Albo po ludzku: skupienia, gęstości. Mogą dotyczyć dżemu wiśniowego, miodu czy zupy. Ale mogę też dotyczyć poczucie własnej integralności u tego lub owego osobnika. Ostatnio mam pewne kłopoty z tym właśnie problemem. Jak polemizować z kimś, kto WIE – i to WIE tak mocno, że żaden argument doń nie dociera, a wszystkie odbierane są nie jako głosy dyskusyjne, ale jako atak personalny?
Ukazał się ostatnio tomik wierszy Wisławy Szymborskiej. Tak, noblistki i byłej stalinistki, wszystko się zgadza. Moim zdaniem, nie będę go tu przesadnie forsował, jest to tomik co najwyżej marnowaty i w zestawieniu z innymi poetami noblista nie wspięła się na Mount Everest, raczej doszła do połowy wspinaczkowej trasy na Rysy. No cóż, wolno jej, osobiście nie spodziewałem się niczego lepszego, zatem i rozczarowanie żadne. W tym wieku dojście do połowy trasy na Rysy to i tak wyczyn nie lada…
W sieci zażarta polemika. Herbert kontra Szymborska. Tak, ten niedoceniany, ale piekielnie spójny poeta, którego właściwie zaszczuto na śmierć, nie drukując, poniżając i po wielokroć zdradzając. Skąd ktoś wyciągnął tak donośny (jak Herbert) dzwon zygmuntowski – dalibóg nie wiem. Ale uczyniwszy to broni swej opinii jak nie przymierzając birbant ostatniego pół litra na przyjęciu. On wie, on ma prawo, on pędzi innych gdzie wiatr poniesie, on sobie nie da niczego powiedzieć – bo jest przecież tak „głęboko konsystentnie integralny” jak nie przymierzając skała albo diament jaki. Cholera! Takiemu dyskutantowi ma się ochotę dać w pysk czymś ciężkim. Naruszyć tę jego piekielną konsystencję i zrobić z niej dżem agrestowy. Słabo konsystentny…
Ale nie – wszak to rozmowa literacka, tu takie argumenty ponoć nie uchodzą… Na pewno?
Tak, już się gdzieś z tym spotkałem, z ludźmi z tym samym poczuciem tak wielkiej własnej godności, że jej imienia nie godzi się wymieniać, przecież nie wzywa się bogów swych nadaremno. „Bogów swych”? No tak, niemal tak wysoko się umieścili, takimi bożkami mianowali. Dociekliwi znajdą rzecz całą w ubiegłorocznych zapiskach – a jeśli nie znajdą to też żadna strata. Nasycenie tkanki własnej dumy okazało się tak wielkie, że przekształciło osobnika w kamień. Tkwi gdzieś pomiędzy piętrami – albo i na piętrze – nikt sobie tym gitary nie zawraca. Kto dzisiaj słucha śpiewu kamieni? Kogo obchodzą ich bóle i choroby? Na przykład takie, że na kamienie milowe czy przydrożne wybrano kogo innego, miękkiego i łatwo sterowalnego…
M.Z.
O ludziach, ludzkich i diabelskich sprawach - i wszystkim o czym chcę coś powiedzieć. M.Z. to Marek Zarębski. Strona zawiera treści ujęte w formę słowa pisanego. Wszelkie zatem pretensje przyjmuję również TYLKO W TEJ FORMIE!
czwartek, 29 stycznia 2009
sobota, 24 stycznia 2009
Naukowe dowody
W różnych polemikach, wszystko jedno czego dotyczą, spotykam ludzi coraz sprawniej posługujących się aparatem myślowym. Ich argumenty bywają poważne, bardzo poważne, a nawet tak bardzo poważne… że aż śmieszne. Cóż, umysł ludzki nie jest tworem doskonałym, a ćwiczony po łebkach okazuje się szczególnie niedoskonały. Pozwolę sobie przejść do przykładów.
Pewien klient przekonuje mnie, że polityka miasta polegająca na podnoszeniu czynszów regulowanych jest słuszna, ponieważ w efekcie przynosi korzyści mieszkańcom. Pomijam na dzień dobry fakt, że ktoś kiedyś regulację wprowadził i pewnie nie uczynił tego wyłącznie z nudów, ale na przykład przekonania, ze wyżej być nie może, bo ludzie nie zdzierżą. Skupiam się na dalszej argumentacji interlokutora. A ten rozpędza się coraz bardziej i bardziej – w końcu dochodząc do wniosku, że najlepiej pieniądze publiczne zgromadzić w jednym miejscu, a by się szczęśliwie mnożyły podnieść podatki jeszcze wyżej, rzecz jasna dla ogólnego dobra. Nieśmiało zauważam, że przeprowadzane kiedyś przez szaleńców próby podgrzewania wody tak bardzo, by osiągnęła temperaturę 140 stopni w warunkach swobodnych nie udały się, ponieważ zapomniano o pewnym prawie fizyki, powiada ono, że przy setce woda wrze, zmienia się jej stan skupienia, ergo 140 stopni nigdy nie osiągnie. Z obywatelami miasta rzecz ma się podobnie, co zauważyli już nawet niekompletni umysłowo komuniści, formułując prawo „mądrej śruby”. Powiadało ono, że śrubę obywatelom można dokręcać ze ściśle dozowaną siłą i nigdy do końca, bo można napotkać opór manifestujący się na przykład rzucaniem kamieniami w drogocenne socjalistyczne czołgi.
A propos polityki finansowej państwa w dobie kryzysu: wspominałem kiedyś o Wielkiej Brytanii i ulgach w podatkach osobistych pod koniec roku. Spieszę donieść, że obniżono również ten cholerny VAT. Z poziomu 17,5 % do 15 %. W Polsce jest on siedem punktów wyżej. Anglicy i tak jednak odnotowują spadek sprzedaży produktów niektórych branż. W motoryzacji, słusznie uważanej przez wiele państw za przemysłową lokomotywę miejscowej gospodarki ów spadek sięgną nawet kilkudziesięciu procent. U nas takich statystyk nie podaje się do publicznej wiadomości. Można się więc tylko domyślać, że jak u developerów mieszkaniowych jest źle, a może nawet jeszcze gorzej…
To co podrożeje? Gorzała, papierosy, czy akcyza na paliwa? Lud będzie klaskał – czy jak to pod koniec zimy bywa: trzeszczał?
M.Z.
Pewien klient przekonuje mnie, że polityka miasta polegająca na podnoszeniu czynszów regulowanych jest słuszna, ponieważ w efekcie przynosi korzyści mieszkańcom. Pomijam na dzień dobry fakt, że ktoś kiedyś regulację wprowadził i pewnie nie uczynił tego wyłącznie z nudów, ale na przykład przekonania, ze wyżej być nie może, bo ludzie nie zdzierżą. Skupiam się na dalszej argumentacji interlokutora. A ten rozpędza się coraz bardziej i bardziej – w końcu dochodząc do wniosku, że najlepiej pieniądze publiczne zgromadzić w jednym miejscu, a by się szczęśliwie mnożyły podnieść podatki jeszcze wyżej, rzecz jasna dla ogólnego dobra. Nieśmiało zauważam, że przeprowadzane kiedyś przez szaleńców próby podgrzewania wody tak bardzo, by osiągnęła temperaturę 140 stopni w warunkach swobodnych nie udały się, ponieważ zapomniano o pewnym prawie fizyki, powiada ono, że przy setce woda wrze, zmienia się jej stan skupienia, ergo 140 stopni nigdy nie osiągnie. Z obywatelami miasta rzecz ma się podobnie, co zauważyli już nawet niekompletni umysłowo komuniści, formułując prawo „mądrej śruby”. Powiadało ono, że śrubę obywatelom można dokręcać ze ściśle dozowaną siłą i nigdy do końca, bo można napotkać opór manifestujący się na przykład rzucaniem kamieniami w drogocenne socjalistyczne czołgi.
A propos polityki finansowej państwa w dobie kryzysu: wspominałem kiedyś o Wielkiej Brytanii i ulgach w podatkach osobistych pod koniec roku. Spieszę donieść, że obniżono również ten cholerny VAT. Z poziomu 17,5 % do 15 %. W Polsce jest on siedem punktów wyżej. Anglicy i tak jednak odnotowują spadek sprzedaży produktów niektórych branż. W motoryzacji, słusznie uważanej przez wiele państw za przemysłową lokomotywę miejscowej gospodarki ów spadek sięgną nawet kilkudziesięciu procent. U nas takich statystyk nie podaje się do publicznej wiadomości. Można się więc tylko domyślać, że jak u developerów mieszkaniowych jest źle, a może nawet jeszcze gorzej…
To co podrożeje? Gorzała, papierosy, czy akcyza na paliwa? Lud będzie klaskał – czy jak to pod koniec zimy bywa: trzeszczał?
M.Z.
sobota, 17 stycznia 2009
Dlaczego ja, stary warszawiak nie obchodzę dzisiaj „święta wyzwolenia”
Z dwóch podstawowych powodów: ponieważ Warszawa ma również prawobrzeżną stronę, a ta została zajęta przez sowietów już we wrześniu 1944 roku. Po drugie dlatego, że 17 stycznia 1945 na stronie lewobrzeżnej nie dokonało się żadne wyzwolenie, ale objęcie morza gruzów przez tych, którzy czekali, aż Niemcy wycofają się na bezpieczną odległość. Rosjanie najbardziej zdziwieni byli tym, że nikt nie wita ich kwiatami. W wojennych pamiętnikach próżno by jednak szukać słów wyjaśnienia czemu tam W OGOLE NIKOGO NIE BYŁO.
Czy zatem we wrześniu szalałem z radości? Nie. To, co dokonało się naonczas na Pradze da się bowiem krótko opisać słowami „ z deszczu pod rynnę”. Zwycięzcy, a jak powiadają inni „nowi okupanci” zajęli się przede wszystkim miejscami własnego zakwaterowania. Zajęto budynki nadające się na biura, na pierwszy ogień poszly dzisiejsze gmachy PKP obok dworca Wileńskiego. A kadra oficerska, ta wyposażona w wojenne żony, rozlokowała się śmiało wszędzie tam, gdzie jej to pasowało. Na przykład w cudzych mieszkaniach, szczególnie w tej ich części, gdzie znajdowała się wanna. Kibelek był nieważny, istniały przecież nocniki. Wanna tak, wanna była ważna. Z wazy na zupę nie dało się jej zrobić.
I zaczęły się nowe obyczaje. Radosne? W pewnym sensie tak – o ile ktoś potrafi śmiać się z ruskich dam, które na pierwsze spektakle w teatrze Powszechnym na Zamojskiego przychodziły w nocnych koszulach mojej babci. Widać były wystarczająco ozdobne… Po niewielu latach, kiedy już sowieccy „specjaliści” wzywani byli po kolei do powrotu na ojczyzny łono ich miejsca zakwaterowania przejął socjalistyczny kwaterunek. I zainstalował tam swoich. Dziwnych ludzi. Mówili, że pracują ciężko w fabryce na 11-Listopada. Niedawno odkryto w tym miejscu NKWD-owską i UB-cką katownię, nikt nie jest w stanie policzyć ilu tam zginęło bez wieści ludzi.
No więc co tu proszę Państwa obchodzić?
M.Z.
Czy zatem we wrześniu szalałem z radości? Nie. To, co dokonało się naonczas na Pradze da się bowiem krótko opisać słowami „ z deszczu pod rynnę”. Zwycięzcy, a jak powiadają inni „nowi okupanci” zajęli się przede wszystkim miejscami własnego zakwaterowania. Zajęto budynki nadające się na biura, na pierwszy ogień poszly dzisiejsze gmachy PKP obok dworca Wileńskiego. A kadra oficerska, ta wyposażona w wojenne żony, rozlokowała się śmiało wszędzie tam, gdzie jej to pasowało. Na przykład w cudzych mieszkaniach, szczególnie w tej ich części, gdzie znajdowała się wanna. Kibelek był nieważny, istniały przecież nocniki. Wanna tak, wanna była ważna. Z wazy na zupę nie dało się jej zrobić.
I zaczęły się nowe obyczaje. Radosne? W pewnym sensie tak – o ile ktoś potrafi śmiać się z ruskich dam, które na pierwsze spektakle w teatrze Powszechnym na Zamojskiego przychodziły w nocnych koszulach mojej babci. Widać były wystarczająco ozdobne… Po niewielu latach, kiedy już sowieccy „specjaliści” wzywani byli po kolei do powrotu na ojczyzny łono ich miejsca zakwaterowania przejął socjalistyczny kwaterunek. I zainstalował tam swoich. Dziwnych ludzi. Mówili, że pracują ciężko w fabryce na 11-Listopada. Niedawno odkryto w tym miejscu NKWD-owską i UB-cką katownię, nikt nie jest w stanie policzyć ilu tam zginęło bez wieści ludzi.
No więc co tu proszę Państwa obchodzić?
M.Z.
sobota, 10 stycznia 2009
Wyznanie
Tak, to prawda, rzadko ostatnio zajmowałem się sprawami domu. Nie wojowałem z administracją, nie gromiłem sprzątających, na temat nie odśnieżanej ulicy też nie pisałem - nie ma już po co pisać, mają nas w nosie jak mieli wszystkie minione lata. Srające pieski? Co czyniły czynią dalej. Żadnemu właścicielowi powieka nawet nie drgnie na widok lubieżnie naprężającego się ulubieńca. Niektórzy pieski wysyłają rano na trawnik pod opieką dzieci: defekacja czterołapego pupila pod czujnym okiem dziesięciolatka (a nawet młodszych właścicielskich delegatów…) przebiega ponoć mniej konfliktowo... I gdyby nie rozczulająco naiwne pisemko (a może raczej wzór pisemka), które ukazało się na stronie konkurencji, a później apel któregoś z sąsiadów do sygnowania tej bzdurki – nie odzywał bym się wcale. A tak mam do powiedzenia co następuje: nie zajmuję się już pierdołami, faks zaś za taką właśnie pierdołę uważam. Dokument nawołujący do sprzątania po psach podpisany przez kogoś, kto w życiu się sprzątnięciem psiego gówna po swoim zwierzęciu nie zhańbił jest… żałosny, śmieszny? Cała reszta równie bez sensu. Skoro jednak ktoś chce coś napisać na swojej stronie – to oczywiście może. Propozycję podpisania się pod tym „wspólnym manifestem” zdecydowanie natomiast odrzucam. Pewnie to niektórych zdziwi – ale uważam się za poważnego faceta, a poważni takiego „czegoś” w życiu nie podpiszą.
Pamiętacie tekścik „Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej…”? Jerzy Stuhr, Opole sprzed wielu lat. Ależ to wiecznie żywe!
M.Z.
Pamiętacie tekścik „Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej…”? Jerzy Stuhr, Opole sprzed wielu lat. Ależ to wiecznie żywe!
M.Z.
czwartek, 1 stycznia 2009
I po świętach… A Nowy Rok jest już…
Jak było? Cicho i spokojnie, czy raczej kłótliwie i burzliwie? Tak naprawdę nikt nie musi odpowiadać, co widziałem to wiem. Kto miał wyjechać – ale nie wyjechał. Do kogo pełen skład rodzinny, ale może nie taki do końca pełen. Kto się powinien odezwać – ale się nie odezwał. No cóż, ciekawią mnie ludzie, ich losy i dzieje. Także legendy, które wokół siebie rozsiewają. Nie mogę zatem zastosować się do starego wezwania jednego z Czytelników, bym pisał wyłącznie o sobie. To dopiero była by nuda!
Dzisiaj nie dość pełna rozmowa o tym, że miasto na codzień nastawione na odwiedziny rodaków we współczesnych świątyniach raptem zamarło w oczekiwaniu na cud: nie ma życia w centrach handlowych! Mój Boże, ale zgroza! Co też ludzie będą robić pozbawieni elementu kuszenia? Teraz wyobraźcie sobie Państwo, że wyłączono telewizję i nie działają telefony. Horror. A czy uwierzycie, iż żyje pod tym naszym wspólnym niebem jeszcze paru rodaków, którzy takie czasy pamiętają i podobnych zagrożeń się nie boją? No tak, stan wojenny dla większości to jak bitwa pod Grunwaldem, od tamtej pory w dorosły świat skutecznie weszło pokolenie przecież narodzone w czasach bez TVP, TVN-u, Polsatu, telefonów, także komórkowych, Internetu i innych pokus, bez których dzisiaj podobno nie da się już żyć…
Tyle napisałem zaraz po świętach, potem przyszła potężna grypa, Nowy Rok - i właśnie obserwuję, jak to, co wyżej stoi sprawdza się w praktyce. Warszawa wymarła, można ją przed południem przejechać wzdłuż i wszerz niemal w samotności. Przy okazji: czy zauważyli Państwo jak z roku na rok o północy przy zmianie daty wychodzi przed dom coraz mniej ludzi? Gdzie te czasy, w których chałupa tętniła życiem, można było imprezę rozpocząć na czwartym piętrze, przejść przez zewnętrzny placyk i skończyć gdzieś na pierwszym, albo piątym? Pytałem dzisiaj zaprzyjaźnionych czemu tak się dzieje. Zdurnieli, spoważnieli, pozamykali się jak ślimaki w skorupach? Jedna z wersji ciekawa: to przez dzieci. Otóż ponoć kiedyś przed wspólnym domem o północy spotykali się dorośli. Dzisiaj ojcowie z dziećmi, większość (dzieci rzecz jasna) przed dziesiątym rokiem życia. „Toż to gnojstwo powinno spać o tej porze, a nie uczestniczyć w zajęciach dorosłych…” Jakaś część prawdy w tym jest. Granica uczestniczenia młodych we wszystkim niebezpiecznie przesuwa się w dół. Gdyby nie ta grypa też niekoniecznie chciało by mi się pić szampana w takim towarzystwie – jak drzewiej bywało. No ale – czas pozornej wolności, nikt niczego nie narusza, więc niby wszystko w porządku… Żaden samochód rakietą podobno tym razem nie trafiony. Duma Prezesów, Wybranych, Ważnych, a nawet Nadętych nie wzruszona. Szczęśliwego Nowego Roku!
M.Z.
Dzisiaj nie dość pełna rozmowa o tym, że miasto na codzień nastawione na odwiedziny rodaków we współczesnych świątyniach raptem zamarło w oczekiwaniu na cud: nie ma życia w centrach handlowych! Mój Boże, ale zgroza! Co też ludzie będą robić pozbawieni elementu kuszenia? Teraz wyobraźcie sobie Państwo, że wyłączono telewizję i nie działają telefony. Horror. A czy uwierzycie, iż żyje pod tym naszym wspólnym niebem jeszcze paru rodaków, którzy takie czasy pamiętają i podobnych zagrożeń się nie boją? No tak, stan wojenny dla większości to jak bitwa pod Grunwaldem, od tamtej pory w dorosły świat skutecznie weszło pokolenie przecież narodzone w czasach bez TVP, TVN-u, Polsatu, telefonów, także komórkowych, Internetu i innych pokus, bez których dzisiaj podobno nie da się już żyć…
Tyle napisałem zaraz po świętach, potem przyszła potężna grypa, Nowy Rok - i właśnie obserwuję, jak to, co wyżej stoi sprawdza się w praktyce. Warszawa wymarła, można ją przed południem przejechać wzdłuż i wszerz niemal w samotności. Przy okazji: czy zauważyli Państwo jak z roku na rok o północy przy zmianie daty wychodzi przed dom coraz mniej ludzi? Gdzie te czasy, w których chałupa tętniła życiem, można było imprezę rozpocząć na czwartym piętrze, przejść przez zewnętrzny placyk i skończyć gdzieś na pierwszym, albo piątym? Pytałem dzisiaj zaprzyjaźnionych czemu tak się dzieje. Zdurnieli, spoważnieli, pozamykali się jak ślimaki w skorupach? Jedna z wersji ciekawa: to przez dzieci. Otóż ponoć kiedyś przed wspólnym domem o północy spotykali się dorośli. Dzisiaj ojcowie z dziećmi, większość (dzieci rzecz jasna) przed dziesiątym rokiem życia. „Toż to gnojstwo powinno spać o tej porze, a nie uczestniczyć w zajęciach dorosłych…” Jakaś część prawdy w tym jest. Granica uczestniczenia młodych we wszystkim niebezpiecznie przesuwa się w dół. Gdyby nie ta grypa też niekoniecznie chciało by mi się pić szampana w takim towarzystwie – jak drzewiej bywało. No ale – czas pozornej wolności, nikt niczego nie narusza, więc niby wszystko w porządku… Żaden samochód rakietą podobno tym razem nie trafiony. Duma Prezesów, Wybranych, Ważnych, a nawet Nadętych nie wzruszona. Szczęśliwego Nowego Roku!
M.Z.
środa, 24 grudnia 2008
WIGILIA 2008
Dzień szczególny. Rozmywano nam to, ba, nawet dalej rozmywają w mozole, z którego niejedna elektrownia atomowa by powstała – ale gdzieś w podświadomości, gdzieś w głębi duszy wiedzą Państwo, że dzisiaj jest INACZEJ. Jeśli tak – to dla każdego podobnie czującego jest nadzieja. I im słów kilka chciałbym powiedzieć.
Moim dobrym przyjaciołom, sprzymierzeńcom, a nawet niezbyt zajadłym polemistom: wszystkiego dobrego. I wiecie, że nie kłamię, nie kręcę i nie zmyślam, dobre ma być dobre, a nie jakieś tam takie sobie…
Wewnętrznej rozwagi, harmonii i spokoju ducha. Od dzisiaj każdy dzień nie będzie już krótszy, pamiętajcie o tym. I zróbcie coś dla innych – jaka Wigilia taki cały rok, a dary wracają do darczyńców, ja stary chłop Wam to mówię…
Marek Zarębski
Moim dobrym przyjaciołom, sprzymierzeńcom, a nawet niezbyt zajadłym polemistom: wszystkiego dobrego. I wiecie, że nie kłamię, nie kręcę i nie zmyślam, dobre ma być dobre, a nie jakieś tam takie sobie…
Wewnętrznej rozwagi, harmonii i spokoju ducha. Od dzisiaj każdy dzień nie będzie już krótszy, pamiętajcie o tym. I zróbcie coś dla innych – jaka Wigilia taki cały rok, a dary wracają do darczyńców, ja stary chłop Wam to mówię…
Marek Zarębski
piątek, 5 grudnia 2008
Oponentom do sztambucha
Podobno chłop jest najszczęśliwszym z ludzi: „leży se w domu wentylem do góry, a żyto mu samo rośnie”. Ja mam jeszcze lepiej: piszę sobie co mam do napisania, a oponenci lęgną mi się jak króliki. Nie wiem czy w kapeluszu, wiem, że są to króliki anonimowe, żaden mail nie jest podpisany, choć treści jakieś zawiera. Pierwsza, z którą dzisiaj się zapoznałem utrzymuje oczywiście, że „rządowi i jego funkcjonariuszom należy się szacunek”. Trzecia to forma prawdy, czyli gówno prawda. Nic im się nie należy, zwłaszcza za ostatnie poczynania. Dalej oponenci utrzymują, że na ekonomii się nie znam, piszę zbyt ostro i nieprzyjaźnie, a mojego zdania nikt, ale to nikt nie podziela. Też g… prawda. Dlatego wybrałem kilka poniższych cytatów z właśnie opublikowanego na Salonie24 felietonu niejakiego Rewidenta. Doradzam uważną lekturę, to będzie dla wielu cenne przeżycie.
Cytat 1: „…Dla każdego jest jasne, ze podnoszenie ceny wódki sprzyja przemytowi z zagranicy oraz większej produkcji bimbru. Mamy już zresztą ciekawy precedens, bo kilka lat temu rząd eseldowski obniżył (nie podwyższył) akcyzę na gorzałkę, co dało wtedy większe wpływy do budżetu. Rostowski (min. Finansów dla niegramotnych – przyp. aut.) najwyraźniej musiał być wtedy za granicą, zupełnie odcięty od informacji z kraju…” Zatelefonowałem przed paroma minutami do sklepu, który specjalizuje się w dostawach części do samochodów typu „Żuk” starej i nowej maści. Wszystkie tylne przewody hamulcowe rozeszły się jak świeże bułeczki. Co to ma wspólnego z ekonomią? Otóż bardzo wiele, a nawet jeszcze więcej. Owe przewody są mianowicie wyrabiane z materiału odpornego na alkohol, plyn hamulcowy to alkohol. Umiejętnie zwinięte w rodzaj wężownicy doskonale pełnią rolę chłodnicy domowej bimbrowni. Tym bardziej, że zakończone są właściwymi, nagwintowanymi końcówkami…
Cytat 2: „…Drugi filar „funduszu solidarności" czyli podwyższona akcyza na - cytuję za działaczami PO - „samochody luksusowe" jest już dowodem skrajnego debilizmu władzy i braku zrozumienia elementarnych procesów gospodarczych. W sytuacji kiedy przemysł samochodowy leży jak długi w Europie i Ameryce, a rządy krajów rozwiniętych robią co mogą, aby podtrzymać popyt, Rostowski z Tuskiem fundują nam podatek od „towarów luksusowych". Tego typu pomysły mógłby wprowadzać Gomułka albo Minc, a nazywanie samochodów klasy średniej dobrami luksusowymi i opodatkowanie ich jest już jakąś formą sabotażu. Sabotażu, który zresztą się nie powiedzie, bo w niemieckich komisach na polskich klientów czeka pełno dwuletnich Opli, Toyot i Fordów…” Nic tu dodawać nie należy. Chociaż nie – może to jeszcze, że część z tych pojazdów została już przewieziona na polską stronę, wstępnie opłacona i czeka na chętnych. Niekiedy po kilka miesięcy, a nawet powyżej roku. Proszę sobie wyobrazić desperację ich właścicieli, którym pieniądze zablokowały się na tak długi czas…
Cytat 3: „…Elita PO postanowiła na siłę wprowadzić Polskę do euro. Ta chora koncepcja jest sprzedawana naiwnym Polakom, jako część "planu modernizacji". To, że strefa euro przez cały okres swojego istnienia rozwijała się wolniej niż pozostałe kraje europejskie (nie mówiąc o USA, które zdystansowało całą Europę), nie jest już tematem rozmów na salonach. To, że Portugalia i Włochy trwały w stagnacji już kilka lat przed wybuchem obecnego kryzysu jest pieczołowicie skrywane przed opinią publiczną. Liczą się tylko chwytliwe hasełko i piarowski plan, który zakompleksionym Polakom pozwoli płacić w tej samej walucie co bogatszym Niemcom czy Francuzom…” Czyż nie pisałem w jednym z poprzednich felietonów, że tylko idiota pcha się tam, gdzie jest gorzej? Czy tylko ja jeden uznałem ten pomysł za chory, a więc zrodzony w chorych głowach? Jasno to powiedziane? Czy dalej, oponenci najdrożsi moi, uważacie, że chorym, durniom, niedołęgom i szkodnikom należy się jakikolwiek szacunek?
M.Z.
Cytat 1: „…Dla każdego jest jasne, ze podnoszenie ceny wódki sprzyja przemytowi z zagranicy oraz większej produkcji bimbru. Mamy już zresztą ciekawy precedens, bo kilka lat temu rząd eseldowski obniżył (nie podwyższył) akcyzę na gorzałkę, co dało wtedy większe wpływy do budżetu. Rostowski (min. Finansów dla niegramotnych – przyp. aut.) najwyraźniej musiał być wtedy za granicą, zupełnie odcięty od informacji z kraju…” Zatelefonowałem przed paroma minutami do sklepu, który specjalizuje się w dostawach części do samochodów typu „Żuk” starej i nowej maści. Wszystkie tylne przewody hamulcowe rozeszły się jak świeże bułeczki. Co to ma wspólnego z ekonomią? Otóż bardzo wiele, a nawet jeszcze więcej. Owe przewody są mianowicie wyrabiane z materiału odpornego na alkohol, plyn hamulcowy to alkohol. Umiejętnie zwinięte w rodzaj wężownicy doskonale pełnią rolę chłodnicy domowej bimbrowni. Tym bardziej, że zakończone są właściwymi, nagwintowanymi końcówkami…
Cytat 2: „…Drugi filar „funduszu solidarności" czyli podwyższona akcyza na - cytuję za działaczami PO - „samochody luksusowe" jest już dowodem skrajnego debilizmu władzy i braku zrozumienia elementarnych procesów gospodarczych. W sytuacji kiedy przemysł samochodowy leży jak długi w Europie i Ameryce, a rządy krajów rozwiniętych robią co mogą, aby podtrzymać popyt, Rostowski z Tuskiem fundują nam podatek od „towarów luksusowych". Tego typu pomysły mógłby wprowadzać Gomułka albo Minc, a nazywanie samochodów klasy średniej dobrami luksusowymi i opodatkowanie ich jest już jakąś formą sabotażu. Sabotażu, który zresztą się nie powiedzie, bo w niemieckich komisach na polskich klientów czeka pełno dwuletnich Opli, Toyot i Fordów…” Nic tu dodawać nie należy. Chociaż nie – może to jeszcze, że część z tych pojazdów została już przewieziona na polską stronę, wstępnie opłacona i czeka na chętnych. Niekiedy po kilka miesięcy, a nawet powyżej roku. Proszę sobie wyobrazić desperację ich właścicieli, którym pieniądze zablokowały się na tak długi czas…
Cytat 3: „…Elita PO postanowiła na siłę wprowadzić Polskę do euro. Ta chora koncepcja jest sprzedawana naiwnym Polakom, jako część "planu modernizacji". To, że strefa euro przez cały okres swojego istnienia rozwijała się wolniej niż pozostałe kraje europejskie (nie mówiąc o USA, które zdystansowało całą Europę), nie jest już tematem rozmów na salonach. To, że Portugalia i Włochy trwały w stagnacji już kilka lat przed wybuchem obecnego kryzysu jest pieczołowicie skrywane przed opinią publiczną. Liczą się tylko chwytliwe hasełko i piarowski plan, który zakompleksionym Polakom pozwoli płacić w tej samej walucie co bogatszym Niemcom czy Francuzom…” Czyż nie pisałem w jednym z poprzednich felietonów, że tylko idiota pcha się tam, gdzie jest gorzej? Czy tylko ja jeden uznałem ten pomysł za chory, a więc zrodzony w chorych głowach? Jasno to powiedziane? Czy dalej, oponenci najdrożsi moi, uważacie, że chorym, durniom, niedołęgom i szkodnikom należy się jakikolwiek szacunek?
M.Z.
czwartek, 4 grudnia 2008
Nowi Czytelnicy
Pojawili się na mojej stronie nowi Czytelnicy. Skąd wiem? Wiem i już. Witam. Może zgodzicie się ze mną w tym co piszę – może nie zgodzicie. To jakby trochę nie mój problem. Moim problemem jest bowiem jak ubrać myśli w jak najskładniejsze zdanie. Pomyśleć jak do tego zdania przekonać nieprzekonanych. Pewnie, zawsze jest nieco pod górkę. Ale to praca do wykonania – więc wykonuję. Idzie teraz tym łatwiej, że nikt już nie podejmuje prób uciszenia piszącego, siłowej zmiany jego poglądów czy innych sztuczek, pozornie prawnie dopuszczalnych i europejskich, w istocie niczym nie różniących się od stalinowskiej cenzury czy ubeckiego zamordyzmu.
Nie, nie wchodzę w dyskusje o celowości pewnej gruzińskiej podróży i lodzie na mongolskim lotnisku. Przedstawiciele tej partii i partii rządzącej to w gruncie rzeczy dwie połówki tego samego jabłka. Zły i dobry policjant. Różnią się nieco metodami, ale przecież cel jeden: udowodnić siedzącemu pokornie klientowi, że jednak musi założyć metalowe obrączki i kilka następnych dni spędzić w mało przytulnej, za to okratowanej piwnicy. Oczywiście dla jego dobra, bezpieczeństwa i tak dalej… No więc o czym tu gadać? Pojechał to pojechał. Paru towarzyszących grubasów powiedziało co powiedziało. I wystarczy komentarzy.
Znacznie ciekawsze jest to, co lewaczki wyprawiają w nurcie podskórnym, na wielu internetowych forach, skąd pouczają maluczkich, że tego i tego nie należy, to i to trzeba, a o pewnych ich pryncypiach to w ogóle bez sensu gadać, należy wprowadzić i już. Przykro mi to mówić w tym miejscu, ale dla mnie każdy lewaczek jest przedstawicielem ideologii w sumie zbrodniczej. A ten, który dowodzi, że Polakom w dobie kryzysu najbardziej potrzebna jest podwyżka akcyzy na to czy tamto, oraz utrzymanie najwyższego VAT-u – jest tumanem i szkodnikiem, wszystko jedno jaką pozycję służbową w rządzie czy administracji zajmuje. Opisywałem niedawno doraźne sposoby radzenia sobie z kryzysem w Wielkiej Brytanii, gdzie socjalistyczny było nie było rząd Browna rozważa właśnie obniżenie VAT-u z poziomu 17,5 procenta do 15. Uświadomienie sobie tego faktu dowodzi, że w Polsce mamy do czynienia z najgorszą formą lewactwa pazernego. Wieczne gadanie o tym, że należy się kochać i szanować to taki dym w oczy, może paru indolentów myślowych da się oszukać…
Nie wiem co mam Państwu napisać przed Świętami. Pewnie moi przyjaciele uwierzą, że życzę im wszystkiego najlepszego. Ale bardziej postaram się to uczynić osobiście, niż na tej płaszczyźnie. Bo wielu innym w ogóle niczego nie życzę, to i tak akt pokory, przecież chciałoby się powiedzieć coś nieuprzejmego. Bo oto dzisiaj rano znów szef kiepskiej firmy budowlanej (jeśli nie umie się zachować standardów czystości i terminów kucia w betonie – to jest to kiepska firma) zwiózł swych podwładnych, najwyraźniej w celu dokonania jakiegoś nowego, heroicznego czynu budowlanego. Jeżeli unieruchomią nam windę, zepsują szyb tejże, naświnią na klatkach schodowych – to daję słowo, że tym razem ja wezwę Straż Miejską i pokażę temu gnojowi, który napisał na kartce przyklejonej do lustra windowego „gówno możecie…”, że jednak coś z tą samowolą budowlaną zrobić można, a nawet trzeba.
M.Z.
Nie, nie wchodzę w dyskusje o celowości pewnej gruzińskiej podróży i lodzie na mongolskim lotnisku. Przedstawiciele tej partii i partii rządzącej to w gruncie rzeczy dwie połówki tego samego jabłka. Zły i dobry policjant. Różnią się nieco metodami, ale przecież cel jeden: udowodnić siedzącemu pokornie klientowi, że jednak musi założyć metalowe obrączki i kilka następnych dni spędzić w mało przytulnej, za to okratowanej piwnicy. Oczywiście dla jego dobra, bezpieczeństwa i tak dalej… No więc o czym tu gadać? Pojechał to pojechał. Paru towarzyszących grubasów powiedziało co powiedziało. I wystarczy komentarzy.
Znacznie ciekawsze jest to, co lewaczki wyprawiają w nurcie podskórnym, na wielu internetowych forach, skąd pouczają maluczkich, że tego i tego nie należy, to i to trzeba, a o pewnych ich pryncypiach to w ogóle bez sensu gadać, należy wprowadzić i już. Przykro mi to mówić w tym miejscu, ale dla mnie każdy lewaczek jest przedstawicielem ideologii w sumie zbrodniczej. A ten, który dowodzi, że Polakom w dobie kryzysu najbardziej potrzebna jest podwyżka akcyzy na to czy tamto, oraz utrzymanie najwyższego VAT-u – jest tumanem i szkodnikiem, wszystko jedno jaką pozycję służbową w rządzie czy administracji zajmuje. Opisywałem niedawno doraźne sposoby radzenia sobie z kryzysem w Wielkiej Brytanii, gdzie socjalistyczny było nie było rząd Browna rozważa właśnie obniżenie VAT-u z poziomu 17,5 procenta do 15. Uświadomienie sobie tego faktu dowodzi, że w Polsce mamy do czynienia z najgorszą formą lewactwa pazernego. Wieczne gadanie o tym, że należy się kochać i szanować to taki dym w oczy, może paru indolentów myślowych da się oszukać…
Nie wiem co mam Państwu napisać przed Świętami. Pewnie moi przyjaciele uwierzą, że życzę im wszystkiego najlepszego. Ale bardziej postaram się to uczynić osobiście, niż na tej płaszczyźnie. Bo wielu innym w ogóle niczego nie życzę, to i tak akt pokory, przecież chciałoby się powiedzieć coś nieuprzejmego. Bo oto dzisiaj rano znów szef kiepskiej firmy budowlanej (jeśli nie umie się zachować standardów czystości i terminów kucia w betonie – to jest to kiepska firma) zwiózł swych podwładnych, najwyraźniej w celu dokonania jakiegoś nowego, heroicznego czynu budowlanego. Jeżeli unieruchomią nam windę, zepsują szyb tejże, naświnią na klatkach schodowych – to daję słowo, że tym razem ja wezwę Straż Miejską i pokażę temu gnojowi, który napisał na kartce przyklejonej do lustra windowego „gówno możecie…”, że jednak coś z tą samowolą budowlaną zrobić można, a nawet trzeba.
M.Z.
środa, 26 listopada 2008
Nie jestem autorem…
Tak napisałem wczoraj. Teraz chcę coś do tego dodać: otóż nie będąc autorem wywieszki w kabinie windy w całej rozciągłości POPIERAM jej treść i podpisuję się pod nią. Dlaczego? To proste. Dzisiejsza wizyta ekipy naprawiającej dźwigi osobowe dowiodła, że nad ekipami remontującymi mieszkania w naszej klatce schodowej NIKT i nigdy nie miał żadnej kontroli – a jeśli chce powiedzieć, że miał to łże jak pies. Wnętrze szybu gruntownie zasypane jest miałkim gruzem pochodzącym z tychże remontów (no chyba że Marsjanie gruz przywieźli nocą…) Uszkodzone zostały drzwi wejciowe do kabiny pasażerskiej, w skórę dostały prowadnice tejże kabiny, cała elektronika i drobne detale mechaniczne, sterujące przesuwem urządzeń wewnątrz szybu. Serwisanci nie potrafili podać nawet przybliżonych kosztów tej naprawy, będą jednak spore. Nikt nie może oszacować strat, jakie ponieśli lokatorzy górnych pięter nie mogąc wybrać się do pracy, lekarza, sklepu, czy choćby tylko na spacer (bo taka ich wola).
Gdyby zleceniodawca remontu lub ktokolwiek inny chciał tłumaczyć się, że nie ustaliłem ponad wszelką wątpliwość pochodzenia zanieczyszczeń w szybie windy oświadczam: osobiście widziałem jak robotnicy wsypywali gruz do kabiny, raz bezpośrednio na podłogę, następnym razem na cienką folię położoną na podłodze – co oczywiście guzik dało, folia wyciągana z ładunkiem na parterze natychmiast pękła i wszystko wysypało się gdzie popadnie. Zatem to, co tu pisze ma walor ŚWIADECTWA.
Za nadzór – a za brak nadzoru w szczególności – odpowiada inwestor, którego obowiązkiem jest uczynić to samodzielnie, albo poprzez wskazaną, a kompetentną osobę czy firmę. Pracownicy administracji, pośród których są także inżynierowie budowlani wiedzą to doskonale. Wiedzą, co im za zaniechanie wykonywania swych obowiązków grozi. Jesli zas inwestorem byl inny lokator - to jego odpowiedzialnosc obejmuje rowniez, choc inny na to jest paragraf.
I na koniec, bo pisanie o takich rzeczach doprowadza mnie do szewskiej pasji (ileż to durnoty, samozadowolenia i bezmyślności kręci się wokół…) sprawa dopisku do oryginalnego tekstu, który sfotografowałem i zamieściłem przy tekście poprzedniej notatki - pewien MUNDROL dopisał tam „tchórz”. Wielce „szanowny” autorze dopisku! Skoroś taki mądry, skoroś taki piekielnie odważny to po pierwsze ujawnij się sam. Po drugie zabierz wszystkie śmieci, brudy i huk elektrycznych młotków w soboty i niedziele do swojego oddzielonego od otoczenia domu – i tam trwajcie w wiecznej szczęśliwości, sam będziesz wiedział najlepiej do czego tych rzeczy można użyć i co sprawi ci przyjemność. Nas natomiast zostaw w jako takich cywilizowanych warunkach, to nasze prawo.
PS. Na konkurencyjnej stronie domu Abramowskiego 9 ukazal sie wpis lokatora "oburzonego" nieporzadkiem na sasiedniej posesji Instytutu Techniki Budowlanej. Prosze Czytelnikow o zestawienie obu tych informacji: zamieszczonej dwukrotnie przeze mnie na tej stronie, a traktujacej o skrajnej ludzkiej bezmyslnosci - i tamtej, dowodzacej jakoby wysokiego poczucia estetyki. Kolega "Lokator z naruszonym poczuciem ladu" zupelnie nie chce przy tym przyjac do wiadomoci, ze nie burdel za parkanem jest tym, z czym powinnismy wojowac - ale trucizny lotne, wydzielane przez kominy podczas spalania roznych materialow budowlanych w tymze Instytucie. Gdyby spalali zwiazki cyjanku, ale dbali o okoliczne krzewy i nowa farbe na plocie - to byloby wszystko OK, prawda?
Marek Zarębski (też lokator)
Gdyby zleceniodawca remontu lub ktokolwiek inny chciał tłumaczyć się, że nie ustaliłem ponad wszelką wątpliwość pochodzenia zanieczyszczeń w szybie windy oświadczam: osobiście widziałem jak robotnicy wsypywali gruz do kabiny, raz bezpośrednio na podłogę, następnym razem na cienką folię położoną na podłodze – co oczywiście guzik dało, folia wyciągana z ładunkiem na parterze natychmiast pękła i wszystko wysypało się gdzie popadnie. Zatem to, co tu pisze ma walor ŚWIADECTWA.
Za nadzór – a za brak nadzoru w szczególności – odpowiada inwestor, którego obowiązkiem jest uczynić to samodzielnie, albo poprzez wskazaną, a kompetentną osobę czy firmę. Pracownicy administracji, pośród których są także inżynierowie budowlani wiedzą to doskonale. Wiedzą, co im za zaniechanie wykonywania swych obowiązków grozi. Jesli zas inwestorem byl inny lokator - to jego odpowiedzialnosc obejmuje rowniez, choc inny na to jest paragraf.
I na koniec, bo pisanie o takich rzeczach doprowadza mnie do szewskiej pasji (ileż to durnoty, samozadowolenia i bezmyślności kręci się wokół…) sprawa dopisku do oryginalnego tekstu, który sfotografowałem i zamieściłem przy tekście poprzedniej notatki - pewien MUNDROL dopisał tam „tchórz”. Wielce „szanowny” autorze dopisku! Skoroś taki mądry, skoroś taki piekielnie odważny to po pierwsze ujawnij się sam. Po drugie zabierz wszystkie śmieci, brudy i huk elektrycznych młotków w soboty i niedziele do swojego oddzielonego od otoczenia domu – i tam trwajcie w wiecznej szczęśliwości, sam będziesz wiedział najlepiej do czego tych rzeczy można użyć i co sprawi ci przyjemność. Nas natomiast zostaw w jako takich cywilizowanych warunkach, to nasze prawo.
PS. Na konkurencyjnej stronie domu Abramowskiego 9 ukazal sie wpis lokatora "oburzonego" nieporzadkiem na sasiedniej posesji Instytutu Techniki Budowlanej. Prosze Czytelnikow o zestawienie obu tych informacji: zamieszczonej dwukrotnie przeze mnie na tej stronie, a traktujacej o skrajnej ludzkiej bezmyslnosci - i tamtej, dowodzacej jakoby wysokiego poczucia estetyki. Kolega "Lokator z naruszonym poczuciem ladu" zupelnie nie chce przy tym przyjac do wiadomoci, ze nie burdel za parkanem jest tym, z czym powinnismy wojowac - ale trucizny lotne, wydzielane przez kominy podczas spalania roznych materialow budowlanych w tymze Instytucie. Gdyby spalali zwiazki cyjanku, ale dbali o okoliczne krzewy i nowa farbe na plocie - to byloby wszystko OK, prawda?
Marek Zarębski (też lokator)
Subskrybuj:
Posty (Atom)