piątek, 7 grudnia 2007

Wykonywać czy kreować?


Jako że rzecz cała dokonała się na Mokotowie – łączność jakaś z blogiem przyszpilonym do konkretnego adresu jest, więc zupełnie od rzeczy to nie będzie. Chodzi oczywiście o podpalenie auta Julii Pitery, pisałem o tej pani w ubiegłym miesiącu, następnie zaś przywoływałem materiał innego autora. Z podpaleniem było tak, że jak w dobrym kryminale na początku nikt nic nie wiedział, później pojawiło się tyle dowodów, że właściwie wystarczyło by na pięć podpaleń i tyluż sprawców. Podobno nakręcono nawet film z całej akcji, reżyser nosi powszechnie znane nazwisko Życzliwy, Stanisław Michalkiewicz twierdzi, że to z powodu rozliczeń księgowych. Zakładam, że zleceniodawca chciał mieć pewność, iż robotę wykonał ten, któremu miał zapłacić, a nie jakiś inny, równie wrogo nastawiony. Oznacza to zarazem, że kolejka drżących z niecierpliwości podpalaczy była długa i stąd wątpliwości płatnika mogły się pojawić. Ale z politycznej strony oznacza to też, że nadobną Julię wybrano jak najgorzej – w poprzedniej, rzekomo faszystowskiej dyktaturze Kaczorów jakoś nikomu nie przyszło do głowy, by podpalać auta na przykład znienawidzonego przez „niezależne telewizje” szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Czy „bullteriera” Kurskiego. W ogóle drzewiej podpalanie nie było w modzie. Raczej już luzowanie śrub mocujących koła - no ale to zamierzchłe lata 90-te... A pozyskiwanie świętych dla opozycji niewiast też dokonywało się inaczej, chciałoby się rzecz: bardziej dramatycznie i filmowo. Raz przy pomocy rewolweru, jak w wypadku Blidy, innym razem namiętnego romansu z agentem, podsyconego stoma tysiącami złotych, jak w wypadku Sawickiej. Prawie Bond James. A tu masz – wróciło siermiężne nowe... I już nie jest tak romantycznie i wzniośle. Śmierdzi spaloną gumą, nie prochem i perfumami.

Wykonawstwo kryminalne zatem kwitnie w najlepsze, a jest tak starannie dokumentowane, że niedługo nawet mocno podupadli złodzieje prześcieradeł ze strychów (podupadli, bo na strychach jak wiadomo nie suszy się teraz bielizna pościelowa, ale mieszka elita polityczna) nie będą chcieli wędrować do pierdla inaczej, jak za sprawą porządnie nakręconego materiału filmowego. Co byle komórka potrafi, więc nie jest tak źle. Znawcy przedmiotu twierdzą, że w tym sposobie na kreowanie newsów, a pośrednio też rzeczywistości zawiera się jednak pewne niebezpieczeństwo. Polega z grubsza na tym, że gdy pewnego dnia nie będzie żadnych nowych zleconych podpaleń, przecieków z IPN-u czy jak w przypadku Samoobrony nie wiadomo czyich dzieci – to bezrobotni sprawcy pokuszą się sami o nową sensację. Wyrzucą kogoś przez okno, otrują autovidolem, a może nawet podstawią nogę na przejeździe kolejowym. Praktyka dowodzi bowiem, że wykonywanie poleceń „idź i podpal” na dłuższą metę może okazać się nudne. Znacznie bardziej ambitne jest samodzielne kreowanie zdarzeń. Niestety oznacza to, że starzy specjaliści wrócili do pracy nie tylko w zapowiedziach polityków, ale naprawdę.

Z tymi strychami, o których wyżej też śmieszna sprawa. Otóż wspominana dama do specjalnych poruczeń Pitera Julia mieszka jak wiadomo na Mokotowie w takim adaptowanym pomieszczeniu. I kiedyś wysoka komisja miejska postanowiła obmierzyć przestrzenie nowej inwestycji lokatorskiej, były tam jakieś wątpliwości. Zapukali – i zostali wyrzuceni na zbitą twarz. Przyznam szczerze że to mi się podoba. Bo też i przymilanie się do tych osób jak widać nie przynosi spodziewanych efektów, natomiast traktowanie ich szczerze, choć impulsywnie – tak. Ciekawe czy Biuro Polityki Lokalowej podniosło Piterze z zemsty czynsz? Nie, no pewnie że ma z czego płacić... Wątpię jednak by ktoś podjął to ryzyko, stały etat to jednak stały etat. No i ramach odreagowania można nastraszyć tych z Abramowskiego 9, też Mokotów, więc bilans dzielnicowej działalności wyjdzie na zero...

Marek Zarębski

czwartek, 6 grudnia 2007

Podziały

Kilkakrotnie uczestniczyłem ostatnio w rozmowie, która miała dowieść, jakie to szkodliwe są podziały pomiędzy lokatorami. Równie to ambitne zajęcie, co dywagowanie nad problemem czemu to na świecie w tak boski sposób stworzonym nie panuje wyłącznie pora szczęścia i miłości. Ano nie panuje – i pewnie jest w tym jakiś głębszy zamiar. Szczerze mówiąc pomiędzy lokatorami nigdy nie istniało coś takiego, jak jednomyślność i wspólny kierunek działania. Ci, którzy bywali na ogólnych zebraniach tego domu wiedzieli to od początku. A jeśli nie wiedzieli to jak ułomnych przekonać o przewadze królewskiej purpury nad mdłą, choć właściwą cherubinom bielą? Dobrze, jedni lubią pomarańcze, inni spocone nogi i dresy. Dlatego z niektórymi dogadać się nie potrafię.

Nie było tedy lokatorskiej jednomyślności od początku, ponieważ – teraz chwila szczerości – jest pośród nas kilka osób, które niczym szczególnie intelektualnym wyróżnić się nie potrafią, ale postanowiły w jakiś sposób zaakcentować swa obecność pośród innych. No i sprzedawały te swoje nieszczęsne pomysły... Jak zwykle w takich wypadkach słychać było domaganie się o „szacunek dla innych poglądów”. Dalej szczerość kontynuując powiem, że inność mnie nie boli, głupota już tak. I dla inności pewien niewielki szacunek mam, dla głupoty nie. Ale wysłuchać jednej i drugiej mogę z powodzeniem. Ot, kwestia wprawy i cierpliwości... Z głupich pomysłów jednak nigdy nie skorzystałem, to należy tu podkreślić jak najmocniej. Do dzisiaj nie wierzę, że najmowanie dozorcy przez pośrednika jest dobrym pomysłem, bo gdzieś giną spore pieniądze i nikt poza pośrednikiem nie jest zadowolony. Opierać się też trzeba grupowo, to skuteczniejsze. A z urzędnikami pod żadnym pozorem nie wolno rozmawiać ich językiem, łatwo ściągają nas na swój poziom i pokonują tamże doświadczeniem. Mnóstwo osób uważa jednak inaczej. Vaia con dios...

Nasi urzędowi przeciwnicy o braku jednomyślności wiedzieli od początku. Na to liczyli, tak postępowali, choćby w targach o wysokość upustów związanych z usterkami występującymi w poszczególnych lokalach. Obniżki celowo i świadomie nie zostały ogłoszone publicznie, ale po cichu i na poły oficjalnie. Cel osiągnięto: połowa zapytanych przeze mnie czy dostali obniżkę odpowiadała, że nie lubi gdy zagląda im się do portfela. Ale do obrony i pogrubiania tego portfela nadawałem się jak najbardziej? Trzasnęło po raz pierwszy. A potem poszło już jak z płatka...

Ileż to razy nie mogliśmy spotkać się na oficjalnych zebraniach „ogółu” ponieważ znaczna część lokatorskiego zespołu miała to po prostu w nosie? To już sami Państwo wiedzą... Potem przykro było słuchać, jak jeden z drugim arogant utrzymywał, że grzyby, ryby czy koszenie trawy na działce jest pożyteczniejsze. Albo inne zajęcia, miliony razy wykonywane i możliwe do przełożenia. Cóż, zobaczymy jak „trwoga zajrzy do dupy”... Niektórym już zajrzała, wiem, ponieważ wpadli do mnie w chwili najmniej odpowiedniej by w czymś tam im pomóc. Pomogłem na ile po terminie mogłem.

Kiedy w październiku 2006 r. wziąłem się po raz drugi za prowadzenie spraw ogółu już po tygodniu wiedziałem, że wypuszczony kiedyś dym politycznej poprawności i łagodnej perswazji (w urzędniczym języku przekazywanej) zatruł dostatecznie dużo dusz i umysłów, by działania mogły być proste i skuteczne. Tak też się stało. Ci, którzy z racji znajomości procedur urzędniczych mogli być teoretycznie najlepszymi sprzymierzeńcami spraw poruszanych okazali się ich najżarliwszymi hamulcowymi. Tak to postrzegam i możecie się Państwo obrażać, nic mnie to nie wzrusza. Ten wątek podejmowałem już w innych swoich tekstach na tej stronie, niestety muszę go w tym miejscu powtórzyć – w kraju, w którym Okrągły Stół przyniósł zbiorowości niepowetowane szkody nadal obowiązuje maniera przycinania wszystkiego, co kanciaste do owalu. Złośliwie powiadając „gładko wchodzącego bez przerywania snu”... Kto chce może się temu podporządkować, to tylko kwestia wyboru. Na szczęście znalazło się parę osób, którym owa metoda nie odpowiada. Założyliśmy Stowarzyszenie „Po Drugiej Stronie”. I od początku nie zamierzamy ukrywać swego sposobu myślenia – czy to się komu podoba, czy nie podoba.

To w najprostszej wersji sprowadza się do stwierdzenia, iż kłamcom mówimy, że kłamią, a nie „mijają się z prawdą”. Urzędowych bufonów opisujemy jako osoby „nadęte”, nie zapominając dodać, iż niejednego durnia uratowała przed banicją powaga urzędu, który wykonywał – co na dłuższą metę nie działa, wszyscy to wiedzą. Nie dlatego, że my tacy mocni, ale z tej przyczyny, że każdy bufon ma swoich wrogów, którzy tylko czekają, aż mu się nóżka powinie. I tak dalej – pełna listę metod uważny Czytelnik znajdzie w innych tekstach. Dlaczego zatem w ostatnim czasie nanosimy łagodne poprawki na cudze teksty, nie mając zresztą żadnej gwarancji, że zostaną uwzględnione - miast upierać się przy swoim? Ano dlatego, by dowieść własnej elastyczności i umiejętności rozmawiania z sąsiadami. By mieć minimalny wkład w "negocjacje pokojowe" - po których naszym zdaniem i tak wybuchnie wojna, ostatnie pismo P. Freudenheim jest niczym innym, jak "rozpoznaniem bojem". Co jak pewnie przyznają najspokojniejsi jest alfabetem wojen właśnie, nie pokojowych czynności. Ale niech tam, gest można wykonać...

By przeciwnikom domu zagrać w tym miejscu na nosie powiem na koniec, że istnieje dla nich inne niebezpieczeństwo. Sprowadza się do tego, że lokatorzy mogą to wszystko, co wyżej opisuję po prostu udawać. Może zdecydowanie zwyciężyć nasza opcja. A mogą też pojawić się argumenty, o których na razie żadna z lokatorskich organizacji nie pisze – bo też i nie musi cudownej broni pokazywać od razu, na wstępnej paradzie. Niespokojnych snów naszym przeciwnikom serdecznie życzy...

...Marek Zarębski

wtorek, 4 grudnia 2007

Meandry ludzkiego myślenia?


Rozmawiam z różnymi ludźmi, w różnym wieku, często jak się powiada „zacnym” – a do dzisiaj nie mogę wyjść z zadziwienia jakie to ludzkie myślenie pokrętne, zaś głupota (gdy już się pojawia) uniwersalna i nie znająca granic, niestety wiekowych także. To byłoby jeszcze pół biedy, złą znajomość czy rozmowę łatwo przerwać, tu bez różnicy czy młody czy stary. Z tym drugim jednak należy jakby nieco ostrożniej, złośliwie myślę sobie, że kruche toto może, zawału dostanie lub grypy, zemrze przedwcześnie i rodzina pretensję wniesie, że było „znęcanie się”...

„Młody” (bo tak się podpisał) wnosi do mnie mailową prośbę o „usunięcie z parkingu tego grata malucha, co to jest kolegi”. No więc odpowiedź taka mniej więcej, że podobne postulaty należy zgłaszać bezpośrednio do zainteresowanego, kolega on taki sam dla nas obu, sąsiad na pewno, a ja w pośredników akurat już się nie bawię bo to kłopotliwe. „Młody” elektronicznie rezonuje, że jak tak to tak, ale na razie nie ma czasu, więc może przy okazji. W porządku, to rozsądne rozwiązanie. Ale idę do kuchennego okna, przyglądam się uważniej parkingowi i widzę, że to nie tylko sprawa tego piekielnego malucha. Szary samochodzik (były) bez tablic rejestracyjnych, pewnie bez ubezpieczenia, ot, kilkaset kilogramów złomu dla jakiego złomowego strażnika miejskiego - więc w razie czego sprawa prosta. Obok, w odległości typu „ni w pięć ni w dziesięć” stoi inny kwiatek, starawa nieco Corsa. Dokładnie tak, że pomiędzy rzeczonego malucha, a Corsę może wjechać półtora samochodu. Wjedzie oczywiście jeden i jeszcze spory dystans zostanie. Po co dystans? Nikt nie wie, właściciel Corsy też pewnie nie. Jako że obiad za pasem postanawiam na ten czas: nie moje małpy, nie mój cyrk.

No i wieczorem wyrwałem się niepotrzebnie właśnie wobec starszej osoby, przy okazji zupełnie innej rozmowy opowiadając też o tym, co wyżej. „O co panu chodzi, przecież im wolno!” Właściwie to już sam nie wiem. Wolno? Wolno utrudniać życie innym? Zachowywać się jak sobiepanek na bezludnej wyspie?

Marek Zarębski

W efekcie...

W efekcie rozmów przeprowadzonych z PP. Mikołajewskim i Stach otrzymaliśmy tekst sformułowanej przez nich odpowiedzi na pismo B. Wrońskiej Freudenheim z Biura Polityki Lokalowej. Nanieśliśmy poprawki i uzupełnienia, jakie naszym zdaniem winny się tam znaleźć - jeśli dokument ma być wysłany W IMIENIU WSZYSTKICH LOKATORÓW. To fragmenty dopisane pogrubioną kursywą do oryginalnego tekstu. Mamy nadzieję, że całość zostanie uwzględniona.

Szanowna Pani Dyrektor !

W związku z otrzymanym pismem PL-UM-WLM-MZG-7145-78-4-07 datowanym 16.11.2007r, pragniemy odnieść się do następujących kwestii:

W naszej ocenie i w naszym przekonaniu nowelizacja przepisów prawnych dotyczących możliwości nabywania lokali w budynku Abramowskiego 9 przez ich najemców leży nie tylko w interesie mieszkańców, lecz również m. st. Warszawy. Sądzimy zatem, że Pani stanowisko polegające na przeciwstawianiu interesów miasta interesom lokatorów jest głęboko niesłuszne – a powstająca w wyniku tej operacji myślowej opozycja „Gospodarne miasto – chciwi lokatorzy” to twór sztuczny.

Zarówno nam, mieszkańcom budynku, jak i właścicielowi komunalnego zasobu mieszkaniowego, zależeć powinno na jak najlepszej jakości zarządzania powierzonym mieniem. Nam dlatego, że od lat domagamy się zrealizowania treści tych dokumentów, na bazie których zasiedliliśmy obecnie zajmowane lokale – miały być o standardzie wyższym od innych standardów. A nie są takimi i nigdy nie były. W tej sytuacji możliwa jest również opcja urealnienia opłat za coś, co jest jakie jest. Nie będziemy się tu powtarzać, opis budynku, lokali i ich wad powielany był wielokrotnie. W poprzednim piśmie wspomnieliśmy, iż wykonywane przez ZGN MOKOTÓW, jednostkę organizacyjną m. st. Warszawy, czynności zarządzania w/w nieruchomością muszą odbywać się przy stosowaniu licznych przepisów prawnych, którym nie podlegają Wspólnoty Mieszkaniowe. Odnosi się to przede wszystkim do spraw remontowych (konieczność stosowania zapisów ustawy Prawo Zamówień Publicznych, brak ekip remontowych spełniających wymogi określone w SIWZ) i eksploatacyjnych (zakres działalności ochrony a także firmy sprzątającej wyłonionej w drodze przetargu do obsługi wszystkich budynków stanowiących własność m. st., co skutkuje brakiem indywidualnego podejścia do powierzonych zadań (anonimowość osoby sprzątającej, brak kontaktu z osobą odpowiedzialną za stan rzeczy) oraz nienależytym wykonaniem zobowiązań umownych (brud, dewastacja okien, klatek, wind itp,). Jak niedoskonała to praktyka pokazują wszystkie nasze zapiski na stronie internetowej, dowodzi tego obszerna korespondencja z zarządcami budynku, opinie lokatorów. Zdjęcia, opisy i relacje świadków ze zdarzeń są w naszej ocenie dostatecznie mocnymi dowodami, by nie skupiać się więcej nad ich wagą i znaczeniem. W efekcie sztywnego stosowania się do wyżej wymienionych zapisów ustaw o zamówieniach publicznych nasz dom praktycznie nie ma dozorcy, ochrona służy opiece socjalnej nad grupą emerytów i rencistów, prace remontowe prowadzone były w sposób jeśli nie skandaliczny, to co najmniej nieudolny, a prace naprawcze w bieżącym zakresie, na przykład przy wymianie uszkodzonej listwy bramy garażowej do poziomu podziemnego trwały TRZY MIESIĄCE. Działania administratorów w zakresie drobnych napraw bieżących (wymiana nie działających punktów świetlnych, malowanie złuszczonych z powodu wilgoci fragmentów ścian, wymiana zamka w pomieszczeniu śmietnika) są skandalicznie przewlekłe i niechlujne, miast podwyższać standard wspólnego dobra – obniżają go w widoczny sposób.

Efekty dotychczasowego, ponad sześcioletniego zarządzania nieruchomością (być może niejednokrotnie niezamierzone) coraz bardziej odbiegają od cywilizowanej normy, naszych oczekiwań i nie znajdują naszej aprobaty. Jako mieszkańcy chcielibyśmy godnie mieszkać w należycie zadbanym budynku, mieć wpływ na jakość świadczonych usług oraz stan techniczny lokali i ich otoczenia, korytarzy, klatek schodowych, substancji budynku oraz terenu zewnętrznego (podwórek). Nie z powodu narastającej chęci ukrytego i bezpłatnego przekształcania się z najemców we właścicieli, ale właśnie z powodu obywatelskiego myślenia o dobru wspólnym. To wspólnemu dobru poświęcona jest od lat nasza działalność w różnych grupach i reprezentacjach. Tej sprawie przecież poświęciliśmy setki godzin rozmów, pracy i takich konkretnych działań, które najprościej można zauważyć na stronie internetowej domu. Nie taimy satysfakcji, że niektóre podnoszone przez nas kwestie jednak ZNALAZŁY UZNANIE W OCZACH MIASTA. I nie taimy też żalu, że część z nich, bodaj najistotniejsza, nie może przebić się przez mur kurczowego trzymania się przepisów paraliżujących działanie. Przepisów należy przestrzegać, litery prawa należy trzymać się – ale nieżyciowe paragrafy i hamujące postęp zapisy ustawowe MOŻNA I NALEŻY CHCIEĆ ZMIENIAĆ.

Dlatego też wręcz zadziwia nas Państwa „jednoznaczne stanowisko” odnośnie braku możliwości nabywania najmowanych lokali obecnie oraz w najbliższym czasie. Własność prywatna w świetle Traktatu, jaki podpisany zostanie 13 grudnia z Unią Europejską o ile jest stworzona w uczciwy i legalny sposób nie tylko NIE JEST RZECZĄ NAGANNĄ – ale wręcz wskazaną. Wielka szkoda, że dotychczasowe wnioski mieszkańców budynku w sprawie wykupów złożone na Państwa pismo z lipca 2005r posłużyły jedynie jako element monitorowania funkcjonowania uchwały Rady m. st. Warszawy z dnia 2 grudnia 2004r Nr XLIII/1010/2004. w obecnym kształcie. W w/w piśmie o tym nie wspomniano. Zasugerowano nam, że w przypadku zainteresowania wszystkich najemców, m. st. Warszawa rozważy taką możliwość.

Zasady nabywania lokali w budynku Abramowskiego 9 o powierzchni powyżej 80 m2 (występują tu także mniejsze metraże) nie muszą być związane z automatycznym udzielaniem wysokich bonifikat, co miałoby skutkować wobec decydentów zarzutami niegospodarności mieniem publicznym. W innych miastach sprzedaż lokali wybudowanych po 1995r jest praktykowana (właśnie z odpowiednio mniejszymi bonifikatami). TEN FRAGMENT SUGERUJĘ USUNĄĆ. Powód: a kto wojuje o mniejsze bonifikaty? Kto chce kupować drożej od innych komunalnych lokatorów?

Naszym zdaniem przy rozważaniu celowości sprzedaży lokatorom najmowanych mieszkań należałoby uwzględnić takie czynniki, jak rzeczywisty koszt budowy, koszt usunięcia wad i usterek (o ile takie występują), okres najmu (od 2001/2002 roku), wysokość czynszu zapłaconego w czasie najmowania lokalu, oraz wartość lokalu, który każdy z najemców przekazał do dyspozycji m. st. Warszawy w zamian za możliwość zamieszkania w obecnym. Należałoby także podkreślić, iż w kilku przypadkach były to lokale wyodrębnione, przekazanie na rzecz m. st. Warszawy w drodze umowy nieodpłatnego przeniesienia własności. Nie bez znaczenia jest tu też fakt, że w obecnej, niesprzyjającej, a naszym zdaniem krzywdzącej najemców sytuacji pozostajemy już wiele lat. Usterki zdiagnozowane w roku 2003 – 2004 pogłębiły się, pojawiły się też nowe, dokładnie w miejscach, które kiedyś wskazywaliśmy grupom inspekcyjnym, lecz te nie uznały ISTNIENIA FAKTÓW. To stąd właśnie wzięła się nasza nieufność wobec dotychczasowego składu owych grup. Proponujemy zatem opracowanie projektu zasad nabywania przedmiotowych lokali do zaopiniowania przez odpowiednie organy m. st. Warszawy. Ale proponujemy również nową, rzetelną i kompleksową ocenę obecnego stanu domu, lokali, wspólnych ciągów komunikacyjnych – ocenę wykonaną przez niezależnych ekspertów, nie pozostających w bezpośrednim związku z Mokotowem, mokotowskim ZBK-iem czy DOM-em. Praktyka lat minionych dowiodła bowiem, że ich ogląd substancji materialnej domu ma znacznie więcej wspólnego z rzeczywistością, niż optymistyczne raporty słane do zwierzchników przez obecnych zarządców. Praktyka ogłaszania kolejnych przetargów na wykonanie napraw w naszych mieszkaniach tak długo nie przyniesie efektu, jak długo zakres prac będzie przedstawiany przyszłym ich wykonawcom w oparciu o stare, nieaktualne oceny szkód i niedoskonałości. Który przedsiębiorca weźmie się do pracy, jeśli z opisu mu przedstawionego wynika, że w kuchni lokalu X należy wymienić 2 m. kw. ceramicznej wykładziny – a w istocie wymiar prac koniecznych jest dwukrotnie większy? Który lokator pokwituje wykonanie prac wykonanych w połowie? Który zgodzi się na dopłacanie z własnych środków do rzeczy i spraw, za które już przecież kiedyś zapłacił i w postaci wysokiego czynszu płaci nadal?

Pragniemy też zwrócić Państwa uwagę, że czynsz wolny 10,00 zł/1m2 jest około trzy-czterokrotnie wyższy niż średni obecny czynsz za lokale komunalne usytuowane w m. st. Warszawa, które można wykupić ze znaczną bonifikatą już po pięciu latach wynajmowania. A zatem z lokali, które najmujemy uzyskano w tym samym czasie kilkukrotnie wyższy przychód, niż innych lokali mieszkalnych, pozostających w zasobach komunalnych.

W odniesieniu do komercyjnych lokali użytkowych, o których niegdyś wspominaliśmy, gospodarowanie mieniem publicznym nie wyklucza możliwości ich nabycia już po trzyletnim okresie najmu (poprzednio: pięcioletnim). Wynika z tego jasno, iż zasady ich nabywania można zliberalizować z korzyścią dla najemców.

Na zakończenie chcemy dodać, iż Państwa sugestia, iż czynsz w kwocie 10,00 zł/m2 nie jest wysoki w porównaniu do stawek wolnorynkowych (52,00 zł/1m2 pow. – cena ofertowa), wg danych ze strony www.oferty.net jest wręcz absurdalna. Przede wszystkim dlatego, że nie uwzględnia sytuacji prawnej obecnych najemców - przypominamy, że miasto przejęło nasze poprzednio zajmowane lokale, niejednokrotnie o statusie własnościowym. Przypominamy dalej, że oferta najmu lokali o pow. powyżej 80 m2 skierowana była do grupy tzw. średniozamożnych, stałych mieszkańców dawnej gminy Centrum, posiadających tytuł prawny do innego lokalu, deklarujących chęć jego zamiany na lokal o zapowiadanym podwyższonym standardzie, ze stawką czynszu wolnego.

Naszą intencją nie było więc porównanie czynszu do cen wolnorynkowych, lecz zwrócenie Państwa uwagi na konieczność obniżenia stawki do poziomu adekwatnego do istniejącego standardu.

Licząc na wnikliwe przeanalizowanie poruszonych kwestii oraz współpracę, pozostajemy z poważaniem,

Artur Mikołajewski

Anna Stach

Poprawki naniesione kursywą: Marek Zarębski w imieniu Stowarzyszenie „Po Drugiej Stronie”

niedziela, 2 grudnia 2007

Czy taka jest stała praktyka działania BPL?

Dzisiaj – tu pewnie niektórych mocno zdziwię – przedruk materiału z Gazety Stołecznej. Podkreślony i wyczerniony fragment złożony wyższą czcionką to „dzieło” niżej podpisanego. Czy widzą Państwo jak potrafi działać Biuro Polityki Lokalowej Ratusza? Czy to również dzieło naszej respondentki? Nie wiem, nie mam pewności. Ale przeczytać warto. Polecam! Link do tego tekstu odnaleziony został na stronie www.abramowskiego9.waw.pl Skorzystałem – i nie żałuję

Z miastem nie rób interesu

Małgorzata Zubik
2007-12-02, ostatnia aktualizacja 2007-12-02 20:03

Na pl. Hallera miał powstać wyczekiwany przez mieszkańców bar mleczny. Od stycznia 2006 r. lokal jest gotowy, ale pewnie nigdy nie zostanie otwarty. Miasto na nim nie zarabia, przedsiębiorcy zaś grozi bankructwo.


Pan Jacek wygrał przetarg i poprosił o zgodę na podpisanie umowy już ze spółką. Po długich analizach i zasięgnięciu opinii w biurze polityki lokalowej ratusza Zakład Gospodarowania Nieruchomościami odmówił. Powód? Skoro przetarg wygrała osoba fizyczna, to właśnie ona powinna podpisać umowę.

- Mijały terminy, więc zdecydowałem się podpisać umowę na siebie, a potem zmienić - słyszymy. - Byłem pewien, że nie będzie z tym problemu.

W umowie z ZGN jest punkt, który każe najemcy poinformować o zmianie formy prawnej prowadzonej działalności. Przedsiębiorca informuje więc o spółce i prosi o aneks do umowy. Śle kolejne pisma do urzędników i równocześnie prowadzi remont - wymienia instalacje, drzwi, okna. Wydał ok. 70 tys. zł. ZGN nie przysyła faktur za najem, co wspólnicy przyjmują za dobrą monetę. Widać urzędnicy uznają ich nakłady na lokal i rozliczają je w czynszu.

W styczniu 2006 r. bar mleczny i niewielka kawiarnia są gotowe do otwarcia. Ale spółka nie może podpisać umów na dostawę mediów i uzyskać pozwoleń sanepidu i straży pożarnej, bo nie ma umowy z ZGN. Bar więc stoi pusty. Przychodzi kolejna odmowa podpisania umowy ze spółką pana Jacka.

Sąd skazuje, komornik eksmituje

Do szykowanego na pl. Hallera baru zaglądają okoliczni mieszkańcy. Dopingują przedsiębiorcę, w witrynach naklejają kartki z żądaniem szybkiego otwarcia baru. Bar powstaje, ale na Targowej. - Pomógł mi syn starszej pani z pl. Hallera - opowiada pan Jacek. - To prezes spółki związanej z FSO, właśnie szukał kogoś na miejsce KFC. Wynająłem wyposażony lokal, otworzyłem go bardzo szybko, mam stałych klientów i płacę czynsz na czas. Prezesowi jest wszystko jedno, czy płaci mu Jacek, czy Wacek, czy spółka.

Potyczki z ZGN kończą się źle. Gdy Jacek Domeradzki angażuje do sprawy mecenasa, urzędnicy kierują sprawę do sądu. Zapadają wyroki o zapłacie zaległości i o eksmisji. - Nie mogłem płacić czynszu, skoro bar nie ruszył. Teraz mam 100 tys. zł długu, którego nie jestem w stanie oddać. Nie mam mieszkania, domu, pieniędzy. A miasto ciągle traci, bo lokal stoi pusty - mówi. - Chciałbym wrócić do punktu zero. Moje długi i to, co włożyłem w lokal, plus kaucja, równoważą się. Wystarczy parę tygodni i bar może ruszyć.

Ale wicedyrektor ZGN Danuta Rochalska nie zamierza negocjować z przedsiębiorcą. Dlaczego urzędnicy nie zgodzili się na umowę ze spółką? Jej zdaniem przepisy nie pozwalają na zmianę przedsiębiorcy po zawarciu umowy najmu. Czy to znaczy, że odmawia się wszystkim bez wyjątku? Okazuje się, że nie, bo każdy przypadek jest indywidualny.

W efekcie urzędnicy interpretują zapisy tak, jak uważają. W Śródmieściu i na Mokotowie nie robią problemów. - Urzędnicy nie są od tego, żeby ludzi ciągać po sądach, ale żeby pomóc człowiekowi. Brakuje tutaj ludzkiego podejścia - kwituje radny Wachowicz.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Szanowni !

Na drzwiach klatek schodowych ukazało się nasze ogłoszenie – z prawidłowym adresem do strony. Tę wskazówkę zawiera także witryna przedstawiciela lokatorów (dzięki!), ale jak wiadomo nie wszyscy nawigują po sieci chętnie, niektórzy zaś sprawnie. Polecamy zatem zawarte na naszym blogu treści, są różne od dotychczas spotykanych i niekoniecznie zawsze opowiadają o domu, w którym przyszło nam wspólnie mieszkać. Ostatnie teksty traktują jak najpoważniej o sprawie ważnej dla zbiorowości, to jest piśmie, jakie zamierzamy wysłać do P. Jakubiaka, v-ce prezydenta Warszawy i odpowiedzi na list PP. Mikołajewskiego i Stach w sprawie obniżki czynszów i wykupu lokali. Respons do lokatorów wysmażyła P. Freudenheim. Jest... co najmniej kuriozalny. Ale jest też groźny. Sugeruję zapoznanie się z całością.

Czy szukamy w ten sposób nowych sprzymierzeńców? Nie. Praktyka dowiodła, że małe grupy działają sprawniej. A jeśli jeszcze jest pośród nich wspólnota myślenia to owa sprawność ulega zwielokrotnieniu. Dlatego na pytanie czy można do nas dołączyć odpowiadam uczciwie: i tak i nie. Tak jeśli myślimy podobnie. Nie jeśli nowy członek Stowarzyszenia zamierza go przekierować na inne tory postrzegania świata i spowodować wewnętrzne spory. Jeśli komuś przyjdzie do głowy stwierdzenie, że to niedemokratyczne odpowiem: zgadza się, to niedemokratyczne. Ale też nie zakładaliśmy grupy działającej w kryzysie na bazie niekończących się ustaleń i marazmu. Po to tylko, by ktoś później nas komplementował – dostali w tyłek, ale jakaż to piękna i demokratyczna była porażka...

W tekstach z października i listopada znajdą Państwo wszystko: kto, co, po co i kiedy. Jakie jest nasze stanowisko w sprawie dozorcy, remontów, ochroniarzy, parkingów, ZBK-u i ADM-u. W ten sposób poznacie poglądy członków Stowarzyszenia. Będziecie mogli rozważyć, czy sensowne to dla Państwa – czy nie. Jeśli sensowne – prosimy o kontakt.

Marek Zarębski – jako rzecznik Stowarzyszenia

sobota, 1 grudnia 2007

Błądzenie mocarstw i mocarzy

Przedstawiciele (zostawmy na razie spory protokolarne - to nie ten czas) lokatorów z sąsiedniego związku lokatorskiego wysłali niedawno pismo do Biura Polityki Lokalowej z petycją o obniżenie obecnie obowiązujących czynszów w naszym domu - i umożliwienie lokatorom wykup zajmowanych mieszkań. Poniżej przywołuje odpowiedź, jaka niedawno nadeszła. Pod nią zamieszczam propozycje wątków, jakie moim zdaniem powinny znaleźć się w odpowiedzi podpisanej przez jak największą liczbę sąsiadów. Nie możemy odpowiedzieć bezpośrednio, nie do nas adresowana była imienna przesyłka. Moim zdaniem należy nam się ZEBRANIE OGÓLNE i "MIĘDZYRESORTOWE" wszystkich, którzy chcą tu normalnie mieszkać w nadchodzących latach. Mili Państwo: zaczyna dziać się BARDZO ŹLE! Zresztą poświęćcie chwilę i zobaczcie sami.

=============================
PISMO ADRESOWANE DO PP. MIKOŁAJEWSKIEGO I STACH:



Urząd Miasta Stołecznego Warszawy

Biuro Polityki Lokalowej
ul. Gmaletta 2,00-099 Warszawa, tel. (022) 827 51 33,695 79 75, faks (022) 827 06 62 sekretariatbpl@warszawa.um.gov.pl, www.um.warszawa.pl
Warszawa, dn/C 11.2007r. PL-UM-WLM-MZG-7145-78-A -07

Grupa Inicjatywna bloku
Abramowskiego 9
Pan Artur Mikołajewski
Abramowskiego 9 m. 11 02-667 Warszawa Pani
Anna Stach Abramowskiego 9 m. 36 02-667 Warszawa


W odpowiedzi na Państwa kolejne pismo z dnia 3 października 2007 roku dotyczące umożliwienia bezprzetargowej sprzedaży lokali mieszkalnych znajdujących się w budynkach wybudowanych po 1995r. i stanowiących 100 % własności Miasta, uprzejmie informuję, iż stanowisko w tej sprawie zostało Państwu przedstawione w piśmie Nr PL-UM-WLM-MZG-7145-78-2-07 z dnia 2 lipca 2007r. i nie uległo zmianie - w najbliższym czasie władze Miasta nie przewidują zmian w tym zakresie.
Państwa zarzut jakoby obecne stanowisko było niespójne w związku z pismem Nr PLI.7140/S-36/05/AK z dnia 28 lipca 2005r. w którym podkreślono, że rozważenie możliwości wykupu lokali na ul. Abramowskiego 9 jest uzależnione od złożenia wniosków przez wszystkich najemców mieszkań usytuowanych w tym budynku nie może znaleźć akceptacji ani też uzasadnienia. W przedmiotowym piśmie oraz w piśmie Nr PL.WLM/AK/7145/S-345-2/06 z dnia 26 czerwca 2006r. zaznaczono bowiem, że przeznaczenie do zbycia musi być poprzedzone analizą i celowością takich działań. Zatem w pismach tych nie sugerowano, że złożenie wniosków najemców spowoduje podjęcie działań w kierunku zmiany uchwały Nr XLI 11/1010/2004 Rady m. st. Warszawy z dnia 2 grudnia 2004 r. w sprawie zasad wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu miasta stołecznego Warszawy (ze zm.), lecz zasygnalizowano jedynie, że w takiej sytuacji zostanie to uwzględnione przy monitorowaniu funkcjonowania uchwały w jej obecnym kształcie.
Niezależnie od powyższego warto podkreślić, że sprzedaż lokali powyżej 80m2 z wysoką bonifikatą w niedawno wybudowanych budynkach naraża osoby podejmujące taką decyzję na zarzut niegospodarności mieniem publicznym.
W związku z powyższym ponownie przedstawiam jednoznaczne stanowisko - m. st. Warszawa nie planuje sprzedaży lokali w budynku przy ul. Abramowskiego 9.
Odnosząc się do kwestii wysokiego czynszu, pragnę zauważyć, że czynsz ten nie jest, jak Państwo sugerują, czynszem wolnorynkowym. Z informacji na stronie www.oferty.net wynika, że średni czynsz na rynku najmu w Dzielnicy Mokotów wynosi około 52 zł/m2. Zatem Państwa prośba o jego obniżenie z uwagi na nieadekwatność wysokości tego czynszu wydaje się nieracjonalna. Tylko w indywidualnych sytuacjach, z uwagi na treść art. 664 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. kodeks cywilny (Dz. U. z 1964r. nr 16, póz. 93 ze zm.), można rozważyć obniżkę czynszu, jednakże wynikać to musi z konkretnej sytuacji przewidzianej przepisami ww. ustawy. Wg dokumentów, które są w posiadaniu tut. Biura, zarządca nieruchomości, tj.: Zakład Gospodarowania Nieruchomościami w Dzielnicy Mokotów (ZGN-Mokotów) w wielu przypadkach wykorzystał zapis przedmiotowej ustawy i czynsze, w uzasadnionych przypadkach, zostały obniżone.
Pragnę Państwa również poinformować, iż ZGN-Mokotów jest zobowiązany do podejmowania działań mających na celu przywrócenie odpowiedniego stanu technicznego przedmiotowego budynku. Informowaliśmy już o tym Państwa w piśmie z dnia 15 grudnia 2006r. o nr PLWUR/0717-7243/2006™.
Działania te przewidują w pierwszej kolejności usunięcie przyczyny, a następnie skutków istniejących usterek. W przypadku gdy przyczyna i wynikające z niej usterki znajdują się w lokalu, np.: przy miejscowym odparzeniu tynków lub glazury, wówczas Najemca zobowiązany jest, w ustalonym z właścicielem terminie, udostępnić lokal w celu dokonania naprawy. Uniemożliwienie wykonania tych prac w lokalach, gdzie można jednocześnie usunąć przyczyny i skutki, jest działaniem na szkodę właściciela budynku. W związku z tym informuję, że jeśli mimo podjętych przez Właściciela prób, mających na celu skuteczne usunięcie usterek w lokalu, z przyczyn zależnych od Najemcy nie dojdzie do udostępnienia lokalu, wówczas obniżona stawka czynszu zostanie przywrócona do pierwotnej wysokości. Taka bowiem postawa Najemcy będzie oznaczała, że rzecz najęta nie ma wad, które ograniczają jej przydatność do umówionego użytku, a w związku z tym najemca nie ma podstaw by żądać obniżenia czynszu.
Mając powyższe na uwadze uprzejmie proszę Najemców budynku przy ul. Abramowskiego 9 o współpracę i umożliwienie Zarządcy wykonanie robót, zaplanowanych na rok 2008, zmierzających do doprowadzenia budynku do należytego stanu technicznego. Wezwania do udostępnienia lokali mieszkalnych przed planowanymi pracami remontowymi wiążą się z kompleksową wyceną robót i zaplanowaniem remontu niniejszego budynku.
Z góry dziękuję za wyrozumiałość i współpracę.

Beata Wrotitka-Freudenheim

Do wiadomości:
• Burmistrz Dzielnicy Mokotów
• Zakład Gospodarowania Nieruchomościami w Dzielnicy Mokotów

=============================

Powiem szczerze, ze zamurowało mnie po przeczytaniu powyższego pisma. Żyje już pewien czas na tym łez padole, różne prowadziłem wojny z urzędnikami – ale takiej arogancji i pewności siebie jeszcze nie spotkałem. Poniższe zapiski to tylko próba naszkicowanie kierunków odpowiedzi. Jednej z wielu możliwych. Jednak przyjrzyjcie się temu. Może warto pójść w tym kierunku?

Szanowna Pani!

We wstępnym fragmencie dotyczącym kwestii wykupu zajmowanych przez nas lokali pisze Pani, że stanowisko miasta zostało nam przedstawione, decyzja podjęta, koniec rozmowy. Iście to mocarstwowe podejście do sprawy. Równie mocno wyrażone, jak decyzje mocarstw światowych dotyczące podziału tegoż świata – na przykład w 1943 roku w Jałcie i w 1944 r. w Teheranie. Skutki tych decyzji ponosiliśmy my, Polacy, dobrych kilkadziesiąt lat. A jednak pewnego dnia coś się zmieniło. Świat Jałty i Teheranu przestał istnieć. Mocarstwa doszły do wniosku, że myliły się. Czy dopuszcza Pani do siebie myśl, że może się mylić również?

Passus dotyczący podpisów lokatorskich pod petycją dotyczącą wykupu zajmowanych lokali: twierdzi Pani, że nikt nikomu nie sugerował takiej możliwości. Mija się Pani z prawdą. Sugerowano nam taką możliwość. Inaczej skąd cała sprawa i owe podpisy? Samowolka lokatorska? Nie było czegoś takiego. Czemuż to Pani logika ma być lepsza od naszej zbiorowej logiki? A przede wszystkim pamięci?

Fragment dotyczący wysokich czynszów i Pani odniesienia się do nich: ponoć średni internetowy kurs metra kwadratowego na Mokotowie wynosi 52 zł/m.kw. Zapomniała Pani dodać wyjaśnienie czy powierzchni mieszkalnej, czy komercyjnej. Gdybym był na przykład białoruskim banitą zmuszonym do wynajmowania lokalu na wolnym rynku, właśnie na Mokotowie, pewnie nie miałbym prawa do dyskusji z Panią na temat poziomu cen w tej dzielnicy. I mając worek odłożonych dolarów prędzej czy później dokonał bym transakcji wynajmu. Byłbym do tego zmuszony. Ale też nie za te pieniądze, które usiłuje nam Pani wmówić w swoim piśmie. 52 zł to kwota wirtualna, wyssana z palca. Jako doświadczony urzędnik nie powinna Pani mylić koncertu życzeń prywatnych właścicieli-posesjonatów z obowiązkami samorządowej gminy wobec jej mieszkańców. Myślę, że stosowne zapisy prawne znajdzie Pani bez trudu. Najpewniej celowo, ale z całą pewnością świadomie pomija Pani znamienny fakt, że zanim Miasto cokolwiek w dość szalbierczej transakcji sprzed 7 i 8 lat nam wynajęło – wzięło od nas wszystko, co mieliśmy, co zostało wycenione na niemałe pieniądze, co oddaliśmy w stanie znacznie lepszym, niż nasze obecne, podobno komercyjne przestrzenie mieszkalne. Pisze Pani zatem nie do banitów, ale pełnoprawnych obywateli RP. Nie przyszliśmy do Pani, możnowładczyni tego świata z gołą ręką i znikąd. Powiem w tym miejscu wprost: ani Pani Demiurg, ani my dzicz bezpaństwowa kwalifikująca się do utopienia w Wiśle.

Kwestia udostępnienia lokali do szacunku usterkowego, a następnie remontów: Pani nas najwyraźniej straszy. Skoro jednak jesteśmy przy szczegółowych kwestiach – otóż lokatorzy nigdy nie opierali się wobec wejścia do ich domów (także chronionych przez odpowiednie przepisy prawne, o których raczy Pani milczeć) ekip oceniających niedoskonałości budowlane. Mieliśmy natomiast istotne zastrzeżenia wobec rzetelności tych ocen. Niestety czas pokazał, że to my mieliśmy rację, nie podlegli Pani taksatorzy. Po prostu wali się to, co wówczas wskazywaliśmy, a co nie zostało uznane. Odpada co pokazywaliśmy palcem – a nie to co w Państwa imaginacji było twarde jak skała. Czy zatem chce Pani naprawić coś, co tkwi w dokumentach sprzed lat w sposób również sprzed lat znany? Czy uwzględni Pani fakt, że pakiet usterek powiększył się - a w dokumentach przetargowych dla firm mających podjąć się ich usunięcia nadal stan z dawnej inspekcji?

Co się zaś tyczy remontów: proszę nam wskazać przepis prawny zmuszający lokatora do powierzenia całego swego majątku obcym ludziom. Proszę nam wskazać paragraf nakazujący obywatelowi spędzanie urlopu w terminie Państwu odpowiadającym lub ustalonym z jego sąsiadami. Proszę nam wskazać paragraf nakazujący wielu osobom starszym i niedołężnym do przestawiania tegoż dorobku tak, by panowie domorośli malarze mieli pełen dostęp do miejsc pracy. A czemu nazywam ich w ten sposób? Wyjaśnienie znajdzie Pani na każdej naszej klatce schodowej – niedołęstwo zawodowe i partactwo rzemieślnicze aż kłuje w oczy. Ci ludzie gotowi są Pałac Belwederski przerobić w slumsy w ciągu jednej sesji remontowej. Dowody czekają na Pani wizytę. Porzucone drabiny i kubły z zaschniętą farbą, parumetrowe dziury po spadających tynkach, niedokończone połacie pseudomalowania. Życzliwi ludzie, doprawdy tych u nas nie brakuje, wskażą Pani miejsca, gdzie na przykład na wewnętrznym podwórku tylko sztuczna murawa przykrywa prawdziwe bagnisko. Zapraszamy! Na wizję w tak zwanym realu - nie na lekturę optymistycznych sprawozdań naszych administratorów i zarządców.

A jednoczesne usuwanie przyczyn i skutków usterek występujących w naszym domu sugeruję powierzyć ocenie nie tylko swojej – niestety muszę w tym miejscu przypomnieć Pani opisy dokonań zimowych ludzi, którzy podczas trzaskających mrozów usiłowali osuszyć fundamenty. To my, a nie Pani byliśmy tego świadkami. To my, a nie Pani ponosimy konsekwencje tych wyczynów. Bo że okazały się nieskuteczne to pewnie już Pani wie...

Znaleźliśmy się zatem w punkcie, w którym trzeba sobie powiedzieć jasno: mamy świadomość, że powołuje się Pani na realnie istniejące przepisy prawne. Ale dlaczego czyni Pani z nich mieszankę typu „sałatka jarzynowa” – bo tak Pani wygodniej? Zatem w naszym przekonaniu interpretuje Pani prawo jednostronnie i zawsze z korzyścią dla siebie, nie lokatorów, nie prawdy. Pozwoli Pani zatem, że również zwrócimy się ku prawu – nas chroni ono w tym samym stopniu. Jeśli zajdzie taka konieczność zapytamy właściwych organów stojących na straży prawa jak to możliwe, by urzędnik państwowy tak kurczowo trzymał się arbitralnie interpretowanych zdarzeń, spośród których to najważniejsze, że miasto wynajęło nam nie to, co tkwi w podpisanych umowach. Jak to możliwe, że ekspertyzy, które sami Państwo zleciliście dowodnie pokazują, iż dom, w którym mieszkamy w niczym nie przypomina domu normalnie postawionego i administrowanego – a już z całą pewnością nie należy do kategorii komercyjnych czy „o podwyższonym standardzie”? W odpowiednim czasie powołamy się na odpowiednie przepisy. Dzisiaj zaczniemy od konstatacji, że Biuro Polityki Lokalowej nie służy zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem do zabierania obywatelom wszystkiego, co posiadali, a następnie przy pomocy sztucznie zawyżonych cen wydziedziczaniu ich z zajmowanych mieszkań. To nam Pani zasugerowała wprost. A figura retoryczna, w której zapowiada Pani, że niepokornym (na bazie wyżej tkwiących opisów) i tak podniesie Pani czynsz do stawki jednostronne narzuconej może okazać się formułą bardzo ryzykowną prawnie. Jak już okazało się wątpliwe prawnie przetrzymywanie przez kilka lat zespołu nie wynajętych lokali tego samego typu, co w domu na Abramowskiego 9 na Żoliborzu, ulica Marii Kazimiery. Miasto poniosło z tego tytułu parumilionową stratę. Czy prawdą jest, że BPL miał w tym swój udział? I czy dzisiejsze tak ostre stawianie sprawy czynszów w naszym domu nie ma aby na celu odwrócenie uwagi obywateli od tamtego właśnie problemu? Bo jeśli tak - to stwierdzenie, że kowal zawinił, lecz księgarza powiesili będzie jak najbardziej uzasadnione.

Propozycje i sugestie

Marek Zarębski

czwartek, 29 listopada 2007

Pismo do Prezydenta - wersja robocza

Szanowni! Krótka piłka: poniżej propozycja pisma do Prezydenta Warszawy w sprawie naszego domu. Trzy dni na wniesienie uwag i poprawek. Jeśli ich nie będzie - wysyłamy w tej wersji. Sprawa pilna nie dlatego, że od 1 stycznia stanie się cud i zaczniemy żyć jak ludzie w ludzkiej kamienicy. Bardziej chodzi nam o to, by odpowiedź nadeszła przed ustaleniem zasad działania nowej ochrony i nowego dozorcy. Prawdą jest też i to, że konkurencyjna organizacja lokatorska podobne pismo przygotowała i najpewniej już wysłała, po raz kolejny uznając, iż lokatorzy to ci, którzy się z nimi zgadzają, nie zgadzający się nie istnieją. Żadnego ogólnego zebrania nie było również. Niech tam, nie będę o to kopii kruszył. Potrafimy rzecz całą ująć lepiej. Nasza struktura ma jawne, a przede wszystkim krótkie drogi wewnętrznej komunikacji i niczego nie czyni przed opublikowaniem tekstu pośród Członków Stowarzyszenia. Zatem: czytajcie, komentujcie, dodawajcie lub skracajcie. Pamiętając: TRZY DNI!

====================================================

Stowarzyszenie Lokatorów

„Po Drugiej Stronie – Abramowskiego 9”

Prezes – Katarzyna Borzym, lokal 26

Rzecznik – Marek Zarębski, lokal 10

Szanowny Pan

Andrzej Jakubiak

Zastępca Prezydenta

m.st. Warszawy

ul. Miodowa 6/8, pok. 11

00-251 Warszawa

Wielce Szanowny Panie Prezydencie!

W ostatnim czasie na Pańskie ręce skierowane zostało pismo przedstawicieli lokatorskich naszego domu, to jest kamienicy na ul. Abramowskiego 9. Podstawowym postulatem jego autorów jest obniżenie czynszów w naszych lokalach do poziomu adekwatnego wobec stanu technicznego budynku i obecnych sposobów jego utrzymania. My, niżej podpisani przedstawiciele drugiej z istniejących organizacji lokatorskich w całości popieramy opinie naszych sąsiadów, z zaznaczeniem wszakże, że jest to poparcie dotyczące wyłącznie poziomu czynszów: domagamy się tej obniżki mniej więcej z podobnych powodów. Jako ludzie konkretni postulujemy poziom czynszu regulowanego, to jest w chwili obecnej 3,80 zł za metr kwadratowy powierzchni mieszkalnej – bez rezygnacji z praw przysługujących każdemu lokatorowi czynszówek warszawskich. W szczególności dotyczy to sposobów utrzymania substancji materialnej domu, sposobów komunikowania się z DOM i ZBK, systemów najmu dozorców i ochroniarzy, terminowych rozliczeń finansowych z lokatorami itd. Niżej pozwolimy sobie szkicowo nakreślić obszar problemów, z którymi potykamy się każdego niemal dnia, a które naszym zdaniem nie tylko nie mają prawa istnieć, ale też prowadzą do rażącego marnotrawstwa środków finansowych miasta. Niestety odpowiadają za ich istnienie urzędnicy Panu podlegli.

O stanie technicznym budynku najlepiej mówi ekspertyza techniczna, dokonana przed kilkoma laty na zlecenie ZBK-u. Dokument ten został przesłany na Pańskie ręce na początku roku 2007. W tym miejscu możemy tylko dodać, że żadna z usterek tam wymienionych z oczywistych przyczyn nie uległa samonaprawie – pojawiły się za to kolejne. Sposoby ich usunięcia zaproponowane przez administratorów okazały się nie do przyjęcia, miedzy innymi dlatego, że nie istnieje prawo zmuszające lokatora do wykorzystania urlopu wypoczynkowego na pilnowanie robotników – nadto urlop ów administratorzy zamierzali wmusić lokatorom w terminach, które sami chcieli wybrać. Ludzie starsi i mniej sprawni mieli przestawiać swoje meble we własnym zakresie, a fakt mieszkania przez kilka tygodni na pobojowisku rzeczy osobistych, farb, kafelków, szpachli i zablokowanych mebli był dla osób proponujących tę zabawę czymś zwykłym i oczywistym.

Na ten problem nałożyła się też pamięć poprzednich remontów wykonywanych w naszej kamienicy mniej więcej dwa lata po oddaniu jej do użytku. Wymieniono wówczas WSZYSTKIE elementy ceramiczne w całym domu - po prostu nie były przyklejone do ścian. Nie dość, że zrobiono to w sposób URĄGAJĄCY zasadom sztuki budowlanej, to przyjęto zakres prac zupełnie niewspółmierny do usterek występujących w poszczególnych lokalach. Wysokie komisje techniczne nie chciały widzieć odpadających tynków na sufitach mieszkań i klatek schodowych (jeden z tych ładunków o mało nie zranił poważnie ochroniarzy pozostających na klatce I – z sufitu oderwało się KILKADZIESIĄT kilogramów źle położonego tynku), odspojonej ceramicznej podłogi i wielu innych mankamentów, w różnym stopniu występujących w różnych lokalach. To wszystko ujawniło się w latach następnych – i ujawnia nadal. Czarę goryczy i nieufności wobec zleceniodawców prac remontowych i wykonawców przelała obserwacja poczyniona w roku 2005. Otóż administratorzy zlecili ekipie budowlanej dokonanie prac osuszających fundamenty na początku zimy. Terminy były napięte, materia oporna – słowem zakończono rzecz cała wsypując do dołów ziemię rozmrażaną palnikami gazowymi. Cóż, powie ktoś, w końcu była zima z trzaskającymi mrozami... Ale czy tak powinni działać inżynierowie budowlani?

Nasz dom ma ochronę zafundowaną nam przez ZBK Irysowa 19. To ZBK jest autorem umowy określającej zakres działania ochroniarzy. Za usługę pobierane jest wynagrodzenie blisko 10 tysięcy złotych miesięcznie. W zamian otrzymaliśmy (a może ZBK otrzymał ? – uparcie twierdzą, że ochroniarze to nie nasza sprawa) drzemiący w schowku na szczotki klatki pierwszej oddział przemiłych, choć najczęściej przygłuchych staruszków nie mających pojęcia kto, co, kiedy i dlaczego. Jeden z nich, na każdej zmianie, ma statutowy obowiązek pilnowania... automatycznego systemu przeciwpożarowego! Próby zmiany zakresu umowy spotkały się ze stanowczą odmową ZBK-u.

Nasz dom ma więc takich ochroniarzy – ale nie ma dozorcy. To znaczy administratorzy wynajęli firmę zajmującą się teoretycznie sprzątaniem, ta za mniej więcej 1500 zł miesięcznie ma utrzymywać porządek w naszym domu. Ale nie robi tego, ponieważ najęta do tych obowiązków osoba otrzymuje 400 zł miesięcznie i wpada do nas dwa razy w tygodniu na jakieś 30 – 40 minut. Skutki tej działalności dowolna komisja może sprawdzić w dowolnej chwili. Jej członkowie winni jednak ubrać się w stosowne stroje ochronne. Jeżeli nasze wyliczenie jest prawidłowe to 1100 zł ulatnia się nie wiadomo gdzie, zwłaszcza zaś nie wiadomo po co.

Wielce Szanowny Panie Prezydencie! Ta opisana skrótowo całość śmie nazywać się domem komercyjnym. Mamy płakać i płacić. I broń Boże nie protestować! W zapomnienie poszedł już fakt, że zanim przystąpiliśmy w swej naiwności do przetargu mającego wyłonić trzon lokatorskiej kadry „komercyjnego domu” na ulicy Abramowskiego 9 oddaliśmy do dyspozycji ówczesnej Gminy Centrum poprzednio zajmowane lokale. Wyremontowane tak, jak nigdy nie były remontowane przedtem ani potem. Zadbano o to, by z każdego wycisnąć ostatnią złotówkę, by w krzywych domach ściany były proste, a podłogi świeciły się jak... w pałacach. Niżej podpisani od lat twierdzą, że dokonano wobec nas rodzaju szalbierstwa – sprzedano nam nie ten towar za nie te pieniądze. Dzisiaj chcemy zwykłej, ludzkiej sprawiedliwości. Nazywania rzeczy po imieniu – złe jest złe, dobre to dobre. Mamy kiepski dom – nie możemy płacić zawyżonych kwot najmu. Ani jedno pismo lokatorów w ciągu minionych siedmiu lat nie traktuje o tym, że od jutra chcemy mieć fontanny i kominki w każdym pokoju. Nie mnożymy roszczeń, nie stopniujemy w górę oczekiwań. Przykro nam jednak patrzeć jak coś, co mogło by być porządnym domem wpada w nicość, jak źle administruje się tym co jest, jak nie chce się pojąć, że obywatel ma prawo być obywatelem świadomym, jak tego obywatela nie chce się po prostu wysłuchać. A mieszkają u nas ludzie jak to zwykle bywa różni – ale też znakomici ekonomiści, menadżerowie, dziennikarze, bankowcy, urzędnicy administracji rządowej i samorządowej. Ci mają wpisany w swój status inteligentów obowiązek myślenia i działania na rzecz wspólnego dobra. Co nieśmiało usiłują czynić powyżej w piśmie do Prezydenta swojego Miasta...

Z wyrazami głębokiego szacunku

Katarzyna Borzym, Prezes Stowarzyszenia „Po Drugiej Stronie – Abramowskiego 9” (lokal 26)

......................................

Marek Zarębski, rzecznik Stowarzyszenia (lokal 10)

......................................

poniedziałek, 26 listopada 2007

Nie masz takiego kabaretu...

...który nie stałby się dla idiotów światem realnym. Serio! Oglądają Państwo telewizję? Pewnie tak. I pewnie klniecie na reklamy, nie pozwalające obejrzeć właściwie żadnego już filmu w należytym skupieniu. Sugeruję zwrócenie uwagi na jedną, szczególną w swej porażającej durnocie czy celowym działaniu. Zanim jednak o niej stosowne odniesienie.

Konkretnie do filmu Stanisława Bareji „Rozmowy kontrolowane”. Otóż jest tam scena, w której importowani, a obsadzeni na ważnych stanowiskach „towarzysze” obchodzą Wigilię. Stół z potrawami, galowe mundury i szykowne suknie. Niestety brak opłatka – co gospodarz zauważa w ostatniej chwili, uchybienia nie da się już naprawić. Wpadają więc na pomysł: podzielmy się jajeczkiem! W końcu chodzi o jakiś gest bez większego znaczenia, te święta, tamte święta, wsio rawno...

Reklama sieci komórkowej Heyah oparta jest dokładnie na tym samym pomyśle. „Kup bliskiej osobie prezent na Gwiazdkę!” – i z autobusu przedświątecznego wysypuje się masa wielkanocnych jajek. Ktoś brodzi pośród nich, ktoś tam poprawia napis na jednym.

Zakładam, że czytują moje teksty ludzie inteligentni, innym przecież by się nie chciało. Komentarz zatem zbędny. Tylko powiedzcie mi proszę: gdzie są granice tej ludzkiej głupoty? Ponoć nie ma już „importowanych” z Rosji Sowieckiej. To skąd się wzięła ta nowa dostawa?

Marek Zarębski