogo o jedenastej przed południem w domu, to urzędnik nie mógł wykonywać swoich czynności? Czy nie przyszła do zaczadzonych głów myśl, iż o tej porze obywatel siedzi w pracy i zdobywa te urocze, pięknie zadrukowane banknociki, którymi płaci pensję durnia?
Dzisiaj okazało się, że można przedłużyć godziny pracy inspektorów. Jeden z nich urzędował przed kamienicą bodaj do osiemnastej. Szkoda tylko, że to listopad, że zmierzch zapada wcześnie, że nie połapano się kilka miesięcy temu – choć mówiono o tym głośno, także na mojej stronie. Choć uprzedzano, iż firmy typu „krzak”, które wygrały przetargi działają jak pijane dzieci we mgle. Pytanie wprost: ilu pijanych murarzy, malarzy i glazurników wyrzucono z mieszkań od lipca tego roku? Bo nie nadawali się do pracy, a niektórzy wręcz do stania w pionie…
Nie wiecie? Dobra, nie orientujcie się dalej. Ciemne chmury już się zebrały nad waszymi głowami. Jedynym pytaniem jest to, kiedy strzeli pierwszy piorun. Przed Nowym Rokiem?
M.Z.
środa, 25 listopada 2009
Akcja specjalna
Tak to wygląda: najpierw w Poważnej Gazecie zapowiedź rzecznika ZGN Mokotów Dariusza Biedy, że „na pewno temat okien będzie załatwiony”. Potem sznur pojazdów, mnóstwo uwijających się ludzików, tupot nóg po piętrach, eksplozje naciąganych murów, młoty elektryczne. A, zapomniał bym o najważniejszym: Poważne Osoby przechadzające się pod domem z notatnikami w ręku, siedem aut służbowych osobowych, kilka dostawczych, bezustanne naparzanie w komórki. Słowem prężenie firan na pełen gwizdek! Żadne tam ociąganie się! Ani grama litości! Do roboty! Tłoki w ruch! Para buch! Komóry grzać do czerwoności!
Tyle że przedtem w mieszkaniach, gdzie wykonywana jest wymiana okien przeprowadzono remonty ścian, podłóg i licho wie czego jeszcze. Ale to drobiazg, nie? Potem lokatorów zapewne spędzono w jedno miejsce, odsłonięto na czas jakiś dziury w murach (a jest listopad!) i pospiesznie zamontowano nowe okna. Jak zamontowano? Czas pokaże. Na razie pianka wyrównała dziury.
No więc Polak potrafi. To nieważne, że bez sensu, nie o tej porze roku co trzeba, na chybcika i pewnie byle jak. Hurra, udało się! Łup im wyższy czynsz! A niech mają! Pani Redaktor z Poważnej Gazety jadąc windą zauważyła przytomnie, że winda działa. My też widzimy: ściany stoją. Gnój przed domem powoli pokrywa jesienno-zimowa patyna. Resztki styropianu rozwiewają jakieś niedobre wiatry. Ale będzie premia – obietnicy dotrzymaliśmy, Towarzyszu Pierwszy Sekretarzu!
M.Z.
Tyle że przedtem w mieszkaniach, gdzie wykonywana jest wymiana okien przeprowadzono remonty ścian, podłóg i licho wie czego jeszcze. Ale to drobiazg, nie? Potem lokatorów zapewne spędzono w jedno miejsce, odsłonięto na czas jakiś dziury w murach (a jest listopad!) i pospiesznie zamontowano nowe okna. Jak zamontowano? Czas pokaże. Na razie pianka wyrównała dziury.
No więc Polak potrafi. To nieważne, że bez sensu, nie o tej porze roku co trzeba, na chybcika i pewnie byle jak. Hurra, udało się! Łup im wyższy czynsz! A niech mają! Pani Redaktor z Poważnej Gazety jadąc windą zauważyła przytomnie, że winda działa. My też widzimy: ściany stoją. Gnój przed domem powoli pokrywa jesienno-zimowa patyna. Resztki styropianu rozwiewają jakieś niedobre wiatry. Ale będzie premia – obietnicy dotrzymaliśmy, Towarzyszu Pierwszy Sekretarzu!
M.Z.
piątek, 20 listopada 2009
Dostaliśmy się do prasy!
A konkretnie do Gazety Stołecznej. Małgorzata Zubik opisuje wybrane fragmenty historii naszej kamienicy (http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,7268921,Ta_kamienica_ma_10_lat__I_ciagle_jest_remontowana.html) , na przykładzie jak rozumiem jednego lokalu, co od razu rodzi mnóstwo nieporozumień i tyleż nieścisłości. No więc leci takie tam sobie ple, ple, ple, pojawiają się też skrótowe opisy tych nieszczęść budowlanych, które naszą sąsiadkę spotkały, łącznie ze stwierdzeniem „…w tym roku administracja zgodziła się na złotówkę obniżki z powodu usterek w mieszkaniach...”
I tu już każdego człeka, znającego rzecz, a mieszkającego w naszym domu szlag trafia! Bo otóż nieporozumienie, proszę pani Małgorzaty Zubik, wynika nie tylko z prostego przeinaczania faktów w Pani tekście – ale też z ewidentnego zakłócenia proporcji spraw i sprawek, jakie w tym domu dokonują się od lat. Ale opowiem Pani po kolei – dla dobra sprawy.
Otóż obniżka czynszów to wcale nie to, co wyżej umieściłem w cudzysłowie, cytując Pani słowa. Obniżka czynszów nastąpiła wiele lat temu – i była nawet pięciokrotnie większa, niż Pani podaje. A ta ostatnia, którą raczy Pani wspominać wcale nie jest tegoroczną decyzją administracji, ale ubiegłoroczną decyzją Rady Miasta. Dlaczego? Ano dlatego, że nie o opisywane przez Panią okna wyłącznie chodziło. Rzecz w tym, iż dramat lokatorów tej kamienicy rozpoczął się właściwie tego samego dnia, w którym objęli oni swe lokale. I dotyczył WSZYSTKIEGO: podłóg, ścian, sufitów, ceramiki budowlanej, okien, ościeżnic. TOTALNIE WSZYSTKIEGO! Do dzisiaj inżynierowie budowlani, którzy nie są związani bezpośrednio z administracją mokotowską nie mogą wyjść ze zdumienia jak ich koledzy takie „coś” najpierw zbudowali, a potem przyjęli do eksploatacji. No ale stało się. Stało się też coś bardzo ważnego od strony moralnej i prawnej: lokatorów, którzy zdali własne mieszkania, wpłacili kaucje i wystartowali w przetargu na objęcie mieszkań na Abramowskiego po prostu OSZUKANO. W ten sposób, że żądając w ramach czynszu banknotów bez urwanych rogów zaoferowano im towar nie komercyjny, jak to twierdziła umowa cywilno-prawna, zawarta z każdym głównym lokatorem tego domu, ale bublowaty, co potwierdzały ekspertyzy, wizytacje i w ogóle ludzki rozum. Walka z tym bublem trwa już ponad osiem lat, mówię o tej intensywnej, dokumentowanej pismami. Przy czym jest tak, że dobra jakoby dzisiaj administracja w wielu sporach sytuuje się po stronie ciemności, a już nie w żadnym wypadku lokatorów. Przykład? Proszę bardzo: proszę wskazać mi przepis jakiegokolwiek prawa, które wbrew konstytucji zmusza mnie, bym urlop spędzał pilnując nieudacznych malarzy (u mnie akurat działał UDACZNY) czy glazurników. A taki właśnie urlop, często SIEDMIOTYGODNIOWY, wymuszono na moich sąsiadach. Zatem okna w jednym z lokali, o których Pani incydentalnie pisze to mały pikuś przy znacznie większej sprawie dotyczącej nie jednego, ale 48 lokali tego nieszczęsnego domu. A, byłbym zapomniał: przeciekających fundamentów, podziemnych garaży wynajmowanych byle jak i byle komu spoza lokatorów, klatek schodowych, wind - TEŻ…
Tak wygląda z grubsza naszkicowana dysproporcja, którą konstruując - opisała Pani nieprawdę. Sugeruję poprawkę.
Marek Zarębski
I tu już każdego człeka, znającego rzecz, a mieszkającego w naszym domu szlag trafia! Bo otóż nieporozumienie, proszę pani Małgorzaty Zubik, wynika nie tylko z prostego przeinaczania faktów w Pani tekście – ale też z ewidentnego zakłócenia proporcji spraw i sprawek, jakie w tym domu dokonują się od lat. Ale opowiem Pani po kolei – dla dobra sprawy.
Otóż obniżka czynszów to wcale nie to, co wyżej umieściłem w cudzysłowie, cytując Pani słowa. Obniżka czynszów nastąpiła wiele lat temu – i była nawet pięciokrotnie większa, niż Pani podaje. A ta ostatnia, którą raczy Pani wspominać wcale nie jest tegoroczną decyzją administracji, ale ubiegłoroczną decyzją Rady Miasta. Dlaczego? Ano dlatego, że nie o opisywane przez Panią okna wyłącznie chodziło. Rzecz w tym, iż dramat lokatorów tej kamienicy rozpoczął się właściwie tego samego dnia, w którym objęli oni swe lokale. I dotyczył WSZYSTKIEGO: podłóg, ścian, sufitów, ceramiki budowlanej, okien, ościeżnic. TOTALNIE WSZYSTKIEGO! Do dzisiaj inżynierowie budowlani, którzy nie są związani bezpośrednio z administracją mokotowską nie mogą wyjść ze zdumienia jak ich koledzy takie „coś” najpierw zbudowali, a potem przyjęli do eksploatacji. No ale stało się. Stało się też coś bardzo ważnego od strony moralnej i prawnej: lokatorów, którzy zdali własne mieszkania, wpłacili kaucje i wystartowali w przetargu na objęcie mieszkań na Abramowskiego po prostu OSZUKANO. W ten sposób, że żądając w ramach czynszu banknotów bez urwanych rogów zaoferowano im towar nie komercyjny, jak to twierdziła umowa cywilno-prawna, zawarta z każdym głównym lokatorem tego domu, ale bublowaty, co potwierdzały ekspertyzy, wizytacje i w ogóle ludzki rozum. Walka z tym bublem trwa już ponad osiem lat, mówię o tej intensywnej, dokumentowanej pismami. Przy czym jest tak, że dobra jakoby dzisiaj administracja w wielu sporach sytuuje się po stronie ciemności, a już nie w żadnym wypadku lokatorów. Przykład? Proszę bardzo: proszę wskazać mi przepis jakiegokolwiek prawa, które wbrew konstytucji zmusza mnie, bym urlop spędzał pilnując nieudacznych malarzy (u mnie akurat działał UDACZNY) czy glazurników. A taki właśnie urlop, często SIEDMIOTYGODNIOWY, wymuszono na moich sąsiadach. Zatem okna w jednym z lokali, o których Pani incydentalnie pisze to mały pikuś przy znacznie większej sprawie dotyczącej nie jednego, ale 48 lokali tego nieszczęsnego domu. A, byłbym zapomniał: przeciekających fundamentów, podziemnych garaży wynajmowanych byle jak i byle komu spoza lokatorów, klatek schodowych, wind - TEŻ…
Tak wygląda z grubsza naszkicowana dysproporcja, którą konstruując - opisała Pani nieprawdę. Sugeruję poprawkę.
Marek Zarębski
Subskrybuj:
Posty (Atom)